Zorientowany

Wspomnienia z wakacji, Toruń. Wzięła mnie gorączka i bóle głowy. Łupie jakoby młotkiem – trzy dni, ale najgorsza jest środa. Leżę przez cały dzień w łóżku, w pełnym rynsztunku. Termometr mówi: 39 stopni, ale mi zimno. Zimne poty: już mokre spodnie, mokra koszulka i sweter, mokre prześcieradło i kołdra. Ibuprom łykam z rzadka, trochę pomaga. Poza tym staram się robić to, co zwykle, gdy jestem chory: szczególnie więcej uwielbiać Boga, bo jest dobry. To pomaga. I piszę do bliskich, żeby się o mnie modlili. Poza tym umawiam się do lekarza, na następny dzień.
Jedziemy. Szczęściem było łatwo tę wizytę umówić (z pracy mam PZU); nieszczęściem – fakt, że to prawie na obrzeżach miasta. A nasz hostel w centrum. No, trudno. Jedziemy wzdłuż torów.
— Filu, patrz, pociąg towarowy! – Fi. bardzo lubi pociągi. Atrakcją jest czasem samo odwiedzenie stacji.
— Tato przyspiesz! Musisz dogonić go!

— Nie mogę przyspieszyć, mam czerwone… – Tłumaczę się. Zaraz jest zielone, po pół sekundy Fi.:

— Tato, goń go!
— Postaram się, ale chyba za dużo mam tutaj przeszkód. A ten pociąg – proste tory. Chyba nie dam rady… – Fi. zawiedziony. – Ale wiesz, jak wyjdę od lekarza, to możemy odwiedzić dworzec, tam może go zobaczymy. Albo jakiś inny, co?
Po piętnastu minutach jesteśmy na miejscu, jak by sugerował gugiel. Niestety, to jakaś przemysłowe rewiry. O! Idzie tu jakaś pani! Opuszczam szybę:
— Przepraszam, ponoć gdzieś tutaj jest przychodnia lekarska, prawda?
— A, jest… tylko chyba tam dalej. – Pokazuje ręką.
— To jak tam dojechać?
— No, musi pan tu wyjechać, w prawo i potem znowu w prawo…
— Czyli następna przecznica?
— Tak, chyba tak.
— Dziękuję! – Wciskam guzik, ziuu… zamyka się okno… Pani odchodzi w swoją stronę, ale jeszcze Fi. zdążył krzyknąć, jakby ze świadomością, że sam musi zadbać o swój interes:
— Przepraszam, a jak dojechać na dworzec kolejowy?
Ruszamy. Razem z A. śmiejemy się. U. nie do końca rozumie, ale też się śmieje. A. komentuje:
— He he, bardzo to było zabawne…
— …i sprytne, he he, bardzo dobrze zapytałeś, Filu. – Dodaję ja. W ogólnej wesołości parkujemy pod przychodnią. A lekarz stwierdza, że nic mi nie jest, zresztą… sam to czuję, poza resztką osłabienia. Chwała Panu!
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: