Znośna lekkość bytu

Okoliczności życia bywają przygniatające – zarówno podczas walk, jak i w czasie porażek. Niewola babilońska też była przygniatająca. A wszystko przez… szabat.

Izrael dostał porządne manto od Chaldejczyków. I to nie była zwyczajna porażka. To była porażka definitywna, totalna klęska, w dodatku zgodna z wolą Boga (Jer. 1:14, 4:6, 6:22, 10:22, 50:41). Oblegli wszystkie miasta, zabijali bez litości i wyjątków… ale to jeszcze nic.

Spalili też Chaldejczycy świątynię Bożą i zburzyli mury Jerozolimy, wszystkie jej pałace spalili ogniem i wzięli się do niszczenia wszystkich kosztownych sprzętów. Ocalałą spod miecza resztę król uprowadził do Babilonu i stali się niewolnikami jego i jego synów, aż do nadejścia panowania perskiego. I tak się spełniło słowo Pańskie, wypowiedziane przez usta Jeremiasza: Dokąd kraj nie wywiąże się ze swych szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego zniszczenia, to jest przez siedemdziesiąt lat. (2 Krn 36:19-21, BT)

Dlaczego Bóg doprowadził do zbezczeszczenia swojej świątyni? Obrzydła Mu, razem ze wszystkimi ofiarami, które tam składano. Nie miały już sensu, skoro i tak cały lud miał Boga w głębokim poważaniu. Dopuszczano się bałwochwalstwa, najpodlejszego zeszmacenia, jakie może być. Ale Bóg, widząc to, nie obmyślał perfekcyjnej zemsty, ale to, co dobrego zrobi dla swego krnąbrnego ludu. Ja byłem tym zaskoczony, czytając fragment księgi Jeremiasza (32:26-44) – proroka, który starał się zapobiec katastrofie niewoli babilońskiej. Schemat tego fragmentu jest taki: Izrael robił paskudne rzeczy, dlatego Ja – mówi Pan – uczynię mu dobre rzeczy, będzie znów moim ludem.

Jest jedno ‘ale’, mały przerywnik: siedemdziesiąt lat niewoli, poniżenia, udręczenia, przygniatającego poddania. Dlaczego? Bóg postanowił odebrać swoje szabaty. Ziemia Obiecana miała przez kilkadziesiąt lat leżeć odłogiem, odpoczywać. Z powodu braku odpoczynku w okresie galopującego bałwochwalstwa. A co ma wspólnego jedno z drugim? Jeśli siódmego dnia odpoczywam, to ze względu na Boga, którego czczę, pragnę, szukam. I po pierwsze, zyskuję „chwilę” odprężenia, refleksji, kiedy żyję, żeby pożyć, a nie umęczyć się pracą. Po drugie, otwieram się na boże błogosławieństwo. Po trzecie, Bóg i tak odbierze sobie swoje „siódme dni”, więc lepiej spędzić je na wylegiwaniu się i modlitwie, a nie, jak Izrael – w niewoli. Szabat i szukanie Królestwa (Mat. 6:33) jest receptą na lekkość bytu.

Autor: jpz2

Powiązane posty: