Zmiana, której nie ma

Trudno, o coś bardziej żałosnego niż faryzeizm, religijność, która odbiera radość życia, a chybia celu. Trudno o kogoś bardziej godnego pożałowania, niż wierzący-niepraktykujący, który przyjmuje etyczny kodeks po to tylko, by się potępiać. Pielęgnuje ideały nie żeby do nich dążyć, ale by osądzać siebie i wszystkich wokół, jak bardzo odstają.

Trudno o coś bardziej bezużytecznego, niż zwietrzała sól. Ani smaku, ani konserwacji. Myślałem o tym: czy sól może zwietrzeć? – Bardzo praktycznie, bo mam w pracy trochę soli, która już długo stoi. Pogooglałem na ten temat. Okazuje się, że nie, nie zwietrzeje, zwłaszcza taka zwykła ze sklepu, oczyszczona. Ale przecież Jezus mówi: 

Wy jesteście solą ziemi; lecz jeśli sól zwietrzeje, czym ją posolą? Na nic się już nie przyda, tylko na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. (Mat. 5:13, PUBG)

Wówczas sól pozyskiwana z morza i używana w kuchni zawierała sporo „dodatków” – minerałów i substancji wchodzących w reakcje z NaCl i z czasem prowadzących do zmniejszenia ilości „soli w soli”. – To wyjaśnienie mnie uspokoiło (sól mi się nie zepsuje). Ale jednocześnie dało do myślenia.

Przecież ja jestem solą z domieszkami. No, co zrobić, zmierzam do świętości, wciąż muszę się nawracać i wciąż wyrzekać się domieszek tego świata, przez które „wietrzeję”, robię się bezużyteczny; wyrzekać: niewdzięczności, egoizmu, niewiary, obojętności… Nabierając tych cech, zbliżam się lub osiągam ten żałosny stan „zmiany, której nie ma”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: