Zło-rzeczy

– A co ciebie denerwuje? – Pyta Ł. po kolei wszystkich. Teraz przyszła kolej na mnie. Właśnie omawialiśmy na grupie domowej list do Rzymian, kawałek z dwunastego rozdziału.
– Mnie? Mnie okropnie wkurzają kierowcy autobusów. Mało kto potrafi mnie tak zezłościć, jak kierowcy autobusiarze, którzy wiozą ludzi jak kartofle. Ja, wioząc dwójkę dzieci, potrafię osobowym samochodem jechać delikatniej niż ci wariaci, którzy mają na sumieniu sto osób – rzucają ludzi po rurach, oknach i ścianach jakby to były tyczki. No, mnie wtedy szewska pasja ogarnia. To jest wtedy dla mnie prawdziwe wyzwanie: jak błogosławić tym, którzy mnie prześladują? Czyli dobrze mówić o nich, a nie złorzeczyć. Och, wtedy to jest dla mnie największy test! Zresztą: nie złorzeczyć – to jeszcze nie jest tak trudno. Ale błogosławić? Dobrze o nich mówić? To już przez gardło przechodzi ciężko. A jednak Duch w nas urabia takie usposobienie, że taka rzecz niemożliwa staje się możliwa.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: