Zjadam

Uwaga, tato zjadam! – Fi. włącza ostry alarm. – „O nie!” – Myślę. – „Znowu ta zabawa”. – Zabawa, która pomaga zachęcać dzieci do jedzenia. Oboje ją bardzo lubią – „nie wolno” im jeść. Trzeba się na niby denerwować i protestować głośno, jak najgoręcej na każdy kęs. A oni na przekór i z zadowoleniem pochłaniają z talerza prawie wszystko.
Teraz jedzą chętnie, a mi już się to trochę znudziło, więc proponuję co innego.
– Filu, nie będę się w to bawił, bo mi akurat to się podoba, że zjadasz. – Odkrywam karty. – Ale kromka chleba może mieć o tym zgoła odmienne zdanie. – I zaczynam głosem małej myszy: – Nie gryź, nie… Nie gryź mnie, ani się waż, nie, auć! – Zęby Fi. zatapiają się w chlebie.
– O, nie! – Tym razem A. wzdycha. – Znowu ta straszna zabawa, nie chcę tego nawet słuchać. – I wychodzi. A teraz dopiero jest najlepsze, chlebek woła i charczy:
– NIE! Boli, eee, au, bleegrh, ooaupchyrfpleee… – Mówiący pokarm już przeżuty, Fi. się śmieje. 
Potem to samo powtarzam dla U. i znów dla Fi., i tak z pięć razy. W końcu muszę wyjść za potrzebą. Fi. klepie w krawędź kromki, w chlebową skórkę. – Pogłaskałem go po policzku, tato. Tato, jeszcze zostało trochę dziecka-chlebka!
– Myślisz, że to jest dziecko-chlebek? A może dorosły-chlebek?
– Dla mnie, tato, to jest dziecko-chlebek.
A. mówi, że to jej przypomina historię z Opowieści z Narni (the Silver Chair), kiedy dzieci, oszukane przez wiedźmę, trafiają do siedziby olbrzymów na Święto Jesieni, czyli… jedzenia ludzi – nieświadomi śmiertelnego zagrożenia. Olbrzymi zdziwili się, ale też ucieszyli i okazali im jak najlepszą gościnność. „Thery’re dear little things at that age, it seems almost a pity” – powiedziała olbrzymka do małej Jill, która wypytywała o Święto. – „Nie, nie jedz mnie będę dla ciebie twardy i niedobry!” – Podsłuchane słowa dają im w końcu do myślenia i skłaniają do ucieczki.
Dziecko-chlebek nie ucieknie. Ciekawe tylko, co im da do myślenia. Aż boję się sprawdzać. Ale zjedli? Zjedli. No, to najważniejsze.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: