Zbiory

Wpadli do nas przyjaciele z kościoła, też z dwójką dzieci. Kiedyś widywaliśmy się częściej, dziś mieszkają w innym mieście. Rozmawiamy. Tymczasem U. woła z toalety: 
– Podcieramy! – Ja idę. – Nie ty, mama! – Protestuje z pozycji sedesu. No to podaję dalej, w kierunku A., która wsadza pizzę do pieca: 
– „Nie ja, mama”. – I wracam do gości. 
– O, macie tak samo? – Zapytuje Ka.
– Ano tak, mój tata nawet w głos się z tego śmiał, że nasze dzieci tak to anonsują, intonują, jakby mówiły: nie-spodziaaan-ka! „Podcieramy!” 
– A u nas wiesz, jak było, wokół pełno singli. A teraz mamy wśród znajomych więcej małżeństw. – Dzieli się An. – I takie odkrycie: hej, jest więcej osób, które mają to samo, co my. – Śmieje się.
A potem przechodzimy jakoś naturalnie do tematów służenia Bogu; historii ich domowej wspólnoty, którą zapoczątkowali, niedawno opuścili, a przez którą przewinęło się i przewija mnóstwo młodych ludzi. O zmaganiach z trudnym sąsiedztwem, o modlitwach, żeby coś się zaczęło dziać w tej okolicy, coś bożego, o pierwszych próbach, by dotrzeć do ludzi z ewangelią. Okazuje się, że teraz to się dzieje. Inni wspaniale sieją dalej i… zbierają. 
Zbierają coś, o co ci nasi przyjaciele tyle czasu modlili się i starali, i niewiele z tych plonów zobaczyli. Ale cieszą się z nich wszystkich. Typ pioniera. Typ syna, nie sługi.
Autor: jpz2

Powiązane posty: