Zaspać

Mieszkałem w Dziekanowie Polskim przez trzy lata. Chodziłem wtedy jeszcze do szkoły podstawowej; piąta, szósta klasa… Wracałem do domu autobusem Ł-ką. W tych powrotnych godzinach była bardzo zatłoczona. Wsiadało się na przystanku AWF, stary Jelcz burczał basem i leciał: Młociny, Buraków, Łomianki, Kiełpin, Dziekanów… Linia Ł BIS wiodła dalej przez Pieńków i kończyła trasę w Łomnej przy małym kościele i prostej drodze obsadzonej wysokimi drzewami, która wskazuje jak wielki palec na wieś Palmiry. 
Inna linia Ł kończyła się w lesie, przy szpitalu dziecięcym. Obie te pętle zaliczyłem, chociaż wcale nie miałem po drodze. Po prostu zasnąłem i obudziłem się w cichym autobusie, który zamarł na końcu trasy w Kampinosie jak zmęczony łoś. Nie miałem pojęcia, gdzie jestem i przez chwilę… jak się tu znalazłem. Innym razem, przespałem swój przystanek, podczas gdy tym samym autobusem jechała moja siostra i brat. Nie wiem, czy z gapiostwa, czy dla żartu, ale zostawili mnie, łachudry.
 
Dzisiaj zdaje mi się: tak niewiele miałem do stracenia. Ot, może pół godziny dłużej w drodze. Jakie ja miałem wtedy obowiązki? Tak się zdaje. Zawsze jakieś są. Mija pięć lat i myślisz: „E, tam. To było nic. Teraz to ja mam…” Nic nie masz. Nic tak ważnego, żeby nie móc sobie czasem zaspać w autobusie i… spędzić czasu powrotu na przykład na modlitwie, całkiem beztrosko. I gdzieś tam znowu odlecieć, poczuć się lepiej tylko dlatego, że zapomniałeś o całym świecie, żeby posłuchać i poczuć coś ważnego od Boga.
Autor: jpz2

Powiązane posty: