Zasady i nawyki

Minęło już trochę czasu, ponad dwa lata naszego małżeństwa – okres, po którym – jak twierdzą niektórzy – kończy się tzw. „chemia” w związku i zaczynają piętrzyć nieporozumienia. 
Jednocześnie mogę stwierdzić subiektywnie, że małżeństwo nie jest jakąś trudną sprawą. Wbrew pozorom. Ale wielu osobom sprawia problemy. Dlaczego mi nie sprawia? Czy dlatego, że jestem taki świetny? Bynajmniej. Zacząłem się zastanawiać, co takiego robię (staram się), że jakoś mi to wychodzi, że jestem dobrym mężem (jak twierdzi moja żona)? Nie idealnym, ale „wystarczająco dobrym” – to ładne i słuszne określenie. Oto kilka moich myśli i zasad, których się trzymam na co dzień bardziej lub mniej świadomie.
1.    Za wszystko dziękujcie
To słowa apostoła Pawła (1 Tes. 5:18), które sprawdzają się nie tylko w relacji mąż-żona. Ale w tej relacji zwłaszcza, ze względu na jej intensywność. Dziękuję, że pomyślałaś o moich potrzebach. Dziękuję że

pozmywałaś (i tysiąc innych rzeczy). Dziękuję za twoje uśmiechy. Dziękuję, że tak dbasz o siebie. Dziękuję, że bez narzekania zajęłaś się dzieckiem, żebym mógł zrobić to, na czym mi zależało. Dziękuję, że ze mną jesteś. Dziękuję, że nie miałaś mi za złe. Dziękuję, że jesteś taka i taka (patrz pkt 6 – o komplementach).

Oczywiście, dziękowanie nie ma służyć temu, że mam z głowy pewne obowiązki. Nie może być wymówką. Czasem wręcz nie wypada czekać aż ona to zrobi, a potem mówić „dziękuję”. Po prostu trzeba się ruszyć i zrobić samemu.
 
2.    Mów, co czujesz
Jeśli chcę, żeby ona wiedziała, jak bardzo jestem zły, staram się mówić o tym spokojnie. Oczywiście, gdybym zaczął krzyczeć, rzucać przedmiotami itp., też by się dowiedziała, ale… no właśnie. Pewnym ułatwieniem jest fakt, że moja żona nigdy, przenigdy nie podnosi głosu, więc nie mam czego odwzajemniać. Na ogół w ogóle nie sposób jest złościć się na nią, nie mówiąc już o krzyczeniu. Ale są też inne emocje: smutek, radość… O nich też staram się mówić.
 
3.    Pytaj, co czuje ona
Mężczyźni też mają intuicję. Ponieważ jest ona jednak zawodna, pytam zawsze, kiedy przyjdzie mi to do głowy, kiedy przemknie choćby cień myśli, spostrzeżenie, że coś może być „nie tak”: czy wszystko w porządku? Jak się czujesz? Nie jest ci smutno? Potrzebujesz czegoś? Nie masz do mnie żalu? Jesteś zła na mnie? Jesteś zła na kogoś innego? Czy coś się wydarzyło, co cię zasmuciło, zdenerwowało? Czy chcesz o tym porozmawiać teraz/później? Zdaje się, że zawsze dostaję szczere odpowiedzi, a jeśli mam wątpliwości, drążę, dopóki nie poczuję, że już jestem irytujący.
 
4.    Dopóki możesz, obracaj w żart
Są sytuacje, kiedy nie ma miejsca na żarty. Są poważne emocje, napięcie i jest poważna rozmowa. Ale to są sytuacje wyjątkowe. Dopóki mogę, śmieję się, na ogół z siebie, z własnych wad, niedociągnięć, gaf i staram od razu je naprawić. Czasami również z jej, kiedy wiem, że dla niej to również będzie zabawne, jeśli tylko uda mi się sprawić, że spojrzy na to z dystansem. Śmiech rozładowuje wiele złych emocji – tym łatwiej, im mniej ich nagromadziliśmy. Poczucie humoru to skarb, domena i ratunek ludzkiego gatunku. Ale żart nie zastąpi przeprosin. Żart nie zastąpi działania, zadośćuczynienia.
 
5.    Nigdy nie mów nigdy
Unikam tego, jak tylko umiem i przestrzegam również żonę: jeśli masz mi coś do zarzucenia i mówisz o tym, używając słów „zawsze”, „nigdy”, „wszędzie” itp., to dla mnie znaczy, że chcesz się kłócić.
 
Ściśle rzecz biorąc, bardzo rzadko można powiedzieć o kimś, że coś robi „zawsze” albo nie robi tego „nigdy”. Można uznać umownie, że te słowa służą podkreśleniu moich (jej) negatywnych emocji względem danej sprawy. Ale po co? Po co się obrzucać najgrubszym kalibrem? Zresztą najlepiej w ogóle zacząć od siebie: „źle się z tym czuję, że zapominasz o…”, „czuję się zmęczony tym, że zrobiłaś znów…”. Takie słowa zawsze zmiękczają „winowajcę”, zamiast już na wstępie ustawiać go w roli hardego przeciwnika.
 
6.    Powtórz, powtórz, powtórz jeszcze raz
Czasami zastanawiam się, czy nie mówię za często takich rzeczy jak „jesteś piękna”, bo przecież to może oznaczać, że koncentruję się na fizyczności, a pomijam inne cechy. Ale żona nie pozostawia mi wątpliwości: nie! Nie mówię za często. Oczywiście arsenał komplementów jest praktycznie nieograniczony: dobra, miła, łagodna, mądra, rozważna, dzielna, odważna, odpowiedzialna, wierna, namiętna, wytrwała, wyrozumiała, ukochana, urocza, śliczna, urzekająca, najlepsza pomocniczka, doradca, przyjaciółka, kochanka… Można mnożyć, nawiązywać do przykładów, przechodzić od ogółu do szczegółu i z powrotem – pole do popisu, a jak wiadomo mężczyźni uwielbiają się popisywać.
 
Pewnym szczególnym fenomenem jest darowanie kobiecie kwiatów (to również staram się powtarzać). Z męskiego punktu widzenia jest to wydawanie pieniędzy zupełnie bezsensowne, to znaczy niepraktyczne (jakkolwiek miło mi jest wchodzić do domu pachnącego liliami, które trzymają się doskonale i długo nie więdną, a i kosztowały niedużo). Jednak w ocenie żony nawet drogie róże, które słabo pachną i są do wyrzucenia po trzech dniach, to zawsze piękna sprawa.
 
7.    Ile kosztuje twoje ego?
Jeśli żona zrobiła lub powiedziała coś, co mnie obraża, najprawdopodobniej wcale nie zamierzała mnie obrazić i nawet zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że mogłem tak to odebrać. Nic dziwnego, na ogół wszystko to siedzi tylko w mojej głowie! Ile razy jestem gotów poświęć swoją wydumaną godność, żeby przejść przez mur wydumanej obrazy i przyjrzeć się pragnieniom żony, które stoją za postępowaniem lub słowami, które mi się nie spodobały? Im mniejsze jest moje ego, tym trudniej będzie je zranić. Wiele razy pytałem siebie: czuję się urażony i co z tego? Do cholery, kogo to obchodzi? Co stracę, jeśli wezmę na klatę, dam temu spokój, przemilczę, wybaczę i zapomnę? Co stracę, jeśli skupię się na tym, za co mogę przeprosić? Co stracę, jeśli przeproszę? Nic. Nic. Nic. A co zyskam?
 
8.    Przyzwyczaj się
Ona ma pewne drobne wady, których nie przeskoczy. Czasem możemy się z nich razem śmiać, ale ogólnie najlepiej będzie, jeśli się do nich przyzwyczaję, przestanę je zauważać, irytować się, przygadywać, a nawet wzdychać. To nic nie da – nie pomoże ani mi, ani jej, a najpewniej zaszkodzi. Ona tego nie zmieni, bo taka już jest. Prawdopodobnie jej też to przeszkadza. Pozostaje tylko kochać.
 
Ważne: nie odwracam kota ogonem. Nie myślę i nie mówię do niej: no, taki już jestem, przyzwyczaj się. Zawsze mogę pracować nad sobą, nawet jeśli czuję, że coś mnie przerasta. Jakkolwiek bardzo lubię powiedzonko: „jedną wadę można mieć”.
 
9.    Pomyśl o niej
Przede wszystkim muszę zdawać sobie sprawę, że nie jestem Bogiem. Inaczej mówiąc, nie jestem gwarantem szczęścia mojej żony. Nie mogę wiecznie sprawiać, że będzie zadowolona z życia (o ile w ogóle mogę to zrobić). Ale mogę dołożyć wszelkich starań, żeby była szczęśliwa, żeby jej było dobrze, przyjemnie i żeby chodziła uśmiechnięta. Jak to się mówi, zrobię, co w mojej mocy. To istotne, bo… jak czytam różne współczesne rzeczy, oglądam filmy, to mam wrażenie, że całkiem dużo mężczyzn przestaje koncentrować się na zadowalaniu swojej żony i zaczyna myśleć: co ona mogłaby zrobić dla mnie (a czego nie robi, a szkoda… itd.) To uwaga ogólna, ale ciekawa zwłaszcza w kontekście seksu.
 
I żeby było jasne: to nie znaczy, że niedobrze jest mówić o swoich pragnieniach. Wręcz przeciwnie.
 
10.    I co jeszcze…
To nie jest 10 przykazań i to nie jest kompletna lista. Zdaję sobie sprawę, że jestem jeszcze mało doświadczony i wciąż pozostaje przede mną wiele nauki i odkrywania wspaniałych tajemnic, zasad, kluczy… A zatem pozostawiam takie niedopowiedzenie, a może pole dla komentarzy?

Autor: jpz2

Powiązane posty: