Żarty

Czasem żona moja roztropnie ostrzega: – „Powoli już zaczynam się denerwować…” – tym razem – „…że oni jeszcze nie są w łóżkach”. – Tak, na ogół nawet sam to dostrzegam, nie musi mi mówić. Taki jestem zdolny (oklaski)! A zdolny jestem nawet ocenić coś więcej: że żona chce, żebym to ja zrobił – położył dzieci spać. Z całą wrażliwością nie pozostaję więc obojętny na te wielkie nadzieje pokładane w mojej skromnej osobie: coś tam sprzątam, kogoś przebieram… Bez animuszu, ale jednak. 
A. chce przyspieszyć proces; przychodzi i wręcza dzieciom szczoteczki. – „No, przemyjcie zęby, możecie już bez wypluwania”. – Dzieci posłusznie biorą, siadają na łóżkach i posuwają szczotkami po zębach. – „Aaa!” – Zaczyna jęczeć Fi. – „Aa!” – Bez przekonania zaczyna też U., bo jeszcze chyba nie wie, o co chodzi, ale patrzy uważnie na brata i na wszelki wypadek przyłącza się do tego lamentu. Tak, teraz już na pewno oboje wiedzą, że szczypie. 
Pojawia się znów A. – „Chyba dałam im naszą pastę”. – Zastanawia się, obserwując zjawisko jęczących dzieci z pianą na ustach. Ja też patrzę, razem patrzymy i z trudem powstrzymujemy śmiech. – Hm, no to biegnijcie wypłukać. – Dzielę się złotą radą. A. prędko bierze za rękę Fi., zaraz też U. I płuczą buzię. Powstaje nam nowa definicja dla frazeologizmu „białe szaleństwo”. A. jeszcze się śmieje, ale serio przyznaje: – Naprawdę nie wiem, jak to się stało, chyba byłam bardzo zamyślona.
Siadamy na łóżku: ja, Fi. z U. – i bierzemy książkę na dobranoc. Każdy już się usadowił? No dobra… Biorę oddech do pierwszego zdania i odzywa się U.: – Mama sobie robi z nas żarty! – Lepsze takie żarty niż nerwy.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: