Zagłodzić domowego skrzata

Domowy skrzat kręci się po domu. Pilnuje, żeby nie zabrakło. Skrzat taki siedzi we mnie i odwraca mi głowę to na ten brak, to na tamten. Mówi: ogarnij się. I niechcący sprawia, że jestem nieszczęśliwy.

No co ty, człowieku, Boga się nie boisz? – Znamy to powiedzonko. Znaczy mniej więcej „opanuj się”. Ale znam osoby pobożne, które mówią, że się nie boją Boga. – „Bo czy można się bać kochającego Taty?” – Pytają retorycznie. A ja myślę: i tak, i nie. Jak sobie patrzę na historię Izraela (i nie tylko), to widać jak na dłoni, że faktycznie; Bóg zawsze zaczyna i kończy na roli łaskawego dawcy, szczodrego i kochającego, który pamięta o obietnicy.

Z drugiej strony, w międzyczasie zdarzają się upomnienia i kary, bo „kogo Ojciec miłuje tego smaga” (Przyp.Sal. 3:12). To kary, których można się obawiać. Ba, jest nawet mądrze obawiać się ich! Na czym one polegają? Najgorsze, co Bóg robił Żydom i co mi również może zrobić, to… opuścić. Pozostawić samemu sobie – własnym grzechom, głupocie, słabościom.

My, Polacy, znamy to aż za dobrze. Jak powiedział Bismarck: „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”. Przecież to dotyczy każdego z nas – ludzi, jak świat światem. Kierując swoim życiem, robię to nieudolnie i w rezultacie, wykańczam się, dopóki… nie oddam sterów Tacie. Jak powiedział Morgan Freeman, czyli Bóg w filmie „Bruce Wszechmogący”, „od kiedy to ludzie wiedzą, czego im potrzeba?”

W porządku, tylko… jak mam się dowiedzieć, co jest dla mnie najlepsze i jak oddać stery, żeby w końcu być szczęśliwym? Mówi o tym Psalm 112:

Błogosławiony mąż, który boi się Pana i rozmiłował się w jego przykazaniach!

Błogosławiony, czyli szczęśliwy. I zobaczmy, psalmista jednym tchem śpiewa: „boi się i rozmiłował” – dwa skrajne uczucia! Ale czy sprzeczne? Przecież jeśli kogoś bardzo kocham, to boję się, żeby go nie stracić. Kochać przykazania? A tak, bo jakże mógłbym nie kochać np. swojego doradcy finansowego, który wyciągnął mnie z tragicznego dołu, bankructwa i niezawodnie pilnuje, żebym zarządzał pieniędzmi najlepiej, jak się da?

Dawniej ludzie przesądni dbali o domowe skrzaty, których co prawda nigdy nie widzieli, ale miały zapewnić domowi dobrobyt. Absurd? A czym to się różni od mojej krzątaniny i „gonitwy za wiatrem”, skupionej na sobie? Właściwie niczym. Ale różni się zasadniczo od kochania przykazań, bo one przeciwnie – są skupione na Bogu, na ludziach. Każdy wolontariusz, każdy wyborny kochanek to potwierdzi: lepiej dawać niż brać. Lepiej zakochać się w przykazaniach, niż w samym sobie. I lepiej zagłodzić wszystkie skrzaty.

Autor: jpz2

Powiązane posty: