Zaciesz non stop

Co masz taki zaciesz? Starszy powie: co suszysz zęby? A dinozaur: skąd na twojej twarzy tyle radości? Prosta recepta: szczęśliwe serce.

Nie, dzisiaj wieczorem nie chcę się cieszyć. Nie, jestem zmęczony. To poważne sprawy. Trzeba się czasem przejąć życiem. To normalne przecież. Po prostu nie mam już siły.

Dobrze, ale gdyby tak… – czysto teoretycznie – uśmiechać się albo chociaż cieszyć w sercu non stop? Tak od rana do nocy? Właśnie tak. To byłoby źle? No, źle nie. Życie czasem jest poważne, tak.

Tak na przykład Jezus był nieraz poważny. Podczas kuszenia na pustyni odchodził od zmysłów. Po śmierci Łazarza płakał. Prawdopodobnie nie uśmiechał się, dyskutując z faryzeuszami albo mówiąc „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień”. Przed pojmaniem pocił się krwią.

Ale właśnie „NIERAZ”. I nie dwa. Generalnie był namaszczony… radością. To jego chodzenie po Judei, Galilei i okolicy, nauczanie i uzdrawianie było pełne radości. Jak to się robi? Jak ten owoc Ducha wycisnąć? W Przypowieściach Salomona 15:15 czytam:

Wszystkie dni uciśnionego/biednego/nieszczęśliwego są złe/smutne, lecz człowiek właściwego/wesołego serca/usposobienia ma ustawiczną ucztę/wesele/gody. (BW, BT, NBG)

Nie wiem, jak wy, ale ja teraz myślę o moim kumplu ze szkoły, który był typem wesołka, błazna; bez przerwy robił sobie jaja, żartował, kpił, śmiał się. To wszystko w dobrym sensie. Jego dowcip nie był przykry. Mógł niejednego czasem zdenerwować, ale ostatecznie trudno było się dąsać. To po prostu było śmieszne.

A tutaj mamy coś więcej niż żarty. Żartowniś i genialny komediant może przecież mieć depresję, ustawicznie odbijać się od dna, jak Robin Williams..A pewnego dnia nie zniesie „doła”. Coś więcej niż żarty to jest co? Wesołe serce, usposobienie.

Skąd się to bierze? Hm. Jak się robi fajne rzeczy, to trudno się nie cieszyć. Trudno nie nakręcać się tym, że komuś pomogłem w bardziej lub mniej niezwykły sposób. A żeby tak postępować, to… zerknę na kontekst cytowanego wersetu. Co tam jest?

Szukanie mądrości zamiast napełniania się głupotami. Lubienie upomnień, docenianie rad i karcenia. Bojaźń Boga. Miłość. Umiejętność poprzestawania na małym, umiaru w dążeniu do posiadania. Łagodzenie sporów zamiast wzniecania kłótni. Nie gardzenie rodzicami..I wiele innych…

Ktoś, kto ma to wszystko, cechuje się podobnym zestawem, będzie robił dobrą robotę, wywoła niejeden uśmiech i nieraz „przemieni w jasny, nowy dzień najsmutniejszą noc”, jak pisał Stachura, „to jest dopiero coś”. A potem już tylko doceniać i… cieszyć się.

Autor: jpz2

Powiązane posty: