Za dużo krzyża

Dużo na fejsie Jezusa. Albo krzyża, korony cierniowej. Albo grobu pustego. Niektóre wpisy poważne, wzruszające; inne zabawne, choć niegłupie. Niektórzy wrzucają filmiki, zdjęcia swojego świętowania. Ogólnie to… trwa takie naparzanie w jednym temacie.

To dobrze. Z jednej strony to bardzo dobrze. A z drugiej… ja tego nie czuję. Mało mnie rusza. Żeby było jasne: nie ruszają mnie tylko te fejsbukowe teksty, zdjęcia, memy, filmiki. A nie sama historia. Dlaczego? Może to już jest… zbyt oczywiste? Tak, JEST zbyt oczywiste! I to CZUJĘ na sto procent. I nie ja jeden, na pewno.

Fejsbuk podrzucił mi moje wspomnienie z pustym grobem – nie udostępniłem go dzisiaj. Nie chciałem się dokładać do tej rzeki, która płynie mimo. Ja patrzę i nie daję się porwać. A to przecież jest porywające!!! W krzyżu i w tym powstaniu Jezusa z grobu – z niebytu śmierci – w tym jest coś! Jest klejnot do odkrycia!

Nikt nie zrobi tego za mnie ani za ciebie. Ani dziś, ani jutro, ani za miesiąc. To zadanie bardzo osobiste. Zatrzymać się, pomyśleć, poczuć, wyobrazić sobie: zaćmione światło, dźwięki tłumu, zapach kurzu, dotyk szorstkiego drewna, ciężki młotek. I realność tej sytuacji „jak-byś-tam-był”. Nie od święta, każdego dnia. Porozmawiać o tym z Nim. To jest SPOTKANIE.

Wszystko poza tym to atrapy, począwszy od jajek-wydmuszek, poprzez fejsbukowe wpisy, skończywszy na – przepięknej skądinąd – sztuce pasyjnej i przemyślanych liturgiach, które mają pomóc przeżywać. Gucio, nic nie przeżyjesz. Jeśli nie chcesz.

– Krzyż – narzędzie strasznej egzekucji.
– A tak, słyszałem.
– Zmartwychwstał, zwyciężył śmierć.
– Anoś, tak mówią.
– Odkupił cały świat.
– No raczej, podobno…

Ile tak można? Można do śmierci.

Autor: jpz2

Powiązane posty: