Wytrwałość a złość

Mój filmik z cyklu #2P157 (tu link) skomentowała koleżanka, którą zresztą cenię za jej ścieżkę – życia, pracy, pasji, na instagramie mamanakozetce. Zapytała:

Ale co to tak naprawdę znaczy, że mamy wytrwać, kiedy ludzie są chamscy, wrodzy itd. Jak ma się do tego dbanie o własne potrzeby, wyrażanie swojej złości?

Zacząłem odpowiadać. Pisałem i pisałem i… zrobił się z tego wpis na bloga. Porządkuję:

Po pierwsze, zgadzam się, bardzo ważne jest wyrażanie złości. Świadomie powtarzam to swoim dzieciom: możecie się złościć, gniewać. To jest w porządku. Krzyczcie, ale nie wolno wrzeszczeć na siebie nawzajem (tym bardziej bić). Różnica jest często subtelna. Czasem niezauważalna z boku. Czasem też szybko przechodzą od złości do zemsty.

Bezsprzecznie, potrzebujemy wyrazić złość. Trzeba to robić. Ale często… mi to nie wystarcza. Ja chcę się zemścić i w swojej złości chcę skrzywdzić w odwecie swojego przeciwnika. Jeśli on mnie, to ja jego. Z nawiązką. Wprawdzie nauczyłem się już powstrzymywać w wielu sytuacjach, kierując się biblijną zasadą, że

Głupi ujawnia cały swój gniew, mądry go w końcu uśmierza (Ks. Przysłów 29:11)

Ale wciąż czuję w sobie chęć odwetu. Pewnie to naturalne. Psychologia mówi o wielu MOICH potrzebach. Dobrze, że mówi, bo muszę być świadomy potrzeb własnej duszy. Tylko będąc ŚWIADOMY moich potrzeb, mogę z nich… zrezygnować. Mogę się zaprzeć samego siebie.

Jest to początek drogi. Może zaczyna się od tego, że przepuszczę wszystkich w drzwiach lub w kolejce do schodów ruchomych. Zawsze coś. Chciałbym jednak dotrzeć do miejsca, o którym pisze Piotr:

Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga (1 List Piotra 2:20)

Nie chciałbym cierpieć, oczywiście. Ale chciałbym być gotowy na cierpienie i na bycie cierpliwym w tym cierpieniu. Tak, żeby diabłu kapcie spadły. Za każdym razem.

Autor: jpz2

Powiązane posty: