Wyśmiewaczek

„Jasiowi Ziółkowskiemu – najmłodszemu koloniście na pamiątkę wspólnych wakacji w Tardzie latem 1992 r.” – brzmi dedykacja zapisana technicznym pismem mojego taty na pierwszej stronie „Cudaczka-Wyśmiewaczka” Julii Duszyńskiej. Kiedyś ponoć była to lektura szkolna. Nie wiem. Ale pamiętam tę książeczkę. Teraz czytam ją Fi. i U. do snu. Są tacy jak ja byłem. A byłem (lub może wciąż jestem) jak te dzieci – bohaterowie bajki. Lubią się obrażać, złościć, robić na przekór i tym podobne, a Cudaczek-Wyśmiewaczek – „licho niepoczciwe, co to nie je, nie pije, tylko śmiechem żyje” – podjudza je i podpuszcza. Szepcze do ucha takie rzeczy, od których jest tylko gorzej. Wszystkim, tylko nie jemu – ma się rozumieć. On się śmieje do rozpuku, „a brzuszek pęcznieje i robi się jak to ziarnko grochu okrągły”.

Oj, musiało być w tym prezencie dla mnie coś przebiegłego ze strony taty, który na pewno wybrał tę książkę z oczywistym

podtekstem. Z tamtych lat nie pamiętam zbyt wiele (bo ile pozostaje w pamięci cztero-pięciolatka?), ale pamiętam, że byłem taki właśnie; pomstowałem na złośliwość rzeczy martwych i nawet wyzywałem je od „głupich”. Do dziś to czasem robię. Aż mi ulży. – A Cudaczek-Wyśmiewaczek zaśmiewa się… – czytam dzieciom. Fi. słucha, słucha, podoba mu się. Zwłaszcze kiedy ładnie udaję te naigrywania i parskanie śmiechem Cudaczka. Ale w końcu odkładam książeczkę, a Fi. podsumowuje: – Ale, tato, to przecież jakaś bzdura jest. – To mnie specjalnie nie dziwi, bo ostatnio spodobało mu się słowo „bzdura”. Ale odpowiadam: – Oj, nie taka wcale bzdura, Filu, wcale.
– Na przykład jest taki chłopiec… – Opowiadam. – Filemon się nazywa, który bardzo się wścieka, jak coś mu nie wychodzi. No, dajmy na to, chce zapiąć guziczek, ale do złej dziurki. I jest mądrym chłopcem, więc wie, że to jest zła dziurka. Ale jest też chłopcem bardzo upartym, więc wpycha guziczek i wpycha. A Cudaczek-Wyśmiewaczek podszeptuje Filowi do ucha: „Zezłość się, że nie pasuje! No, zezłość się!” I chłopiec zaczyna płakać, że guziczek nie chce przejść. A Cudaczek się śmieje: „Oj, jaki śmieszny chłopiec, jak się denerwuje! Hi hi hi!” I potem idzie Filo do mamy i prosi ze łzami: „Mamo, czy możesz mnie pocie-eszy-yć?!” I mama pociesza.
Teraz spoglądam na U. Jest chyba przejęta, próbuje wszystko zrozumieć, więc i do niej się zwracam. – A czasem Cudaczek-Wyśmiewaczek siada też na ramieniu małej dziewczynki o imieniu Ula. – Mówię. – I szepcze jej do ucha: „No przecież nie zmienisz pieluchy”. A mama mówi: „Trzeba zmienić”. A dziewczynka już ma ustka zacięte i mówi: „Nie chcę mienić, pieluchy nie chcę!” Tak krzyczy. A pielucha pękata od siku i śmierdzi już, a Cudaczek-Wyśmiewaczek, licho niepoczciwe, zaśmiewa się i brzuszek mu pęcznieje. Oj, jak mu wesoło! Oj, jak mu dobrze.
U. patrzy na mnie poważnie, brwi swoje małe marszczy pięknie i przypomina sobie tę całą sytuację sprzed trzech godzin.
– Nie chcę mieniać pieluchy! – Powtarza.
– A Cudaczek się wyśmiewa z ciebie na ramieniu? – Pytam.
– Tak. – Kiwa głową znów z powagą. Jest nadzieja.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: