Wychodzę zza krzaka

Przyznam się, że ten wpis jest silnie inspirowany cudzą myślą. W audycji „Drzewo Oliwne”, którą montowałem dla Radia Chrześcijanin, mowa była o rabinie, który obserwował dzieci, bawiące się w chowanego. Kończąc zabawę, zapomniały o jednym ze swych kolegów, który zauważywszy to, że wszyscy sobie poszli, rozpłakał się, bo „nikt go nie szukał”. Rabinowi przyszło na myśl, że i Bóg może ze smutkiem obserwować człowieka, który nie chce go szukać. Tyle tylko, że to nie jest zabawa, a poza tym… kto tu się chowa?

A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski. A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
(1 Moj. 3:6-8, BW)

Tego fragmentu jakoś nigdy nie skojarzyłem ze słowami Jezusa: nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem (Jan. 15:16, BW). I dlatego do tej pory źle go rozumiałem. Myślałem, że skoro On nas wybrał, to znaczy, że wiara jest łaską – to jest prawda. Ale czy każdy może dostąpić tej łaski? Tutaj zaczyna się kłamstwo, bo niektórzy mówią: „a jeśli do śmierci nie doczekam się spotkania z Bogiem?” Zdarzyło mi się już usłyszeć takie dramatyczne pytanie. W pewnym sensie rozumiem je, bo nikt nie lubi siebie okłamywać, mówiąc że wierzy, kiedy tak naprawdę nie wierzy. Jeśli chcę poznać Boga, to tylko żywego. Niepotrzebny mi jest krucyfiks czy posążek, z którego można się natrząsać, „bo i tak nie zareaguje”.

Ale jest inna, prawdziwa interpretacja: ludzie którzy wierzą, skorzystali z łaski, która jest dostępna wszystkim chętnym. W liście do Filipian jest napisane: Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć (Flp 1:29, BT).

No, tylko cóż to znaczy „być chętnym”? Niektórzy chcą, a nie mogą i swój problem traktują całkiem serio. Szukają Boga, ale nie mogą Go znaleźć. Podejrzewają, że On w ogóle nie istnieje. To nie jest głupie. To jest szczere. Gdzie leży przyczyna niemożności znalezienia Boga? Dlaczego mam czasem wrażenie, że zniknął?

Dlatego, że ja się schowałem. On się nie schował, nie zapomniał o mnie, nie umarł. Niestety (albo na szczęście) spotkanie z Bogiem od czasów Adama i Ewy zawsze wymaga chęci pokutowania, to znaczy przyznania się i odwrócenia od grzechu, od moich złych słów, złych czynów, karygodnych zaniechań, wszystkich wstydliwych spraw, które wytyka mi moje sumienie. Bóg zawsze wie, gdzie jestem i co robię. Nie musi wycinać wszystkich krzaków w Edenie, żeby znaleźć Adama. To byłoby bezcelowe. Adam sam musi wyjść zza krzaka. I ja muszę wychodzić, wciąż na nowo.

Autor: jpz2

Powiązane posty: