Wybór

– Muszę pochwalić Fila – mówię głośno do A., żeby Fi. też słyszał. Widać, jak mu buzia pęcznieje. – Bo dzieci miały zdecydować, które ustąpi drugiemu i kiedy już mieliśmy wracać, Filo ustąpił Uli. I dostanie za to nagrodę – dwa kawałki czekolady! – Relacjonuję w telegraficznym skrócie. Akurat tyle, ile teraz trzeba. Fi. zerka to na mnie, to na A. Uśmiechnięty od ucha do ucha pyta:
– Mamo, czy możesz mnie pochwalić?
– No jasne, że mogę. Bardzo pięknie zrobiłeś! – Potakuje A. i zabiera dzieci na nasze piętro. Ja chowam rower do piwnicy. Oj, żeśmy przemarzli. Żebym wiedział, że tak to wyjdzie, to bym wziął przyczepkę. Ale szczerze… nie chciało mi się targać tego, rozkładać, przyczepiać. Myślę: – Wezmę jedno w fotelik, drugie do nosidła i tak

jakoś przejadę. No i przejechałem, ale… jakim kosztem?

Poszło o to, kto będzie w nosidle, a kto na foteliku. Po mojemu to wyszło na to samo. Bo w nosidle to było właściwie też siedzenie, tylko na mojej nodze. I rozglądać się można na boki – jak foteliku. I jeszcze cieplej, bo w przytuleniu do mnie. A wygwizdów dziś, chłód do szpiku kości jakiś.
– Ja nie chcę do nosidła! – Rozpacza U. swoim teatralnym jękiem.
– Chcesz do fotelika? – Upewniam się.
– Do fotelika!
– Ale tato! – Oponuje Fi. – Ja chcę do fotelika.
– No dobra, to może Filo będzie jechał na plac zabaw w foteliku, a Ula będzie w foteliku wracać do domu. Wtedy będzie po równo, co?
– Ale ja chcę do fotelika teraz! – Protestuje U.
– Ok, Ulciu, możesz jechać w foteliku, ale spójrz, Filo też chce.
– Ja chcę! – Potwierdza Fi.
– No i co mam zrobić, Filu? Mam zmusić Ulę, żeby poszła do nosidła?
– Tak.
– Ale tak nie chcę robić.
– Ale tato! – Już trochę płacze Fi.
– Nie chcę zmuszać Uli i nie chcę też zmuszać Filemona.
– Tato, jedziemy? – Wcina U., jakby nie całkiem jeszcze rozumiała tragizm sytuacji.
– Tak, pojedziemy, ale musicie się dogadać. Umówcie się jakoś. – Stawiam bezwzględnie warunek. Gdybym mógł, to bym się schował, żeby zostali sami. Ale muszę pilnować, żeby nie pobiegli na ulicę.
– Ulciu! – Zaczyna Fi. To ja pojadę pierwszy na foteliku, a ty pojedziesz potem na foteliku! Umowa?!
– Nie!
I tak jeszcze piętnaście minut. W końcu poszedłem po rozum do głowy. Wyciągam telefon i klikam na minutnik.
– Słuchajcie. – Otwieram nową rundę negocjacji. – Macie jeszcze pięć minut, żeby się jakoś dogadać. Jak nie, to wracamy do domu. – Do domu, od którego oddaliliśmy się na razie jakieś pięćdziesiąt metrów. Bo w zasadzie drepczemy w kółko.
– Ale tato, nie chcę wracać do domu! – Żali się natychmiast Fi.
– Rozumiem, więc musicie coś zdecydować z Ulą. Ula ustąpi tobie albo ty ustąpisz Uli. – A dla U. już jest za dużo tego – chyba ponad jej siły i pojęcie.
– Chcę do babci Ani! – Decyduje się nagle. – „Hm. To komplikuje sprawę”. – Myślę.
– Ale chcieliście jechać rowerem na dinozaury – na plac zabaw, tak?
– Tak! – Prawie chórem.
– No to dogadajcie się jakoś.
Wtedy wpadam na jeszcze jeden pomysł:
– A wiecie, co? Ten kto ustąpi drugiemu, dostanie nagrodę, jak wrócimy: dwa kawałki czekolady!
– Ja chcę czekoladę! – Wybucha entuzjazm U.
– To musisz ustąpić Filowi.
– Nie chcę. – Zacina usteczka. A czas leci…
– A ty, Filu?
– Ja chcę!
– Chcesz ustąpić?
– Nie, chcę czekoladę.
– Ech… – Staram się zachować spokój. – Została jeszcze minuta. Jedziemy na te dinozaury?
– Jedziemy!
– No to kto jedzie jako drugi?
– Ula jedzie jako druga! – Fi. znów swoje.
– Oho! Słychać dzwonek! To ostatnia chwila na decyzję. Wracamy do domu? Czy Filo ustąpi Uli, czy Ula – Filowi? – U. jest już chyba zrezygnowana. Zaś w oczach Fi. widzę napięcie godne momentu dziejowego.
– Ja ustąpię Uli!
Na placu zabaw nie byliśmy dłużej jak pięć minut, bo dzieci już się trzęsły. Ale lekcja – bezcenna.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: