Wieża Eiffla

– Tato, ale musisz patrzeć cały czas.
– Nie muszę.
– Musisz.
– Ale po co?
– No bo… ja chcę.
– Hm, to tłumaczenie mi nie wystarcza.
– Musisz.
– Nie lubię tego słowa. Chcesz, żebym patrzył cały czas. Dlaczego?
– No, po prostu, taka jest moja zasada.
– Nie rozumiem. Zbudowałeś wieżę Eiffla. I chciałeś mi pokazać, jak to się buduje, czyli zburzyć i zbudować od nowa – tak, żebym ja patrzył. I patrzyłem. Na każdy etap budowy. Tylko zerkałem też na ziemniaki, które tu szoruję, bo będą na obiad. To wystarczy, jeśli patrzyłem przez połowę czasu.
– Nie, nie wystarczy, musisz cały czas.
– Nie muszę. Tak naprawdę ta konstrukcja jest tak prosta, że mógłbym tylko popatrzeć na efekt końcowy, bez śledzenia twojej pracy. No i też bym wiedział, jak to się buduje.
– Nie, tato…
– Rozumiem już… Po prostu chcesz, żebym ci poświęcił całą uwagę. Tak?
– No… bo tato… Jak jak kogoś słucham, to zawsze na niego patrzę i słucham, a jak skończy mówić, to… sobie idę.
Behawioralna spuścizna pierwszego przedszkola: wyćwiczony kontakt wzrokowy. Przy małej podzielności uwagi dobre i to. – Myślę.
– Filu, dobrze robisz, to jest dobre. Gdy kogoś uważnie słuchasz, on czuje, że jest dla ciebie ważny. Ale nie zawsze tak może i musi być. Czasem mógłbyś trochę podzielić uwagę. Trochę tu, trochę tam. I pozwolić innym, żeby tak robili. To zależy od sytuacji. A ja… Ja zaraz mogę popatrzeć tak, jak chciałeś. Ale musisz poczekać, aż skończę. – Skończyłem temat. A potem skończyłem ziemniaki. I wszystko skończone. A może nie wszystko…

Autor: jpz2

Powiązane posty: