Wielkie rzeczy tylko pomału

Rzecz banalna, więc użyję niewielu słów. A jednak warto to powtarzać: aby zrobić tysiąc kroków, trzeba postawić ten pierwszy.

Zobaczyłem dziś w Biblii coś zaskakującego. Jest już późny wieczór, nadrabiam zaległości w planie czytania, a oczy same się zamykają. Może mi się przywidziało?

Joszeb – najpiękniejszy z trzech [rycerzy Dawida] – wywinął włócznią nad ośmiuset, których pobił za jednym zamachem. (2 Sam 23:8, BW)

No, to nawet opis stworzenia świata jest bardziej realistyczny niż to. – Myślę. Przecież to baśń, legenda. Jako żywo przychodzi mi z pamięci średniowieczna „Pieśń o Rolandzie”, ten epos rycerski, gdzie „biskup jedną ręką siecze setki Saracenów”.

Aha. Jasne. I co jeszcze? Zamachnął się dobrze i tak jedną włócznią zabił osiemset ludzi? W innym tłumaczeniu jest już lepiej. Wciąż niesamowicie, ale choć trochę wiarygodnie (uff):

Miał on przewagę nad ośmiuset ludźmi, których poraził w jednym spotkaniu.

I takich „najdzielniejszych rycerzy” wraz z ich niezwykłymi czynami jest tam wymienionych kilku. Czasem z dopiskiem „i Bóg dał wielkie zwycięstwo”.

Myślę o tych ośmiuset, myślę… I myślę, że ten Joszeb wcale o nich nie myślał. Nie o ośmiuset. Myślał o jednym lub o kilku najwyżej. A kiedy tych powalił, widział następnego i następnego… aż pokonał wszystkich.

Cechą tych najsławniejszych wojowników nie było to, że potrafili coś jak Chuck Norris. Ale byli pełni odwagi i gotowi do akcji, kiedy tylko król ich potrzebował. To wystarczy.

Oczywiście myślę teraz o swoich marzeniach. I o tym, że jest osiemset powodów, dla których może mi się nie udać. Może… Ale czy jestem gotów, żeby załatwić pierwszą przeszkodę? Tylko tyle.

Autor: jpz2

Powiązane posty: