Wielkie czekanie dwunastu

Pozostanę przy temacie czekania. Tym razem okres jest trochę krótszy – tydzień. To tyle, ile mieli oczekiwać uczniowie Jezusa po jego wniebowstąpieniu na wypełnienie się tajemniczej obietnicy. Ha, zaledwie tydzień! A to był super-przełomowy moment!

Nurtuje mnie pewna rzecz: jak to jest, że apostołom się chciało? Chciało im się poświęcić czas, całe życie, cierpieć i ryzykować? Dlaczego tak kochali Jezusa i dlaczego się nie zniechęcali, nie wątpili, nie tracili gorliwości? Na pewno mieli słabsze chwile, ale to nie zmienia faktu, że jechali ostro aż do końca. Tylko Jan nie umarł jako męczennik, ale on właśnie Jezusa kochał najmocniej i dawał dowody tej miłości.

Odpowiedź jest w oczekiwaniu.

Im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym. A spożywając z nimi posiłek, nakazał im: nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie.
(Dz.Ap. 1, 3-4, BW)

Pierwsza uwaga: Jezus mówił o Królestwie Bożym, chociaż było wiele innych, dobrych tematów. A on przez czterdzieści dni nie kładł do głowy uczniom nic innego, jak tylko Królestwo Boże. Czyli to było (i nadal jest) absolutnie najważniejsze! Warto dociekać, czym jest to Królestwo Boże. I ja w swoim czasie o tym napiszę.

Inny szczegół: Jezus nakazał uczniom, żeby nie wychodzili z miasta, podczas wspólnego jedzenia. Czy to jest nieistotne? Bynajmniej! O ważnych sprawach lepiej nie rozmawiać przy pustym żołądku. Tak sobie pomyślałem, jak dobrze by było, gdyby ludzie, opowiadając o Jezusie i Królestwie Bożym, zawsze wspólnie jedli coś smacznego. I gdyby przy każdym posiłku wspominało się o Bożych sprawach.

Rzecz kolejna, gwoli ścisłości: w tej „obietnicy Ojca” chodziło oczywiście o wylanie Ducha Świętego w czasie Zielonych Świąt. Na to właśnie mieli cierpliwie czekać uczniowie. Tę postać, Ducha Świętego, na pewno warto przedstawiać, ale nie tym razem, to temat na osobny wpis. Ba! Co najmniej na kilka wpisów!

Na razie wystarczy tych wyjaśnień. Już wszystko wiadomo. Wiadomo na co i jak czekali uczniowie i że to właśnie zdecydowało o ich dalszych, fascynujących dokonaniach. Czekali na Ducha Świętego, a przy tym wciąż myśleli o Królestwie Bożym. Czterdzieści dni o tym słuchali. To było jak wizja raju, który dziś, po wielu mokrych nocach oświeceniowych filozofów zwykło się nazywać utopią. Ale Duch Święty, którego się doczekali, przyszedł z mocą, by utopia przestała być utopią.

Jestem pewien, że uczniowie byli wyczuleni na zło, które ich otaczało. Przede wszystkim pragnęli wolności. Z początku rozumieli ją dosłownie, tak jak Polacy przez 123 lata zaborów. Zło miało ostrość miecza legionisty i twarz cesarza. Ale Jezus otworzył im oczy, by zobaczyli, że tu nie chodzi ani o politykę, ani nawet o naród. Chodzi o wolność od grzechu, od zła, które niszczy ludzkość od korzenia, od serca pojedynczego człowieka. Nie chodziło zatem o panowanie Boga tylko w Izraelu, ale na całej ziemi.

Autor: jpz2

Powiązane posty: