Więcej niż „nie krzywdzić”. Kochać

Przyznam, że drażni mnie, kiedy ktoś macha ręką i kończy dyskusję o wierze takim popularnym credo: „wystarczy nie krzywdzić innych”. Czy naprawdę można w to wierzyć?

Po pierwsze: do czego wystarczy? Do tego, by etycznie być w porządku? A może żeby pójść do nieba? Albo zaprowadzić pokój na ziemi? Myślę, że nie wystarczy do żadnej z tych rzeczy. Poza tym jest to szalenie słabe credo: „nie krzywdzić innych”. Bez zastosowania w wielu przypadkach, np. widzę, że ktoś agresywnie zaczepia moją żonę. Naturalnie nie przyjdzie mi wówczas do głowy sentencja „nie krzywdź innych”, ani to, żeby prawić kazania draniowi. Nie sądzę również, żeby powodem do wstydu było uderzenie go w twarz, jeśli miałoby się to okazać koniecznym rozwiązaniem. A jednak skrzywdzę człowieka, któremu dam w twarz, to bezwzględna prawda.

Podałem przykład błahy, aż śmieszny. Na świecie jest dużo więcej poważniejszych problemów, np. wojna w Syrii. Ale pozostanę przy skali osobistych dylematów. Ja znajduję trzy powody, dlaczego nie wystarczy „nie krzywdzić”:

1) Nie potrafię nie krzywdzić. Zawsze mogę się potknąć, a więc jeśli nie będę robił nic „na plus”, to bilans mojego życia wypadnie ujemny. Bardziej świat pogorszę, niż go ulepszę.
2) Nie zgadzasz się ze mną? No dobrze, załóżmy więc nawet i to, że człowiek jest do tego zdolny, by nikogo nie skrzywdzić. I co z tego? Czy w dniu śmierci można mieć satysfakcję z takiego „dokonania”? Jasne! Powiem sobie: – Przez całe życie ciężko na to harowałem, dyscyplinowałem się i proszę! Teraz, gdy odchodzę z tego świata, nikt się do mnie nie może przyczepić, że z moich czynów lub zaniedbań wynikło coś złego. – Ale chodzi o coś więcej niż o mnie i moje „czyste konto”.
3) Bóg kocha mnie, więc chce dla mnie czegoś więcej niż to, bym nie krzywdził innych. Chciałby, żebym sam siebie nie krzywdził. Ponadto, żebym miał spełnione życie, a do tego również trzeba czegoś więcej niż „nie krzywdzić”.

Napisałem to już parę tygodni temu i czułem, że to wszystko prawda, ale jeszcze nie trafiam w sedno. Aż natknąłem się na tekst, który wszystko rozjaśnił. W skrócie: żaden system etyczny nie znajdzie racjonalnych podstaw by nakazywać to, co jest, obok bożej miłości do człowieka, głównym przesłaniem Tory i całej Biblii:

KOCHAJ

Pana Boga z całego serca, z całej siły i duszy, a bliźniego swego jak siebie samego. A właśnie ten nakaz wzajemnej miłości, pochodzący spoza ludzkiej filozofii, sponad nas, od Boga, jest jedyną zasadą albo żywiołem, który może uratować świat od zła.

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (Jan. 13:34; BT)

Autor: jpz2

Powiązane posty: