Ważny

– Tato, chcę soku. – Prosi Fi.
– Nie ma soku. Ale możemy pójść albo pojechać do sklepu.
– Ale tato… – Już się niepokoi i dąsa.
– No, możesz się denerwować, ale soku nie ma. Idziemy.
– Taatooo…
– To co, idziemy? Chcesz iść, czy pojechać na foteliku, na przyczepce, czy na hulajnodze?
– Na hulajnodze.
– No to wkładaj spodnie. – No i pojechaliśmy. U. też – w rowerowym foteliku. Wychodzimy już z Biedronki. Trzylitrowy karton, do tego cztery buteleczki po złotówce, bardzo fajny skład. No i skórka po bananie. Jak jak to wszystko ogarnę? Kieszenie małe. 
– Pijcie. – Rozkazuję. Niestety, wszystkiego nie dadzą rady. – Wiem! Ty, Ula, siedź na foteliku i pilnuj dwóch butelek. Jak wepchnę sobie dwie do kieszeni. Skórkę wepchnę pod fotelik. Karton w ręce, drugą będę kierować. To co, Filu, ruszamy z powrotem?
– Tato, teraz ja na foteliku, a Ula na hulajnodze.
– Nie! – Protestuje U. – Ty nie jedziesz na foteliku.
– Nie kłóćcie się, Filu. Ula będzie na hulajnodze jechać strasznie wolno. Nie wytrzymam tego. A jak wrócimy, to pojadę tylko z tobą, dobrze? 
– Dobrze. – Odparł krótko. Przechytrzyłem go. Znaczy nie to, żebym obiecywał nieszczerze. Ale wiedziałem, że jak wrócimy, to już zapomni. I miałem rację. A chodziło chyba tylko o to, żeby docenić wagę i zauważyć jego potrzebę. Lub po prostu: jego samego. A nie żeby podzielić na pół, najlepiej po salomonowemu: rozciąć rower na dwa – dla U., dla Fi. To byłby dramat. Fi. przecież lubi jeździć na hulajnodze. Chyba nawet nie chce na ten fotelik tak naprawdę; tak dla sportu rywalizuje z siostrą, żeby się przekonać, czy wciąż jest ważny. U. z kolei – jak się okazuje za chwilę – nie ma żadnych wątpliwości, że jest wciąż ważna. Schowałem rower, hulajnogę do piwnicy. Wchodzę już na półpiętro. Oni jeszcze na dole. U. z wielkimi oczami na mnie:
– Tato, opiekujesz się dziećmi? Nie idź beze mnie!
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: