Uwikłani

W weekend była piękna pogoda. W sobotę byliśmy na Cmentarzu Północnym. Z lotniska na Bemowie co chwila nadlatywały awionetki i szybowce, ku nim zadzierały się dziecięce nosy. Nosy dorosłe też. Długie dystanse między grobami skracały nam hulajnogi i prowiant: naleśniki, kanapki, jabłka. W międzyczasie U. zdążyła się obudzić, a Fi. zasnąć.
W niedzielę chcieliśmy przy okazji zobaczyć Nowosielskiego na ścianach kościoła w Wesołej. Zamknięte. U. ciągnie mnie ze szczytu górki – na groby.
– Pódziemy dzieś?
– Tam w dół chcesz?
– Dół, tak.
– Dobrze, chodźmy. – Jest ładnie, drepczemy między kamiennymi płytami.
Lubię cmentarze. Raz na jakiś czas tam zaglądam, myślę wtedy
o zbawieniu i wieczności. To jest piękne. Świadomość łaski, wdzięczność spotęgowana wrażeniem bliskości „tej drugiej strony”. Tylko kilkadziesiąt lat…
Dzisiaj dowiaduję się: zmarł stryjek żony. Wiedzieliśmy: chorował. Ale co z tego, że się wiedziało. Śmierć jest zawsze zaskoczeniem, wstrząsem. Jak igła, którą ktoś ci wkłuwa w żyłę. No i smutkiem. Rzadko bywa uczucie, że wszystko zostało powiedziane.
Jego młodszego brata, a mojego teścia też już z nami nie ma. Zdążyłem go poznać. Trochę. Ledwie. Myślę o nich: czemu tak wcześnie? Albo: czy mogli być bliżej siebie, jako bracia? Czy to by im dodało lat? Przypomina mi się ostatnio przeczytana książka*, m.in. o tym, jak rodzeństwo bywa „skazane” na niewypowiedziany żal do siebie, nienaturalny dystans – przez (często nieumyślne) traktowanie rodziców.
Pewnie tak, byłoby im lepiej. Ale dziś, mam nadzieję, mogą sobie tam wszystko wyjaśnić. My tutaj też. Lepiej zacząć późno, niż wcale. Jako rodzeństwo i jako rodzice.
* „Rodzeństwo bez rywalizacji”, Adele Faber, Elaine Mazlish, Media Rodzina 1995/2017
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: