Utulony

Utuliło mnie świeże powietrze. Fi. usnął otoczony moim ramieniem. Zsunąłem się jeszcze nieco w dół na oparciu, żeby głowa mu się nie staczała z mojej piersi. Nie dokończyłem już czytać książki, zresztą… On ją znał, ja ją znam…

Naciągnąłem wyżej koc na siebie i na niego, i owinąłem skrajem narzuty, żeby chłodne powietrze, sączące się przez rozszczelnione okno, nie schłodziło nas. Ale tylko muskało po nosie, przyjemnie wpływało w otwory i tam, już ogrzane, donosiło większą, ożywczą dawkę tlenu.

Czasem na naszym osiedlu powietrze pachnie. Nie zawsze jest brudne. Wokół bloku i w sąsiedztwie rośnie dużo drzew, sporo iglastych. Dają specyficzny zapach. Bardzo go lubię. Bywa, że ledwo go wyczuwam. Wdycham. Odchodzą mi wszystkie myśli mądre i głupie.

Odeszła nawet i troska o to, że U. się obraziła na mnie przed snem, po kąpieli. Szkoda opowiadać. Przegięła, nieraz. Ja zrobiłem sobie ostry ton i tak się skończyło. A jeszcze chwilę wcześniej śpiewałem sobie z gitarą uwielbienie. Czy sam nie przesadziłem? Nie, raczej nie, ale i tak nieładnie jakoś. Mogłem być lepszy.

No nic, teraz i tak odeszło nawet i to uczucie niezadowolenia. Wyobraziłem sobie, poczułem, jakbym był gdzieś w dzikim miejscu. I zasypiał wśród drzew i traw. Dajmy na to, gdzieś na Huculszczyźnie. Tam nie ma trosk. Nieprawda, są. Wszędzie są.

Wszędzie się wiąże koniec z końcem. Jeśli jeszcze do tego chcesz sobie dołożyć i masz taki kaprys, taki fetysz, żeby być mądrym i rozumieć rzeczy, na przykład politykę, historię, gospodarkę… – wtedy masz trosk jeszcze więcej. Zawsze pod dostatkiem. Kohelet z właściwym sobie przekąsem (lub splinem) stwierdza: „w wielkiej mądrości – wiele utrapienia”.

Ale czasem masz też chłodne powietrze, które cię przenika, otula i utula. Mam wrażenie, że to nawet nie powietrze, to coś więcej, nadzieja w Panu, jak o niej pisze Psalmista: „uciszyłem i uspokoiłem mą duszę; jak dziecię odstawione od piersi u swej matki, tak we mnie spokojna jest dusza moja”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: