Urocza

Patrzę na swój nowy zegarek – binarny to znaczy bez wskazówek i cyferek tylko z diodami, których jest dużo jak mrówków. To mój prezent urodzinowy. Bardzo mi się podoba, więc lubię na niego zerkać. I patrzę, a tu minęła siódma. Siódma! Po siódmej miała wrócić A. z biegania. Mówiłem jej:
– Ty weź sobie po prostu pobiegaj. Nie zaliczaj sklepu żadnego.
– Albo że co? Za długo?
– Nawet nie to, że za długo, ale zapomnij o tych rzeczach, pozwól sobie na przyjemność z samego biegania.
– Ale z U. to ja nie mogę tam zajrzeć. Okazji nie ma, a chciałam.
– No, zrób jak chcesz, ale… no, wiesz.
– Będę około siódmej. – Wychodzi już, ubrana w „obcisłe, bo to warto mieć styl”. 
Wyglądam za nią na klatkę i już słyszę, że do drzwi biegnie też U. – O, nie. – Myślę. – Wyjść jej nie pozwoli, będzie tu międzić, a ja drzwi chcę
zamknąć. A nuż sąsiedzi z naprzeciwka przez wizjer oglądają mnie w gaciach, to jest bez spodni.
– Nie idziesz biegać! – U. zaczyna już fochy przez pręty balustradki. 
– Ależ właśnie że idę biegać! – Oznajmia A.
– Nie bedziesz biegać! – Głos U. robi się rozpaczliwy. 
– Ech, chcesz się jeszcze przytulić? – A. cofa się, wskakując dziesięć schodków.
– Tak, przytulić. – Przyznaje U. I już jest w ramionach u mamy. Dała się udobruchać, bawimy się klockami. Fi. też jest z nami. A. wyszła po angielsku. Jest w porządeczku. Spodnie domowe założyłem.
Minęło kilkadziesiąt minut i jest ta siódma. I zerkam na swój nowy zegarek. W międzyczasie wróciła też An.
– O, Filu, Ulciu, minęła siódma, mama zaraz wróci! – Trąbię wiwaty. U. patrzy na mnie z miną wyrażającą oczywistość:
– Babcia Ania jest!
– He he, to co? Jak jest babcia Ania, to już mamy nie potrzebujesz? – Podpuszczam. Na to U. głosem szczebiotliwym i słodkim orzeka bez namysłu i kategorycznie:
– Tak! – I leci do babci. A ja się już tylko śmieję i w duchu podsumowuję: – Ani zasad podwójnego przeczenia nie opanowała, ani podstaw dyplomacji. To ci urocza dziewczynka.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: