Urlop

Wyjeżdżamy. Już pojutrze. Zamontowałem nowy fotelik, zrobiłem w aucie więcej miejsca, posprzątałem bagażnik i odkurzyłem. Kupiłem nowy olej z filtrem. Jutro wymiana. Opon jeszcze nie zmieniałem, zimno, a poza tym to jednak góry. Obejrzałem mapę i okoliczne atrakcje. Zaplanowałem pobyt. Zarezerwowaliśmy dwa miejsca noclegowe i umówiliśmy się na odwiedziny stryja. Kupiona też przejażdżka parowozem do Wolsztyna (już nie góry). No i oczywiście wypisałem kartę urlopową. Poprosiłem radiowego szefa o szybszą wypłatę. Myślimy o tym, co zabrać ze sobą. Sprawdziłem skrzynkę pocztową: doszła! Mapa turystyczna gratis z urzędu miejskiego (bez reklam – miło, co?).
Gdzieś pomiędzy tym wszystkim myślę: jak to zrobić, żeby odpocząć samemu. Żeby wyjazd nie przerodził się (choćby tylko w mojej głowie) w ogarnianie dzieci i planowanie wszystkich wycieczek tak, żeby najwięcej „skorzystać” i jeszcze wszyscy byli zadowoleni, i nie wydać za dużo, i samemu się nie przemęczyć. Chociaż zdrowo się zmachać – chętnie. A ponad wszystko zależy mi na jednym: na oddaleniu się od wszystkiego, co tu. Oddalić się – co może pomóc?
Oczywiste: przerwa w pracy – tak. Drastyczne ograniczenie internetu – z pewnością. Ale coś jeszcze: przestrzeń, wysokość, wielkość. Poczucie, że jestem żywotnym pyłkiem wśród drzew, gór i jaskiń, i pod gwiazdami. 
Fi. ostatnio zadawał mi pytania z serii: a jak ludzie zbudowali…? „Jak zbudowali szybę?” Albo: „A od czego zaczęli budować metro?” A najlepsze: „Jak ludzie zbudowali świat?” Genialne. To pytanie mi się podobało tak bardzo, że aż nie chciałem na nie odpowiadać, tylko wsłuchiwać się w jego echo między uszami. Ale odpowiedziałem: „Filu, świat stworzył Bóg. Ludzie zbudowali tylko miasta i wsie.” Dalej nie drążył. Pewnie innym razem. Ale jasność i prostota tej mojej odpowiedzi zaskoczyła mnie samego. Bo myślałem: „miasta i wsie” – a więc to wszystko. Gdyby to zabrać, pozostaję sam na sam z Bogiem. On jest oczywiście mimo miast. Wszak na Mieście się skończy (zaczęło w Ogrodzie). Ale jednak gdzieś poza, w dzikiej przestrzeni – On jest jakby bardziej. Albo ja bardziej – przed Nim i dla Niego. 
Śmiechu warte, jak można we współczesnym świecie „wejść do komory swojej” i modlić się. Kto ma taką komorę, gdzie może się wydzierać, duszę wylewać, wołać i śpiewać, i trwać w milczeniu, no, cokolwiek – żeby nikt nie słuchał i nie pytał? Kto ma? A kto nie ma, a chciałby mieć? Czasem ten brak służy za wymówkę. Ale fakt jest faktem: miast ci u nas dostatek. Pustyń – jak na lekarstwo.
Wreszcie pozostaje umiejętność celebrowania odpoczynku. Święcenie dni świętych, tj. oddzielanie oddzielonych, szabatowanie szabatów, urlopowanie urlopów. Jednym z najgorszych zarzutów pod adresem ojca może być: „Nigdy nie potrafiłeś rozróżnić pracy od odpoczynku i nigdy nas tego nie nauczyłeś” (patrz tu). Tu już wymówek nie ma – jestem tylko ja i moja mentalność (do zmiany?).
Autor: jpz2

Powiązane posty: