Ufam

Miałem wczoraj, z okazji piątej rocznicy ślubu, wspaniały wieczór. Mieliśmy. No i trochę przemyśleń na temat naszego małżeństwa. Ale… co z tego?
1. Nie wypiszę tu, za co uwielbiam moją żonę, bo bym zanudził wszystkich, którzy nie są w niej tak zakochani, jak ja.
2. Nie zrobię listy, co mi się podoba w tym, jak ona się zmienia, bo to nieco zbyt osobiste. A jeślibym wykreślił z listy te „osobiste” punkty, to będzie niepełny obraz.
3. Nie napiszę zestawu dobrych rad, bo sam ich nie czytam. Nie to, że nie lubię, ale… rady mają to do siebie, że… albo polepszają ci samopoczucie, bo myślisz: „właśnie tak robię, jestem kozackim królem życia”, albo szybko je zapominasz. Śmieszne, co? Tylko 1 promil (wartość szacunkowa, na pałę) skłania do realnych zmian w życiu, nie dlatego, że tak mało jest świetnych rad, tylko dlatego, że niewielu ludzi bierze serio jakąkolwiek radę.
4. Wreszcie… nie będę pisał wspomnień, bo na to jeszcze mam dużo miejsca na tym blogu.

Zatem… co napiszę? Z jednej strony myślę tak: pięć lat – czym jest pięć lat? Mało. Krótko, a poza tym jest kilka rzeczy, które bym poprawił. Z drugiej strony nie mało. Zresztą cóż to za praktyka: nazywać „małym” cokolwiek ze swoich, najmniejszych nawet osiągnięć lub błogosławieństw? To prowadzi do porażki! Powiem więc: dużo! Duże jest to wszystko, co mam dzięki żonie i dzieciom. Duzi są oni. Ja jestem duży. Jestem strasznie wdzięczny. 

Nie przeszkadza mi nawet, że nie jestem oczytany w temacie rodziny. Jestem za to ulepiony z wielu małych mądrości. I ubabrany w łasce. Nic z tych rzeczy, o których się słyszy o związkach w formie przestrogi, nie wydarzyło się w naszym małżeństwie. Nie troszczę się o przyszłość. Kiedyś moja bratanica S. ułożyła z naszych inicjałów akronim: U.F.A.J. „Przyjadą do nas UFAJ-e”! Jej! Ale mi się to spodobało. Jakie mocne! Prorocze! Nie wiem tylko, co powinno być dalej, gdybyśmy mieli więcej dzieci. Chyba tylko ZAUFAJ! Ufaj miłości. A ja…

* Ufam miłości, którą jest osobowy Bóg, mój Tata. On wszystko zaplanował, on honoruje moje decyzje, On prostuje moje ścieżki, On mi wybacza, On daje siły, On wyciąga mnie z mętnych bagienek i wyrywa z marazmu, On popycha do przygody, On spędza ze mną czas i mówi do mnie, i słucha, On chroni, gdy jest źle, On zabezpiecza i zaopatrza, On zna moje potrzeby, zanim je wypowiem, On mnie kocha i czeka na mnie, On jest wszystkim.

** Ufam miłości, która jest między innymi „uznawaniem drugiego za wyższego od siebie”. Paweł apostoł daje taką radę, pisząc list do Filipian – do ich zboru, ale to jest też kluczem do udanego małżeństwa – w życiowych planach, w pracy, na wakacjach, w kuchni, w łóżku. Jest kluczem – niezbyt wzniosłą umiejętnością – jak ułożenie noża przy krojeniu chleba lub wiązanie sznurówek. Ale też czymś, co daje wielką frajdę. 

Jak to, a ja? JA NIE JESTEM WAŻNY?? Jeśli masz z tym problem (a ja czasem mam), to wróć do pkt 1 – do Boga. On jest nieskończenie wyższy od każdego z nas, a jednak uniżył się tak, że umarł za nas i zmartwychwstał, a tak odkupił nas z niewoli i śmierci, gdzie każdy popadł z własnej winy. Ten akt miłości odbiera mowę, wyciska łzy (nawet teraz – mi), kończy rozterki, przywraca spokój serca, napawa nadzieją i sprawia, że się chce… kochać. A dla chcącego nic trudnego.

*** Ufam miłości, która jest poświęcaniem czasu, dawaniem serca dzieciom, stawianiem wymagań i odpuszczaniem ich głupot. Ufam, że to jedyne, co może je uchronić przed złymi drogami. Nawet, jeśli nie masz żadnej złotej zasady, metody albo mundrego podejścia do rodzicielstwa. Miłość może uchronić, ale nie tak, że nigdy im do głowy nie przyjdzie złooo. Bo od tego jest głowa, żeby (jak najczęściej!) myśleć w bok. I od tego życie, żeby czasem zejść na manowce. Ale uchronić tak, że zawsze znajdą światło, które je wyprowadzi do miejsca… ufności.

Autor: jpz2

Powiązane posty: