Ufam

Najspokojniej w świecie montowałem dziś sobie audycję do Radia Chrześcijanin, gdy tam… padają takie słowa – cytat: „Pan ma upodobanie w tych, którzy się go boją, którzy ufają łasce jego” (Ps. 147:11). Ależ mnie olśniło! Może nie aż tak, żeby mi jaźń wywróciło na lewą stronę. Może nie jakaś nowość, ale jednak… Patrz, człowieku, „bój się Boga” – to nie znaczy: – „Żyj w strachu, bo może dziś umrzesz w grzechach swoich!!! A drżyj, a spowiadaj się co i rusz, bo dnia i godziny nie znasz”. – A gdzie tam! „Bój się” – to znaczy „UFAJ”. Bać się kogo i ufać mu? – toż to jak ogień i woda! Co, nie? Ano właśnie niekoniecznie.

Jadąc na rowerze do pracy, dziękowałem Bogu za to, że dzięki Jezusowi nie muszę, ani dziś, ani nigdy więcej, gardzić sam sobą. Choćby nie wiem co! Dlaczego miałbym gardzić? Aż tak źle jest? No, już każdy z nas wynajdzie wiele powodów. Tylko dla zdrowia psychicznego nie dopuszczamy ich do głosu. Co nie znaczy, że ich nie ma – tych rzeczy, które mógłbym sobie powiedzieć prosto w twarz, przed lustrem. A gdybym tak… stanął przed Królem – teraz? Będę się bał, bo ma autorytet. Może zdecydować o wszystkim. W obawie mogę albo liczyć na siebie, albo na niego (jego dobroć). To pierwsze, w spotkaniu z Bogiem, zawsze jest bez sensu. To drugie – to właśnie połączenie bojaźni i zaufania. 

Tylko tyle, bo jestem dziś tą myślą zachwycony. I nic nie wydaje mi się bardziej godne zanotowania.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: