Ufaj szkiełku i oku. I sercu. I Bogu

Znam mężczyzn, którzy przyznają otwarcie, że ciężko było im uwierzyć, bo od zawsze myśleli bardzo racjonalnie. Fakt, że nadal trzeźwo rozumują i jednocześnie żyją dla Boga, jest dla mnie genialnym potwierdzeniem prawdy bożego słowa.

Racjonaliści stoją mocno na ziemi. Fajnie? No to przyjmę tak jak oni, że prawdą jest to, co się da poznać, już nie wchodząc w filozoficzne rozważania nad poznaniem. To jest epistemologia – bez dna. Kiedy pytam syna, czy uderzył swoją siostrę, to interesuje mnie prawda. Proste. Kiedy myślę o tym, co zrobiłem złego, to tak samo, nie chcę się oszukiwać. Czasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.

Ale jest coś, co jest równie istotne. Tak samo ważne, jak prawda. Pisze o tym Salomon – tęga głowa.

Niechaj cię nie opuszcza prawda i miłosierdzie; obwiąż je wokół twojej szyi oraz zapisz je na tablicy twojego serca. (Prz 3:3, NBG)

Wypisz sobie na czole, wypisz w charakterze. W innych tłumaczeniach to jest tak: „niech miłość i wierność cię strzeże (BT), „niech cię nie opuszcza łaska i prawda” (BW) Skąd wzięła się ta wierność (albo lojalność, uczciwość, spolegliwość), zamiast prawdy? Ciekawe.

Myślę, że tu chodzi o praktyczne pojęcie prawdy, nie jakieś wydumane, teoretyczne-filozoficzne. Czy ktoś żyje zgodnie z tym, w co wierzy, co jest prawdziwe, bo sprawdzone, poznane przez doświadczenie? Czy może jest fałszywy, wiarołomny, a wierność go wcale nie strzeże?

To jedna strona medalu. Bo co mi to da, że znam tylko prawdę? Mogę osądzić siebie, kogoś innego. Ale czy to będzie mądre? Dokąd to prowadzi? Wszyscy mężowie i żony mogą powiedzieć: na dłuższą metę… donikąd. Bez miłości-miłosierdzia-bycia miłym, a więc i bez przebaczenia nie da się nic trwałego zbudować.

Dlatego rozum czasami nie wystarcza, rozum się buntuje, a moja własna, racjonalna mądrość nie pozwala spojrzeć dalej – tam gdzie widzi On, Tata.

Całym twym sercem ufaj Wiekuistemu i nie polegaj na twojej własnej mądrości. Nie bądź mądrym we własnych oczach; bój się Wiekuistego i stroń od złego. (w. 5,7)

Wracając do epistemologii… co ja tak naprawdę wiem? Jaką to prawdę znam? Co ja mogę gruntownie i do końca poznać? Nic. Warto się starać, badać, czytać, słuchać itd., ale… niczego nie mogę być pewnym do końca. To pierwszy powód, by ufać Bogu.

Drugi już wspomniałem: miłosierdzie – to moje, ludzkie – jest chyba równie niedoskonałe, co ludzkie poznanie i wyciągnięta zeń prawda. Hej, racjonaliści! Przewietrzyło się? No to idziemy na dwóch nogach: rozum i serce. A najlepiej jak mnie Tata poniesie.

Autor: jpz2

Powiązane posty: