Trzymaj fason, odrzuć moc

Jaka jest różnica między niedzielnym kierowcą, a niedzielnym chrześcijaninem? Niewielka. Ale nie tylko o chrześcijan tu chodzi, o wszystkich!

„A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: ludzie bowiem będą… [tu katalog najgorszych cech], będą okazywać/przybierać pozór/formę /trzymać fason pobożności/bogobojności/religijności, ale wyrzekną się/będą przeczyć JEJ mocy.” (2 Tym 3:1-5)

Co mnie uderzyło: pobożność ma moc! Nie jest więc tak, że mocy udziela nam z góry tylko Pan Bóg. Owszem, On jest źródłem, ale… rewelacja: jest i moc pobożności! Brzmi świetnie. Jak mogę tę moc pozyskać? Kupić na bazarze, w hipermarkecie? Wypić ze słoika jak sok z ogórków? Wywołać zaklęciami? Nie. Chodzić w niedzielę do kościoła? A, to właśnie jeden ze sposobów na „trzymanie fasonu pobożności”.

A czym jest ta prawdziwa pobożność? Eusebeia (gr. εὐσέβεια) jest to właściwe, odpowiednie, stosowne, należyte, godne zachowanie, postępowanie, w odniesieniu, przez wzgląd, szacunek dla bogów, sacrum. Słowo znane nie tylko z Nowego Testamentu, ale i greckiej filozofii. Potocznie: dobre uczynki. Dosłownie akty „dobrej bojaźni”, czci, okazywanie respektu – rodzicom, starszym, mistrzom, władcom, czy wreszcie jedynemu Bogu (do tego zmierzam). I to ma moc.

Proste i posłuszne chodzenie za podszeptami Boga, wcielanie w życie jego rad, nienaganne praktykowanie dobroci, tylko dlatego, że mam dla niego respekt, ma w sobie moc cudów! Cuda są różne. Od prozaicznej „szlachetnej paczki” po „niewiarygodne” uzdrowienia ze ślepoty i innych beznadziejnych przypadków. Na mój chłopski rozum, to chyba powinno rajcować każdego bez wyjątku, nie?

Apostoł Paweł pisze jednak, że nastaną trudne czasy, kiedy ludzie będą podli. Jednocześnie będą religijnymi pozerami, którzy zaprzeczają, negują, wypierają, zapierają się i wyrzekają, odwołują, odrzucają, odmawiają, odpychają, nie przyjmują, wzbraniają się, odwracają, wystrzegają, oddalają i unikają MOCY pobożności.

Dlaczego?! No bo że są podli – to rozumiem, skłonność do samolubstwa jest w każdym z nas. Że są pozerami – to też zrozumiałe, nikt nie lubi uchodzić za podłego. Ale dlaczego nie chcą mocy? Może dlatego, że ona kosztuje. A więc jednak można ją kupić? W pewnym sensie… dobrymi uczynkami – tak. Tylko po co kupować coś, co przyda się wszystkim innym naokoło, tylko nie mnie? Po co dawać, jeśli można brać? Po co być pobożnym, jeśli można trzymać fason? Po co mieć moc?

Autor: jpz2

Powiązane posty: