Trzy najgorsze myśli

Jakiś czas po tym, jak zdecydowałem się żyć dla Boga (tak zwyczajnie, że będę miał żonę, pracę itd.), dostałem nową tożsamość. Stałem się bożym dzieckiem, synem, a poza tym okazało się, że Bóg ma plan dla mnie, jestem stworzony do… do czegoś tam (to miałem dopiero odkryć i nadal to robię). W każdym razie te dwie rzeczy są ze sobą splecione w jedną tożsamość.

Podobnie stało się z samym Jezusem podczas chrztu w Jordanie. Z ewangelii dowiaduję się, że gdy wyszedł z wody, zstąpił na niego Duch Święty i rozległ się głos z nieba „ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Mat. 3:17, BW). I co? I poszedł na pustynię. Myślę, że tam miał odkryć, jaki plan miał dla niego Ojciec. Bo Jezus wszystko robił wzorowo, nie przeskakiwał żadnej lekcji.

Moją uwagę przykuło to, co się stało potem, gdy skończył się czas postu i modlitwy na pustkowiu. Dlatego, że to jest bardzo bliskie moim doświadczeniom. Zdarza się nieraz taki czas, gdy widzę życie w niezwykłej ostrości, rozumiem: po co, jak, dlaczego, kiedy, z kim… no, wszystko! I co się dzieje? Przychodzą trzy najgorsze myśli.

I przystąpił do niego kusiciel, i rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem. A On odpowiadając, rzekł: Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.
Wtedy wziął go diabeł do miasta świętego i postawił go na szczycie świątyni. I rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisano bowiem: Aniołom swoim przykaże o tobie, abyś nie zranił o kamień nogi swojej. Jezus mu rzekł: Napisane jest również: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego.
Znowu wziął go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz chwałę ich. I rzekł mu: To wszystko dam ci, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon. Wtedy rzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz.
Wtedy opuścił go diabeł, a aniołowie przystąpili i służyli mu.
(Mat. 4:3-11, BW)

Normalnie napisałbym „trzy pokusy”. Ale to słowo jest trochę z lamusa. A „trzy najgorsze myśli” wydają się całkiem swojskie. Trzy myśli, które są w stanie wszystko zepsuć, choćby nie wiem jak dobrze było.

Diabeł dostał „swoje pięć minut”. Mógł kusić samego Chrystusa! Musiał zrobić to perfekcyjnie i z tego wnioskuję, że jego kuszenie było kompletne i doskonałe. A zatem streszczają się w nim wszystkie złe myśli, które i do mnie przychodzą.

Po pierwsze, chlebek. Chleb dobra rzecz, oczywiście. Jedna z najlepszych, niepodważalnie, a jeszcze tuż po głodówce? Ha! Czemu Jezus odmówił? Ja nie odmawiam, biorę się za coś ciekawego i… ten geniusz, który wypełniał mnie i pchał do dobroci, poświęcenia, miłości, gdzieś tam zostaje spychany na tył głowy. I zapominam, tracę objawienie, chęci, czasem w ogóle gubię się i muszę szukać od nowa. Diabeł bardzo sugestywnie podpowiada: „Jesteś synem bożym i nie możesz sobie pozwolić na coś dobrego? No proszę cię!”

Po drugie, skok. Hej, a może w ogóle Bóg mnie opuścił? Czy ja aby na pewno jestem kimś wyjątkowym? Skoczę, sprawdzę, czy On tam w górze się jeszcze o mnie troszczy. Upiję się albo pooglądam TE strony w internecie albo okłamię wszystkich i będę miał ich gdzieś. Bóg mnie jakoś wydostanie, jeśli mu na mnie zależy. Nie, nie, nie. Ojciec jest ze mną na pewno, a ja mogę robić swoje i przestać się nad sobą użalać i kusić Boga.

Po trzecie, władza. Diabeł troszeczkę daje za wygraną, ale to tylko podpucha. – Okej, jesteś synem bożym – mówi. – Ale skoro tak, to czemu tak cienko przędziesz, porównaj się do tych niewierzących i zobacz jak wychodzisz na tym swoim Bogu. Jak Zabłocki na mydle. Ale wystarczy jak się podliżesz, komu trzeba i świat będzie twój na każdym kroku. – Znów diabeł odchodzi z kwitkiem i na tym kończy się jego repertuar. Ale był przekonywający, nie? Bo brakuje mi nieraz konsekwencji, by nie porównywać się do innych i żeby niczego nie czcić, tylko żywego Boga. Tak spreparowana pycha może zabić najpiękniejszą wizję służby, miłości do ludzi itp.

Na początku diabeł drwi i podsuwa różne duperele, żebym zapomniał o tym, kim jestem. Jeśli nie zapomnę, poddaje to w wątpliwość i sugeruje, żeby sprawdzić Boga. Jeśli i to nie zadziała, diabeł gra va banque i swoje oszustwo szyje grubymi nićmi. Najpierw mam dać ciała, a potem… potem wszystko będzie moje, w końcu „uczciwie” na to zapracowałem. Wiem, że to brzydkie słowa, ale tak to wygląda. To są te trzy najgorsze myśli: „patrz tam!”, „chyba cię Bóg opuścił!” oraz „zrób to sam!”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: