Trzeszczy

Powrót do domu, rower niedawno naprawiony, ale się użeram; tu pancerzyk od przerzutki zahacza o światełko (ono odpada), a przez to i samą przerzutkę wyregulować muszę, tu znów pedały lub, o zgrozo, sam nowiutki suport trzeszczy przy większym nacisku. Kupiłem smar, jakoś drogi, pomogło tylko trochę. W domu… w piwnicy nie mogę znaleźć pistoletu do tubki z klejem. Piwnica… utrapienie. Ach: pawlacz! Jest tubka, lustro przyklejam. Z rozpędu i listwy przypodłogowe, ale tu znów: ściany krzywe, listwa w „S” wygięta, przykleić elegancko się nie daje.
– …i skarpetki ci uprałam. – Chwali się A. – Oczekuję pokłonów. – Ja rączki całuję. I bez prania bym całował, chociaż raczej nie w takim rozdrażnieniu. Zwykle sam bieliznę swoją piorę. Zawsze irytował mnie ten stereotyp: „ona pierze jego skarpetki”. A ja muszę być niestereotypowy, przynajmniej tam, gdzie sądzę, że muszę. Czyli na ogół. Wszystkie skarpety brudne po kolei strzepuję z włosów i paprochów – długo to trwa, bo jest ich z majtkami tyle, że cały bęben w pralce wypełniają. Starcza na miesiąc albo dwa.
– To ty powiesisz, a ja popilnuję dzieci w wannie. – Taki plan A. Kręcę się po domu. Po przejściu przez trzy drzwi już zapomniałem.
– Skarpetki. – Przypomina A.
– A, tak. A już chciałem ukulele sięgać. – A. wzdycha. Ja wzdycham. Idę, dobieram pary, odsiewam dziurawe, wieszam.
Wieczorem wraca An. Myślimy, co z tym remontem kuchni – o! Kolejna rzecz, do której jak do jeża się zabieram. Chociaż projekt zrobiłem, o – to potrafię! I jeszcze martwić się potrafię, że rzeczy czekają – tyle ich do zrobienia. I nie wiesz, jak zrobić lub wiesz, lecz przeczuwasz, że będzie gorzej, niż myślisz. Taki stan umysłu, dusza trzeszczy – oto wyzwanie u początku szabatu – dnia, który ma być dowodem beztroski – tj. troski zrzuconej na Tatę.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: