Treser

– Filu, zakładaj buty, szybko, bo jesteśmy po czasie. Dobra, ja ci założę.
– Ja sam!
– Ok, to szybko.
– Nie, tato, nie chcę szybko!
– I jeszcze bluza, zapinasz? Może ci się zacięło? Pokaż…
– Ja sam, ja sam, ja sam, ja sam!
– Dobra, możesz też zapinać bluzę i zakładać buty w samochodzie. Zaniosę cię.
– Ale tato, nie!
– Spieszymy się. – Wziąłem Fi. na rękę, pocałowałem A. i zbiegłem na dół. Prędko zapiąłem pasy jemu, sobie, wrrr, ruszamy. Fi. nieszczęśliwy. – Masz teraz czas, żeby założyć te buty sam.
– Nie założyłeś jeszcze? Wychodzimy, już do przedszkola! No, masz jeszcze minutę, zanim nie powyjmuję tych dech z bagażnika. One będą do dekoracji na przedstawienie teatrzyku, wiesz? – Stawiam to
wszystko pod drzewem. Otwieram drzwi Fi. O dziwo zdążył. 
– Tato, pomogę ci!
– Ok, dziękuję! Najbardziej mi pomożesz, jak weźmiesz swój plecaczek, bo już nie dam rady go złapać. – Rzucam przez ramię, taszcząc sklejki w dwóch rękach. Uff, doniosłem. Patrzę za siebie, a Fi. zapina bluzę, zacięła mu się. Biegnę.
– Filu, na miłość boską, prosiłem, żebyś szedł z plecaczkiem ze mną. – Niosę go na rękach. Sadzam w szatni. Potem znów te dechy. Patrzę, siedzi. Widzę, że jakby smutny i zmartwiony. Mówię już teraz spokojnie, silę się na spokój.
– Filu, co się robi po przyjściu do przedszkola? – Patrzy na mnie. Odpowiadam za niego: – Zdejmuje się buty. Zamyśliłeś się?
– Tak, zamyśliłem. – Potakuje, wpatrzony wciąż gdzieś w dal. Inna mama się wtrąca:
– No, może jakiś trudny dzień, co Filu? – Dopytuje z uśmiechem. A Fi. zerka. A ja mam cel. A też na tę mamę zerkam. Wszyscyśmy podobni do siebie – na ogół te same problemy z dziećmi, dość specyficzne. Mniej lub bardziej nasilone.
– Zdejmujesz bluzę? – Pyta znów ta mama, która gra chyba kotka Mruczka w teatrzyku. 
– Nie, nie. – Tłumaczę, bo Fi. widać niechętny. – To jest sukces ostatniej godziny, bo chciał sam tę bluzę założyć. Chyba na razie w niej zostanie. No, brawo, zmieniłeś buty! To idziemy. – Prowadzę go do świetlicy. Już jesteśmy dwa kroki od drzwi. Reflektuję się. Kucam:
– Filu, nie jestem zły na ciebie. Bardzo się cieszę, że sam założyłeś te buty i bluzę, wiesz? Pospieszałem cię tylko, bo było mało czasu. Ok? Rozumiesz mnie?
– Rozumiem. – Kiwa głową i w oczach widzę, że chyba rozumie. I jeszcze coś. Cień ulgi, rozpogodzenia – że co? Po mojemu: że mniej we mnie tresera, więcej… taty. Nie wiem, mam nadzieję, że tak właśnie. Przytulam Fi.
– Pa pa!
– Paa!
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: