To może wyjaśnić psychiatra

„Jedni dali się przekonać jego słowom, drudzy natomiast nie uwierzyli.

Nie mogąc dojść z sobą do zgody, zaczęli się rozchodzić, gdy Paweł rzekł jedno słowo: Dobrze Duch Święty powiedział do ojców waszych przez proroka Izajasza, mówiąc: Idź do ludu tego i mów: Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli” (Dz. 28:24-26, BW)

Rozmowa zaczęła się od jednego cytatu:

„Bycie gejem nie jest grzechem. Grzech to pogarda, nienawiść i wynoszenie się ponad innych ludzi, do roli Boga, oceniając gejów”. S. Russell

Zamieścił go Hołdys na swoim Twitterze. Zaczepiłem znajomego, który ten cytat polubił i udostępnił…

J: Tak jednym tchem powiedziane, jakby rolą Boga była pogarda i nienawiść…

R: A jaka jest rola boga? Pan to wie?

J: Tyle, na ile Boga poznałem w życiowych sytuacjach, wiem. A mierzi mnie przypisywanie bliskiej mi osobie paskudnych cech.

R: A nie mierzi Pana nienawiść szerzona przez Kościół Katolicki wobec gejów?

J: Niewiele wiem o szerzeniu tego przez Kościół Katolicki, ale ogólnie nienawiść do gejów mierzi mnie. A katolikiem nie jestem, jeśli to coś zmienia.

R: A tak, pamiętam, „uczeń Jezusa”… czyli jaka odmiana tej wiary?

J: Żadna odmiana, po prostu żywa wiara. Pardon, jedyna odmiana to od beznadziei do nadziei 🙂

R: O tej nienawiści był post Hołdysa. A dla Pana problem był z rolą Boga, a nie nienawiścią do gejów. Dziwny priorytet.

J: Gdyby Hołdys, pisząc o homofobii, mimochodem obraził Pana matkę, to też by się Panu priorytety przestawiły 🙂

R: To, co Pan pisze, po raz kolejny przekonuje mnie, że religie to zakała ludzkości.

J: Zgadzam się, religie – te „systemy wierzeń” – są zakałą ludzkości. Prowadzą do podziałów, nienawiści, wojen…

R: <like>

J: A zresztą i tak uważam, że napisałem celnie i na temat, bo właśnie z fałszywego pojęcia Boga bierze się ta nienawiść.

R: Pewnie Pańskie pojęcie jest słuszne?

J: Tak mniemam. Nie jestem wyznawcą religii. Jestem uratowany, uwolniony od grzechu, smutku… przez Jezusa – to cała moja mądrość.

R: Terminologiczne sztuczki nie zmieniają rzeczywistości.

J: Gdyby to była tylko sztuczka, to musiałby Pan zaprzeczyć doświadczeniom tysięcy ludzi, których wyciągnął z „bagna” sam Bóg, a nie jakaś filozofia. Pan nie przyjmuje do wiadomości tego, że po tej ziemi chodzą żywe świadectwa tego, że Jezus żyje.

R: Nie przyjmuję, bo ich nie ma.

J: Ależ są, chociażby tutaj: http://jestemdrugi.pl/filmy/ Widziałem i znam osobiście więcej takich, po jeszcze cięższych przejściach…

R: To jest raczej cyniczne żerowanie na ludzkim nieszczęściu niż dowód, że „Jezus żyje” (tym bardziej, że nie wiadomo czy istniał).

J: Człowiek był pokonany, przegrany, próbował już wszystkiego i nic, i nikt mu nie pomógł. Dopiero Jezus. I to jest „żerowanie”? A istnienie Jezusa jest lepiej udowodnione niż żywot wielu innych „sławnych”, starożytnych postaci.

R: Tak! Właśnie żerowanie… A Pańskie wyobrażenie o dowodach jest widocznie sprzeczne z rozumem.

J: Moje wyobrażenie o dowodach jest zgodne z tym, co mówią historycy i prawnicy. Polecam Josha McDowella. Był tak zacięty jak Pan. A skoro się Pan upiera przy „żerowaniu”, to jeszcze parę słów z mojej strony: terminologiczne sztuczki nie zmieniają rzeczywistości? A jaka jest „rzeczywistość”? Co Pan wie o moim zmienionym życiu? O mojej podróży od potępienia do radości, od odrzucenia do miłości? Podróży, która byłaby niemożliwa bez żywego Boga, bez Jezusa. Pan wie dokładnie tyle, ile Panu powiem, a jednak Pan nie wierzy. Tak samo jak nie wierzy Pan wszystkim innym, którzy mówią jak ja.

R: Naprawdę myśli Pan, że ględzenie tego gościa o Jezusie jest jakimś dowodem? Nie zdaje mi się, bym był zacięty. Po prostu wierzę w dowody naukowe, a nie w „święte pisma”. Poza tym nie chcę być nieuprzejmy, może Pan naturalnie wierzyć, w co chce, ale to, co Pan mówi, może dobrze wyjaśnić psychiatra. Proszę wybaczyć szczerość. W sumie sympatyczny z Pana gość. Uprzejmy w porównaniu z innymi wierzącymi, z którymi tu rozmawiałem.

J: Gwoli ścisłości, ględzenie nie o Jezusie, ale o dowodach nt. Jezusa. Są sytuacje, w których nauka Panu nie pomoże, a Bóg – owszem. Jeśli Pan tylko zechce. I o tym cały czas mówię. Dziękuję. Szczerość zawsze docenię. Pana zdanie o psychiatrze wynika tylko z niedostatecznego poznania. Nie mam za złe…

R: Doceniam dystans. Ale Pan mi zarzuca, że nie wiem o Pana „zmienionym życiu”, a sam wie o moich „niedostatkach”? Coś tam wiem…

J: Cóż, każdy ma niedostatki, ja też. „Jeśli kto mniema, że coś poznał, jeszcze nie poznał, jak należało poznać” (I Kor. 8:2) 🙂

Autor: jpz2

Powiązane posty: