Teraz dopiero zobaczysz

Na podstawie Księgi Wyjścia, rozdział 5-6

— Mirek! Poczekaj! Poczekaj, słyszysz? Mirek! – Przez długi korytarz przebiegł mężczyzna, szarpiąc kołnierzyk albo krawat. Dopadł klatki schodowej, która swą masywnością miała chyba dodawać powagi gmachowi sądu rejonowego. Krzyknął raz jeszcze, już na dworze. Był blisko…
— Mirek!
— Co, co „Mirek”? Nie ma już Mirka, nie ma już nic do gadania. – Rzucił za siebie zasapany uciekinier, nie zwalniając kroku.
— Właśnie że jest. Stój wreszcie. – Mirek przystanął i odwrócił się. Wyglądał na zmęczonego – nie tylko przyspieszonym krokiem, nie tylko własnym wiekiem, dorosłymi już dziećmi, swoją pracą, dziesiątkami lat spędzonymi na boiskach, w biurach, na tanich i drogich wakacjach i coraz cięższym brzuchem wożonym coraz starszym autem… Wyglądał na zmęczonego chyba przede wszystkim ostatnimi miesiącami i walką, na którą nie miał żadnej ochoty. Stał w swojej znoszonej, zielonkawej, tweedowej marynarce, poły koszuli wychodziły zza paska na spacer. Gdyby nie ruch ręki do nosa, by poprawić duże i nietwarzowe okulary, można by go porównać do smutnego posągu. Mina dopowiadała resztę: „daj mi święty spokój”. W tej chwili patrzyli na siebie bez słów i czytali z oczu. Nic nowego.
— Czyżby… – Przerwał milczenie Mirek grobowym tonem. – Pozwolę sobie przypomnieć ci kilka faktów: mówiłem, że się do tego nie nadaję? Mówiłem. Ty na to, że mi dasz dobrego adwokata. Zapewniałeś kilka razy, że sprawa jest do wygrania, spokojnie, już twoja w tym głowa i tak dalej. I co powiesz teraz? Klęska, porażka. Przegraliśmy z kretesem, nie ma co zbierać. To koniec! – Ostatnie słowa aż odbiły się od ściany. – O czym chcesz jeszcze rozmawiać?
— Chcę ci przedstawić swój plan.
— Plan? Masz jeszcze jakiś plan?! Miałeś plan, to na pewno. Tylko dlaczego w ramach tego planu wyrządziłeś zło wszystkim, którym zależało, którzy ciężko pracują? Dla kogo? Dla grupki działaczy, sędziów, opasłych skorumpowanych świń, sprzedawczyków. Dlaczego mnie tu posłałeś? Odkąd poszedłem do sądu, żeby mówić w twoim imieniu, jest jeszcze gorzej. A ty nie kiwnąłeś palcem, żeby coś z tego uratować . Nie widzisz, co się stało? Przecież już wtedy wszyscy byli zniewoleni systemem. A teraz każdy, komu przejdzie przez myśl, żeby skończyć to potulne milczenie, będzie się bał, że sam zostanie skazany. Nie mam na to słów…
— Chodźmy stąd, bo zbierają się dziennikarze.
Obaj, stojący dotąd jakby na ziemi niczyjej, na środku chodnika, zgodnie wsiedli do samochodu. Mirek pośpiesznie wpakował kluczyk do stacyjki i zaraz dodał gazu.
— Gdzieś cię podrzucić? – Zapytał, nie odwracając wzroku od drogi.
— Jadę z tobą. Przecież jeszcze nie skończyliśmy. – Atmosfera zrobiła się gęstsza. – Teraz dopiero zobaczysz, ja sam rozwalę ten system, zmuszę ich i sami się wyrzucą ze stołków. Ja jestem Pan. Dałem się poznać twoim poprzednikom, że mogę wszystko. I obiecywałem, że będą na swoim. Ja też słyszałem te wszystkie narzekania i pamiętam o słowie, które dałem. Dlatego mówię ci: powiedz to całej ekipie, że ja jestem Pan i ja was uwolnię od systemu. Wyciągnę was z tego bagna swoimi sposobami i przez surowe wyroki. I przyjmę was za swoich, i będę dla was Bogiem, i poznacie, że to ja uwalniam. I kiedy już przejmiecie kontrolę nad całym tym majdanem, nikt was więcej nie wykiwa.
— Nie posłuchają mnie. Nie uwierzą. Nie… Są załamani. Nade mną jeszcze ty stoisz i nie przestajesz gadać, a co z nimi?
— Musisz wrócić do sądu.
— Że co?
— Musisz wrócić i się odwołać. Powiesz, że należy uniewinnić wszystkich, którzy dzisiaj zostali skazani. – Mirek zatrzymał się na czerwonym świetle i zwiesił głowę.
— Nie, proszę… Oni mnie nie słuchali, a co dopiero sąd! Powtarzam ci, że nie potrafię, nie potrafię, nie potra… – Głos uwiązł mu w gardle.
— A co z adwokatem, którego ci dałem? Masz ode mnie rozkaz – tylko do przekazania. Do ekipy i do sądu. Czy to takie trudne?
Bóg otworzył drzwi samochodu, wysiadł w ostatnim momencie, zanim zapaliło się zielone. Przeszedł przez trawnik i obrócił się ostatni raz:
— Do zobaczenia w sądzie!

Autor: jpz2

Powiązane posty: