Tchórz

U. wdeptuje w kałużę na środku przedpokoju. 
– Tato! Tu jest mokro!
– Tak? To może Pola… – Zerkam na drzwi od toalety i wzdycham. No tak… Teraz nie dość, że nie na klamkę, to chyba jeszcze uchylone być muszą, bo już sobie łapką nie otwiera. Chyba tak.
– Tak, tato, to Pola. – Stoi U. zbulwersowana. Na jej miejscu też byłbym. Mokra skarpeta to jedna z moich największych fobii sensorycznych i paskudztwo, jakich mało. Nawet jeśli to tylko woda. A co dopiero kocie siki. Albo rzygi.
– Tak, to Pola. – Sięgam papier toaletowy do wytarcia.
– To Pola! – Nastaje U. nie wiadomo na co.
– Chcesz, żebym ją ukarał? 
– No, tak.
– Wiesz, już tyle razy to robiłem, że nawet mi się nie chce, zresztą… może nie umiała sobie otworzyć toalety. Tak mogło być. – Burczę, pochylony nad resztkami kałuży i z wolna podnoszę się z kolan, by wywalić papier do kibla. Tymczasem U. doskoczyła do Poli. Pola łeb podniosła, jakby chciała miauknąć: „ale oso chosi”?
– Pola to twoja sprawka?! – Oskarżycielskim tonem atakuje U. – To twoja sprawka, Pola! – Wygraża. A kot nic, tylko patrzy nierozumiejącym wzrokiem.
– Ty mały tchórzu! Ty mały tchórzu! Ty mały tchórzu!
– Kto jest małym tchórzem? – Wchodzę do kuchni.
– Pola!
– Dlaczego? 
– Bo…
– Bo nie chce się przyznać?
– Tak, bo nie chce się przyznać.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: