Tyle wiem, a się gubię

Mówią mądrzy ludzie: im więcej wiem, tym więcej widzę rzeczy, o których nie wiem nic. Gromadzenie wiedzy paradoksalnie zwiększa świadomość własnej niewiedzy. A może też poczucie zagubienia? Jak to jest, że Psalmista pisze:

Tułam się jak zbłąkana owca, odszukaj Twojego sługę, bowiem nie zapomniałem Twych przykazań. (Ps. 119:176, NBG)

I kiedy to pisze! – Jako ostatnie zdanie najdłuższego ze wszystkich psalmów – całego poświęconego miłości do słowa, przykazań, wskazówek, prawa bożego. Powinien być nabuzowany poznaniem, jakimś wyższym stanem świadomości i tylko walnąć na koniec okrągłą sentencję w stylu „teraz wiem, jak żyć”. A tu coś zupełnie innego…

– Zgubiłem się, znajdź mnie, bo nie zapomniałem twoich przykazań. – Mówi. Takiemu to bym odpowiedział: – Jak nie zapomniałeś, to se radź sam. – Albo: – Gdybyś naprawdę pamiętał przykazania, to byś się nie zgubił.

Żarty na bok. Ten zagadkowy werset mówi mi jedno: widzieć znaki, a trzymać się właściwej drogi – to dwie różne sprawy. Albo znać przykazania, a nie stracić z oczu pasterza – to też co innego. Czasem zdaje mi się, jakby było mi już wszystko jedno: czy robię coś dobrze, czy źle; grzeszę, czy świecę przykładem, jeśli i tak nie mam czasu spotkać się z Tatą.

Nie zapomniałem Twoich przykazań – znaczy dla mnie tylko to: wciąż pragnę, tęsknię, chcę być z Tobą. Jesteś najważniejszy. Znajdź mnie, bo ja nie umiem Ciebie.

Bezczelny kaznodzieja

Szokujące wyznanie Dawida z Psalmu 51 przypomniało mi, że jeśli idę drogą, to zawsze mam dwa rowy, w które mogę wpaść. Inaczej mówiąc, jeśli nie trzymam się zasady „złotego środka”, łatwo zacznę popadać w skrajności.

Przykładem, jednym z tysiąca, może być to, jak postrzegamy kaznodzieję. Albo w ogóle każdego, kto ośmiela się uczyć o Bogu, namawiać do pokuty itd. Od takiego wymaga się więcej. Taki otrzyma surowszy wyrok. Grzeszny kościół nie ma siły przekonywania, jaką ma święty kościół. To wszystko prawda.

Ale z drugiej strony, zauważmy, co pisał Dawid, „gdy go odwiedził Natan, prorok, po przyjściu do Batszeby” (Ps. 51:2):

Zmiłuj się nade mną, Boże, według Twojej łaski; obmyj mnie zupełnie z mojej winy, oczyść mnie z mojego grzechu… Rozgrzesz mnie… Serce czyste stwórz wewnątrz mnie, Boże, i odnów we mnie stałego ducha. Nie odrzucaj mnie… Przywróć mi radość Twojego zbawienia i pokrzep mnie duchem gorliwym. 

…a wtedy… co? „Będę już grzecznie i cicho siedział”? Nie! Czytajcie dalej:

Wtedy będę nauczał przestępców Twoich dróg, i grzesznych, aby do Ciebie powrócili.. 

– To mówi człowiek, który dopiero zgrzeszył i to ciężko, obrzydliwie. – Jak może być tak bezczelny?  – Chciałoby się zapytać. Ledwie się splamił i chce pouczać innych?!

Tak krzyczy legalizm. Wiara w siebie, że „dobrze, teraz będę tak święty, tak dużo dla Królestwa Bożego zrobię, że ludzie uwierzą, że TO DZIAŁA!” – To tylko z pozoru pobożne słowa. I nawet fundament mają słuszny: powinniśmy przecież być święci, jak Bóg jest święty. Świecić przykładem (świecy się nie chowa pod koszem – uczył Jezus).

Cała reszta to kłamstwo. Nie jestem źródłem zbawienia. Bóg nim jest. I właśnie w chwili, gdy się czuję najbardziej słaby, pamiętając, że byłem tak brudny, zeszmacony, biedny i niegodny, i wszystko zawdzięczam Tacie, wdzięczny za przebaczenie i nową godność, wtedy najlepiej mogę uczyć „przestępców Jego dróg”. Obłuda? Nie, właśnie wszystko inne będzie obłudą.

Kto jesteś: szczery czy kanciarz?

Dziś mniej mojego pisania, a więcej smakowania Pisma. Jest fragment Psalmu 18, który zwrócił moją uwagę, bo tam widzę coś pięknego: nie trzeba być bezbłędnym, by doświadczyć łaski.

Ale wystarczy być szczerym tak jak dziecko, które skruszone przyznaje się do głupiej psoty. Wystarczy bardziej liczyć na miłosierdzie, niż na siebie. I samemu okazywać miłosierdzie innym. Nie jak ten sługa z przypowieści Jezusa, któremu darowano dług, po czym zaczął dusić własnego dłużnika. Wystarczy być prostolinijnym, mówić prawdę i nie kombinować nic ponadto. Nie cwaniaczyć jak „chytra baba z Radomia” (stary hit internetów).

No i wziąć sobie do serca słowa „błogosławieni ubodzy w duchu”, tzn. tacy, którzy nie są wyniośli, nie uważają się za doskonałych, ale raczej czują, że do tego jeszcze wiele im brakuje. Nie chodzącym ideałom, ale ludziom czystych zamiarów Bóg objawia się w prosty i prawdziwy sposób. A dla krętaczy jest wielką zagadką. To ciekawe! To piękne! Przeczytajcie sami:

26. Z pobożnym/wiernym obchodzisz się łaskawie / udowadniasz/okazujesz swoją wierność/spolegliwość
/ Jesteś miłościwy (miłosierny) dla miłościwego (miłosiernego).
Z nienagannym/szczerym/zacnym
postępujesz nienagannie/szczerze / okazujesz swoją nienaganność.
27. Względem czystego/ świętego
okazujesz się czysty/ święty
/ Z uprzejmym uprzejmie się obejdziesz,
/ Ludzie prawdy zasmakują twojej prawdy
A z przewrotnym/ skrzywionym/ podłym
/ kanciarzem/ hochsztaplerem/ oszustem/ szelmą
postępujesz przewrotnie/chytrze/przebiegle
/ dla tych będziesz twardym sędzią
/ oni ciebie nie pojmą/ nie rozgryzą.
28. Ty bowiem wybawiasz lud ubogi/uniżony/utrapiony,
Lecz oczy wyniosłych poniżasz/pognębiasz.
(Ps. 18:26-28, BW, BT, BG i inne, tłum. własne przekładów w jęz. angielskim)

W Psalmie 19 Dawid pisze jeszcze tak: „Mimowolne błędy/uchybienia – kto je spostrzeże? Więc od tych skrytych mnie oczyść/odpuść mi”. Nawet do tego stopnia pozostaje uniżony, gotowy do skruchy, poprawy, proszący o łaskę, szczery… Szczerze? Inne stany umysłu nie pociągają mnie.

Laska i kij

Przeliczyłem się. Rano patrzyłem na mapę i myślałem z hurra-optymizmem: – Dam radę, co… ja nie dam rady?! – Wesoło wdrapywałem się na grzbiet, od czasu do czasu strącając butem dla zabawy kamienie w dół zbocza.

Lądowały daleko, coraz dalej. Im wyżej, im stromiej się robiło pod moimi nogami, tym dłużej się toczyły. Kiedy patrzyłem na miejsca ich spoczynku, przypomniałem sobie te wszystkie razy, kiedy zabłądziłem w mgle w drodze na szczyt. Dochodziłem do ściany lasu lub surowego żlebu, a drzewa lub nagie kamienie potęgowały uczucie zagubienia pod niedostępną stromizną.

Teraz miałem zupełnie inny problem: schodziłem i nie mogłem się przedrzeć w miejsce, gdzie mógłbym przenocować. Już nie miałem nadziei na dojście do wsi, ale chociaż osłonięty od wiatru skraj lasu. Wciąż kosodrzewina, później gęsty, świerkowy bór, jeszcze gorszy…

W końcu dolina, w którą wszedłem po zachodzie słońca. Na stoku za stromo, a w łożysku za mokro. Zewsząd zaczęła mnie ogarnąć ciemność pochmurnej nocy. Odgłosy ptaków, nietoperzy, jeleni… przerażające. Lecz nie bardziej niż moja głupota.

Wtedy to usłyszałem. Stukanie jakby drewna o ściółkę. Spadają bukowe orzechy? Nie. Ktoś idzie? Coś trafiło mnie w ramię. Trafiło znów i… o dziwo nie bałem się. W zupełnej ciemności, zamiast zastanawiać się, czy to gałęzie, kije, czy upiory, szedłem posłusznie tam, gdzie mnie prowadził ten niewidoczny przewodnik.

Byłem zbyt zmęczony, żeby zrobić coś wbrew. Czasem bolało, czasem droga wydawała się bez sensu, ale zaskakująco szybko wyszedłem na polanę, górskie pastwisko – miejsce idealne do założenia mojego małego obozu. Okrutna trasa dzisiejszego dnia zakończyła się dziwnie radośnie, błogo, bezpiecznie.

Zadziwiająco łatwo poszło mi rozpalenie ognia. Kiedy płomień zaczął trawić grubsze gałęzie, oświetlił też wyraźnie najbliższe parę kroków i rzędy drzew. Spomiędzy nich mignęła jakaś para oczu i znikła. – W sama porę. – Pomyślałem. – Zwierzak już do mnie nie podejdzie. – Tuż obok zobaczyłem jeszcze coś, co mnie do reszty zbiło z tropu: gruba, mocna, pasterska laska. Poszedłem spać.

Choćbym też chodził w dolinie cienia śmierci, nie będę się bał złego, albowiemeś ty ze mną; laska twoja, i kij twój, te mię cieszą (Ps 23:4, PBG)

Rozkaz? Sama przyjemność

Wyobraźmy sobie rodzinę, w której dzieci z radością i podnieceniem czekają na kolejne polecenia rodziców, niczym na prezenty gwiazdkowe. Mrzonki?

Wyobraźmy sobie wojsko, w którym każdy szeregowy nie może doczekać się następnej porcji pompek lub powołania na front. Szaleństwo?

Wyobraźmy sobie państwo, gdzie urzędnicy z uśmiechem na twarzy i uczuciem ulgi witają wszystkie nowe rozporządzenia ministra. Utopia?

Wyobraźmy sobie firmę, w której pracownicy z tęsknotą wyczekują następnych maili od szefa z dopiskiem ASAP. Korpo-obłęd?

Ani podwładni, ani władcy nie są tak doskonali, żeby te wizje się urzeczywistniły. I nie będą. Ale wyobraźmy sobie jeszcze jedną rzecz, która jest możliwa: świat, w którym wszyscy ludzie z zadowoleniem zaczytują się w Słowie, rozmawiają z Bogiem i są mu posłuszni, odnajdując się w tym doskonale.

Rozkazy Wiekuistego są proste, rozweselają serce; przykazanie Boga jest jasne, oświeca oczy. (Ps 19:9, NBG)

Jakie można mieć jeszcze wątpliwości? Doskonałe rozkazy nie wymagają dyskusji, tylko ochoczego wykonawcy. Pierwszym takim, który mi przychodzi na myśl, jest przykazanie siódmego dnia (szabatu) – oddzielenia go, uświęcenia dla Boga.

Czy wypełnienie tego prawa nie jest radosne? Czasem bywa trudne, wymaga zmiany nawyków, przyznaję i wiem z autopsji, ale… jest radosne. To samo przecież z zakazem zabijania, cudzołóstwa itd. Czy muszę coś dodawać?

Ach, jaki jestem (nie)idealny

Dziś krótko. O Dawidzie, królu. No bo jak on mógł? Jak i po co mógł popadać w takie skrajności? Pisze, że już prawie umiera nędznie, a po chwili, że jest czysty, prawy, sprawiedliwy i…

…i w ogóle NAJ! – Chciałoby się dodać. Z jednej strony w Psalmie 14 (i 53) pisze, że „wszyscy odstąpili, razem się zepsuli; nie ma takiego, co czyni dobro, nie ma ani jednego„. Z drugiej strony w Psalmie 18 dwa razy podkreśla:

Wiekuisty mnie wynagradza według mojej sprawiedliwości, odpłaca mi według czystości moich rąk (…) Bóg mi oddaje według mojej sprawiedliwości, według czystości moich rąk, która jest przed Jego oczami. (Ps 18:21,25, NBG)

Czytając o wrogach Dawida, jak był „osaczony” itd. zapewne niejeden człowiek myślał: ja nie mam takich wrogów, a przynajmniej ich nie widzę. Albo więc jestem szczęściarzem, albo ignorantem.

Podobnie z tymi „czystymi rękami”; mówię: nie jestem wcale taki sprawiedliwy. A przynajmniej tego nie doceniam. Bo jestem teologicznym zbukiem, który nie potrafi się cieszyć z prostych rzeczy i chwytać nadziei.

Dawid nie był filozofem. Często myślał i pisał sercem. Czy przesadzał? Może. Tym bardziej mi się podoba to oddawanie Bogu swoich, nawet przesadzonych, obaw, smutków i radości. To… emocjonowanie się przed Bogiem.

A najbardziej podoba mi się to, że w każdej sytuacji, czy Dawid był zgnębiony, czy podniesiony na duchu, pozostawał wdzięczny tylko Bogu i tylko z Nim widział swoją przyszłość.

Koniec wakacji

Czy zdarzyło się wam zrobić sobie urlop od czytania Słowa, od modlitwy itd.? Lepiej nie. Że można zejść na psy – to pół biedy. A jeśli się już nie wróci?

Nie zamierzałem tego robić, ale wakacje z dziećmi nie pomagają utrzymać się w dyscyplinie czytania (i pisania). Wręcz przeciwnie, rzecz jasna. No i proszę, wracam z podróży do domu, do pracy, do lektury Biblii, i co czytam w pierwszych zdaniach?

Szczęśliwy mąż, który nie szedł za radą niegodziwych…, ale ma upodobanie w Prawie Boga oraz o Jego nauce rozmyśla dniem i nocą. Więc będzie jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, które wydaje owoc w swoim czasie, którego liść nie więdnie, i powiedzie mu się wszystko, co czyni. (Ps. 1:1-3, NBG)

Jest prosta zależność między tym, skąd czerpię swoje myśli, a tym, co się dzieje z moim życiem; tu i teraz. Czy moje inspiracje, słowa, zachęta bierze się ze źródła świeżego, czy śmierdzącego i trującego?

Oczywiście, są też odcienie szarości. Jeśli nie spędzam czasu z Bogiem i jego słowem, nie znaczy to od razu, że nastawiam uszy na rady i pomysły tylko „niegodziwych”, że zaraz chcę ich stylu życia. Że trzeba podejrzliwie patrzeć na ludzi wokół. Nie.

Tylko bez rozmyślania nad Słowem nie ma strumienia, liści, owocu, powodzenia, sukcesu. Fajnie jest rozmyślać. Rozmyślanie ma przyszłość.

Wybrany, ale nie lepszy

Słyszy się nieraz: „Chrześcijanie? Aroganci przekonani o własnej wyższości.” „Żydzi, Izrael? Syjonistyczni faszyści, którzy się uważają za lepszych od całego świata”. U źródła tej wrogości stoi złe zrozumienie wybrania.

Znienawidzeni chrześcijanie, prześladowani Żydzi… tak, ale cofnijmy się do początku. Bóg stworzył świat, oddzielając: jedne wody od drugich, morza od lądu, dzień od nocy, lato od zimy, światłość od ciemności. I to było dobre. Potem, wciąż swoim słowem – jak mieczem – oddzielał to, co dobre od złego. I tak jest do dziś.

Jezus też to mówi: nie przyszedłem przynieść pokoju ale miecz. Sąd polega na tym, że przychodzi światłość. A jak się staje jasno, to prawda wychodzi na jaw, można obejrzeć, rozpoznać, ocenić. Każde dziecko, kiedy sprząta pokój, też oddziela: lalki od aut itd.

Oddzielanie może być widziane dobrze i źle. Segregacja odpadów jest super. Ale już segregacja rasowa budzi najgorsze skojarzenia. Bądź tu mądry, człowieku! A co powiemy na taki werset:

Obwieścił swoje słowa Jakubowi, Izraelowi ustawy swe i wyroki. Żadnemu narodowi tak nie uczynił: o swoich wyrokach ich nie pouczył. Alleluja. (Ps 147:19-20, BT)

Tak, alleluja, świetnie. Jednym objaśnił, a drugim nie. Jedno dziecko faworyzował, dopieszczał, a drugie ignorował, lekceważył, odsuwał. Dobry ojciec, co? Ironizuję po bandzie. A może odwrotnie, z perspektywy Boga: był potop, słowo się rzekło, drugi raz tego bałaganu nie zatopię. Znajdę więc człowieka, który mi uwierzy. Policzę mu to za usprawiedliwienie.

I znalazł się Abram. Obiecałem mu, że z niego uczynię wielki naród. A ten naród oddzielę, uświęcę jako swój. Dlaczego tylko ten? Bo od czegoś trzeba zacząć. Powoli, organicznie, jak rodzina. Jak oddzielę? Nauczę, jak ma postępować. Tyle mogę. A potem co?

Niech chwała Boża będzie w ich [świętych] ustach, a miecze obosieczne w ich ręku: aby dokonać pomsty wśród pogan i karania pośród narodów; aby ich królów zakuć w kajdany, a dostojników w żelazne łańcuchy; by wypełnić na nich pisany wyrok: to jest chwałą wszystkich Jego świętych. Alleluja. (Ps 149:5-9, BT)

Czy ja to mam robić? Czy ja mam siekać, walić, mścić, karać, zakuwać? To jest moją chwałą? Alleluja?? Ostre to są słowa. Ale mają sens. Bo co?

Bo jeśli pomsta należy do Boga, jeśli przez karmienie nieprzyjaciół faktycznie zgarniam rozżarzone węgle na ich głowy (Rz. 12:20), to moją chwałą będzie nie atakowanie, ale uświęcone życie, przez które jeszcze wzrośnie kontrast, podział, jeszcze bardziej zajaśnieje wzór, jeszcze mniej argumentów będą mieli ci, którzy Boga odrzucają, a na przyszłym sądzie wypełni się wyrok.

Wybranie nie jest wymierzone przeciw komuś, ale dla kogoś. Miłosierdzie góruje nad sądem. A przebaczenie lepsze jest od strachu.

„Sprawiedliwie” to nie tak, jak myślisz

To niesprawiedliwe! On dostał mniejszą karę! On dostał w nagrodę tyle co ja, a ja więcej zrobiłem! On to, on tamto… Takie dziecinne teksty słyszymy od… dzieci, bo dzieci nie do końca rozumieją jeszcze zasady, jakimi się to życie rządzi.

A mam wrażenie, że nie tylko one. Że ja też i wielu ludzi czuje się czasem zagubionych w tym, jak należy oceniać, rozstrzygać, sądzić. Jak rozumieć decyzje niezrozumiałe. Wszystko dlatego, że nie można wszystkiego wyliczyć. Opisać świata zero-jedynkowo, czarno-biało. Napisać paragrafu na każdą okazję. Nie można być tylko prawym.

Trzeba też być sprawiedliwym. Uwzględniać intencje, dostrzegać skruchę, okoliczności łagodzące i zaostrzające. To czym jest sprawiedliwość? Nie wiem, jak uczą prawnicy, ale wiem, co jest napisane w Biblii:

O Twej wielkości rozpowiem, zatem będą opiewać potęgę Twoich wspaniałych czynów. Rozgłoszą pamięć Twej wielkiej dobroci, zatem będą opiewać Twoją sprawiedliwość. (Ps. 145:6-7, NBG)

Ponoć hebrajska poezja, w tym psalmy, często posługuje się powtórzeniami. To pomaga w interpretacji, bo poszerza zrozumienie jednego zdania poprzez drugie, uzupełniające. Tak jest i tutaj: Bóg jest wielki, bo jego czyny są wspaniałe. Jest dobry, bo sprawiedliwy.

Dziwne? Być może. Nie wierzysz? Sprawdź, postudiuj sam. Dla mnie tak to wygląda. I pomaga. Na przykład ostatnio zagotowało się we mnie na widok auta zaparkowanego na ścieżce rowerowej. Wziąłem telefon, cyk – fota. Ciach, adres policji, piszę: jestem oburzony…? Nie, wróć… Nie mogłem pozostawić tego bezkarnie…? Nie, tak też nie.

Czekaj, przecież ostatnio sam mogłem dostać mandat. A skończyło się na upomnieniu. I co? Byłbym teraz jak ten sługa, o którym mówił Jezus, że mu darowano dług, a on zaraz biegnie i dusi własnego dłużnika. Byłbym niesprawiedliwy. Zacząłem się wahać. Ostatecznie wysłałem skargę. Napisałem, że proszę o upomnienie dla niego. I tyle. Powinien przynajmniej poczuć się nieswojo.

Nie wiem i już nie dbam o to, jak sprawa się skończy, ale myślę na nowo o sprawiedliwości, że to nie tylko trzymanie się prawa. A jeśli nawet, to nie w tym sensie, że wyznajemy grzechy JEDNI DRUGICH. Nie, raczej JEDNI DRUGIM, jak jest napisane (Jak. 5:16). Chcesz być sprawiedliwy? Wypełniaj prawo. A prawo każe kochać.

Na deser oddaję głos Hiobowi:

uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna. (…) serce wdowy rozweselałem, przyodziewałem się w sprawiedliwość i ona mnie okrywała; moja prawość była mi jakby płaszczem i zawojem. Byłem oczyma dla ślepego i nogami dla chromego. Byłem ojcem dla biednych (…) Kruszyłem szczęki krzywdziciela i wyrywałem łup z jego zębów. (Job. 29:12-17, BW)

Zapobiec sklerozie

Skleroza – notoryczne, chorobliwe zapominanie – jest najgorsze wtedy, gdy nie pamiętam nic z dobrych rzeczy, które mnie spotkały. Jak temu zapobiec?

Jest taki żart, że żony mają wybiórczą pamięć absolutną. Potrafią wygrzebać z przeszłości każdy (sic!) błąd męża i znaleźć przytyk w każdym kontekście. Z drugiej strony o zapominalstwie mężów słyszeliśmy też dziesiątki dowcipów.

Niepamięć, niewdzięczność codzienna potrafią zepsuć nie tylko relację małżeńską, między dzieckiem a rodzicem, człowiekiem i Bogiem… Jest też trudna dla mnie samego, który zapominam.

Co ja pocznę, kiedy przyjdzie czarny dzień, fin de siecle, dopadnie mnie splin i chandra, no co? Albo kiedy zacznę dostawać po głowie za niewinność, jak Dawid, który został wręcz zaszczuty przez zazdrosnego Saula? Nie pocieszy mnie fakt, że byłem „w porządku” w stu procentach. Zresztą nie byłem.

..wróg ściga mą duszę, do ziemi przygniata moje życie; …nie chodź na sąd z Twoim sługą, gdyż przed Tobą nikt z żyjących nie okaże się sprawiedliwym. Więc wątpił we mnie mój duch, osłupiało me serce w moim wnętrzu. (Ps. 139:2-4, BW)

Się stało: osłupiało! Jakie wymowne tłumaczenie! Czyż nie każdy z nas to przeżył? I co wtedy robić?

Wspominam dawne dni, rozważam wszystkie Twoje czyny, rozmyślam o dziele Twoich rąk. (w.5)

Z pewnością dobrze jest notować w specjalnym zeszycie wszystkie osobiste świadectwa bożej dobroci, łaski, wierności. Ale nawet bez takiego zeszytu można sobie poradzić. Wystarczy ćwiczyć pamięć.

Jezus wielokrotnie napominał z powodu „zatwardziałości serc”, dosłownie: „sklerozy serc”. Jest na to jedno (przyjemne) lekarstwo: robić to, co Dawid; praktykować wdzięczność. Wspominać, rozważać, rozmyślać o tym, co było (i jest) najlepsze.