Daj się uwieść

Dziś rozważam, a może lepiej powiedzieć: rozkoszuję się kolejny raz różnicą między przymierzem starym i nowym; tym, co opisane w Starym i w Nowym Testamencie.

Dlaczego? Bo czytam bezkompromisowy list do Hebrajczyków tj. Żydów – tych, którzy stali się uczniami Jezusa. Bezkompromisowy o tyle, że wycina do korzenia całą wiarę w prawo mojżeszowe – dla żydów świętość nad świętościami.

Piszę „do korzenia”, bo nie całkiem. I to jest w tym najpiękniejsze. Nie będzie miał racji ani ten, kto prawo odrzuci, ani ten, kto będzie się go trzymał. A co pisze Paweł?  

A gdy [Bóg] mówi „nowe”, uznaje pierwsze za przedawnione; a to, co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zaniku. (Hbr. 8:13, PUBG)

BLISKIE zaniku, a jednak nie zupełnie usunięte. Bo przecież chwilę wcześniej czytam pawłowy cytat z proroków:

Takie zaś jest przymierze, które zawrę z domem Izraela po tych dniach, mówi Pan: Dam moje prawa w ich umysły i wypiszę je na ich sercach. (w.10)

A więc prawo wciąż ma znaczenie. Może to jakieś inne prawo? Nie, to samo – Boże. No więc przedawnia się, czy nie? I tak, i nie. Tak, bo już nie używam prawa z kamiennego lub papierowego kodeksu, by oskarżać (siebie) za wykroczenia i składać ofiary dla usprawiedliwienia się. 

Ale używam prawa z kodeksu wypisanego w umyśle i na sercu. A jaka różnica? Kolosalna! Czym jest serce? To siedlisko uczuć. Przewrotne. Ale cenne. To mój największy skarb. A do tego umysł – logiczny, który pomaga ocenić pożądanie serca.

Jeśli więc Bóg uwiedzie mnie, posiądzie mój rozum i moje serce, to od razu zapisze je prawem, splecie prawo z tą miłością i myślami. Chodzenie Jego drogą – kochać Boga, kochać ludzi – będzie efektem permanentnej wdzięczności.

Wdzięczności większej niż pamięć Izraela o wyjściu z Egiptu, zaopatrzeniu na pustyni etc. To jest wdzięczność za krzyż Jezusa – absolutna tak, jak Jego poświęcenie. Nie dająca wyboru. Słodka. Ważna, kluczowa.

Rozkaz? Sama przyjemność

Wyobraźmy sobie rodzinę, w której dzieci z radością i podnieceniem czekają na kolejne polecenia rodziców, niczym na prezenty gwiazdkowe. Mrzonki?

Wyobraźmy sobie wojsko, w którym każdy szeregowy nie może doczekać się następnej porcji pompek lub powołania na front. Szaleństwo?

Wyobraźmy sobie państwo, gdzie urzędnicy z uśmiechem na twarzy i uczuciem ulgi witają wszystkie nowe rozporządzenia ministra. Utopia?

Wyobraźmy sobie firmę, w której pracownicy z tęsknotą wyczekują następnych maili od szefa z dopiskiem ASAP. Korpo-obłęd?

Ani podwładni, ani władcy nie są tak doskonali, żeby te wizje się urzeczywistniły. I nie będą. Ale wyobraźmy sobie jeszcze jedną rzecz, która jest możliwa: świat, w którym wszyscy ludzie z zadowoleniem zaczytują się w Słowie, rozmawiają z Bogiem i są mu posłuszni, odnajdując się w tym doskonale.

Rozkazy Wiekuistego są proste, rozweselają serce; przykazanie Boga jest jasne, oświeca oczy. (Ps 19:9, NBG)

Jakie można mieć jeszcze wątpliwości? Doskonałe rozkazy nie wymagają dyskusji, tylko ochoczego wykonawcy. Pierwszym takim, który mi przychodzi na myśl, jest przykazanie siódmego dnia (szabatu) – oddzielenia go, uświęcenia dla Boga.

Czy wypełnienie tego prawa nie jest radosne? Czasem bywa trudne, wymaga zmiany nawyków, przyznaję i wiem z autopsji, ale… jest radosne. To samo przecież z zakazem zabijania, cudzołóstwa itd. Czy muszę coś dodawać?

Rada dla młodych

Dzisiaj wpis dla młodzieży. Będę radził. Nie dlatego, że jestem stary albo mądry, czy jedno i drugie. Ale przeczytałem coś, co mnie – wciąż młodego i głupiego – bardzo zachęca.

Jako się rzekło, za starego się nie uważam. Za mądrego też nie, no bo jakżeby… „On [Bóg] lekceważy wszystkich mądrych we własnym mniemaniu”. (Job 37:24, NBG) Poza tym „nie bądź mądrym we własnych oczach; bój się WIEKUISTEGO i stroń od złego”. (Przyp 3:7, NBG)

A jednak dobrze jest być starym i mądrym. Że mądrym – nikogo nie muszę przekonywać. A czemu starym? Bo nikt mnie nie zbyje, mówiąc: „e, co ty wiesz, młody jesteś”.

Zanim się zestarzeję, minie trochę czasu. Ani tego nie przyspieszę, ani nie opóźnię. Mogę jednak już dziś zrobić coś, co mnie ustawi wyżej od wszystkich starych mistrzów.

Wiecie już? Domyślacie się, co? Ja wiem, bo przeczytałem Psalm 119 – ten najdłuższy, ile w nim smaczków! A wśród nich…

Stałem się rozumniejszym od wszystkich moich nauczycieli, bo moją myślą jest Twe świadectwo. Stałem się roztropniejszym od starców, bo strzegę Twoich przepisów. (w.99-100)

Strzeżenie przepisów to nie praca archiwisty lub ochroniarza. Myślenie świadectwem to nie pranie mózgu. To jest działanie na podstawie logicznych przesłanek.

To ekscytujący sprawdzian, eksperyment, przygoda. Jak podchody w dzieciństwie. Bóg dał mi znak, więc da następny. Zadziałał, kiedy robiłem zgodnie z przepisem, więc na pewno to powtórzy. Krok za krokiem, ścieżką za ścieżką…

Mądry ten, co mądrze robi. A trudno o mądrzejsze działanie niż to zainspirowane przez Ducha Świętego. No to co, młodzi i głupi? Chcemy być mądrzejsi od mistrzów i staruszków?

Było źle, ale było warto

Nie wiem jak wy, ale ja najlepiej wspominam te rzeczy, które nie były najprzyjemniejsze, za to dziś wiem o nich jedno: już ich nie ma. A ja jestem i mam się dobrze.

Dałem radę, wytrzymałem, przetrwałem, przebrnąłem, doszedłem. Było źle, trudno i nie tak, jak chciałem, zamierzałem, marzyłem, ale… Czyż teraz nie jestem silniejszy, mądrzejszy, szczęśliwszy?

Pamiętam choćby taką sytuację w górach, ukraińskich Gorganach: zaszliśmy ścieżką w ślepy zaułek; za nami zaginiony, nieoznaczony szlak. Przed nami nieprzebrane połacie kosodrzewiny i głazów.

Zdołaliśmy znaleźć awaryjne miejsce na rozbicie namiotu tuż przed zachodem słońca, podrapani do krwi, wycieńczeni, niepewni powodzenia dalszej wędrówki i… szczęśliwi.

Tam, przy ognisku, po kąpieli z małej, górskiej strużki było nam naprawdę błogo, choć tego dnia poznaliśmy swoją słabość. I również nauczyliśmy się czegoś. Dzięki temu i podobnym doświadczeniom mogę trochę rozumieć słowa psalmisty:

„Błogo mi, że byłem poniżony, bowiem nauczyłem się Twoich ustaw.” (Ps.119:71, NBG)

To było dla mnie dobre, że zostałem upokorzony, utrapiony, zmartwiony, coś mi dolegało, dopuściłeś do mojego cierpienia, moje kłopoty i troski wyszły mi na dobre, bo zmusiły mnie do nauki twoich zasad, praw; to mnie nauczyło uważać na twoje słowa. Było mi dane posiąść tę wiedzę, umiejętność.

Specjalnie parafrazuję ten werset tak obszernie, zgodnie z innymi tłumaczeniami, bo na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalny. Bądźmy szczerzy: masochistyczny. Ale jest w nim głęboki sens i prawda potwierdzona w naszych życiowych doświadczeniach. Tak, „naszych”, bo każdy takie ma.

Zakaz konformizmu

Albo pochwała nonkonformizmu – jak wolisz. Ja chyba wolę pochwałę. Ale wychodzi na to samo. Rzecz trudna, ale konieczna do opanowania: nie przyłączać się do głupiego tłumu.

Co to znaczy „głupiego”? To znaczy takiego, który wybiera źle. A ponieważ ten głupi tłum stanowi większość, daje mu to moc orzekania i podejmowania wiążących decyzji w najważniejszych sprawach. Głupich decyzji – jak łatwo się domyśleć. Robi się niebezpiecznie.

Ale jest na to lekarstwo. Wystarczy wziąć sobie do serca jedno z przykazań, które Bóg dał Izraelowi (obok najsławniejszych „dziesięciorga”):

Nie przyłączaj się do większości ku złemu i nie składaj w spornej sprawie świadectwa za większością, by łamać prawo. (2 Moj. 23:2, BW)

Jako żywo stanęła mi przed oczami współczesna demokracja. Współczesny relatywizm. Współczesne promowanie „normalności”. Oraz przypomniał mi się eksperyment Ascha (polecam zapoznać się), pokazujący, że pod wpływem fałszywych ocen innych, nawet obcych ludzi potrafimy zmieniać własne, trzeźwe osądy sytuacji. Chęć dopasowania się do większości (choćby w oczywisty sposób się myliła) powoduje zmiany w percepcji. Mózg się lasuje (udowodnione).

Myślę, że dwudziestowieczne eksperymenty psychologiczne nie były dla Boga zaskoczeniem. On to już wszystko wiedział od dawien dawna. Dlatego nakazał, co nakazał: nie zgadzać się, nie przyłączać do większości, jeśli to ma mieć złe konsekwencje, łamać prawo – naturalne, oczywiście, prawo Boże.

To bardzo ważne, że dostaję wyraźny odnośnik: prawo. Większość – choćby ją nazwać racjonalną, oświeconą i demokratyczną – może się mylić. Po czym to rozpoznam? Skąd to wiem? Z Biblii. Z punktu widzenia ucznia Jezusa. Taka „głupia większość” powstaje bardzo prosto: przez dołączanie się ludzi, którzy nie chcą odstawać od „normalnej” reszty – nieważne, jak to się ma do wartości, które wyznawali jeszcze przed chwilą. To dołączanie zwykle wygląda jak lepienie śnieżnej kuli – przyrost jest geometryczny, a głupota – astronomiczna.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. W życiu jest wiele sytuacji nie tak oczywistych jak porównywanie długości linii w eksperymencie Ascha. Głupcy też bywają charyzmatyczni, może nawet bardziej od mądrych. Ale to nie zwalnia mnie od zachowania rozwagi. Od sprawdzania wszystkiego, co się mówi, a zwłaszcza wszystkiego, co mówi większość. Bo to może mieć decydujący wpływ na mnie samego i na losy mojego świata.

Uuczniawiajcie

Śmieszne, niepoprawne słowo. Ale cóż zrobić, kiedy takie właśnie byłoby najlepsze. Tak mogłoby brzmieć ostatnie wezwanie Jezusa na ziemi. A co to właściwie znaczy?

Jak wiemy, po zmartwychwstaniu Jezus ukazywał się uczniom przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym (Dz. 1:3). Wreszcie przyszedł czas na ostatnie wskazówki:

Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. (Mat. 28:19-20)

Co ciekawe, to „czyńcie uczniami” jest w oryginale napisane jednym słowem, gr. μαθητεύω (mathéteuó) – stąd to dziwne spolszczenie „uuczniawiajcie”, które mówi tyle, że czynienie kogoś uczniem to nie jednorazowy akt, ale proces. A ponadto, że to trochę coś innego niż „nauczanie”.

Ostatnio miałem do czynienia z człowiekiem, który prosił mnie o pomoc, ale dość bezceremonialnie przyznawał, że jestem mu potrzebny tylko do osiągnięcia jego celów. Jednocześnie opowiadał o osobistych problemach i pozostawał otwarty (przynajmniej pozornie) na to, co mu mówiłem o Bogu. Nawet modlił się ze mną tzw. „modlitwą grzesznika”. Ostatecznie postawiłem sprawę jasno: mam ci do zaoferowania jedno, to znaczy pomóc ci stawać się uczniem Jezusa. Jeśli nie jesteś tym zainteresowany, to twoja decyzja o nawróceniu (wierzę, że szczera) nie rozwiąże twoich problemów. I poszedł swoją drogą.

Ale gdyby poszedł drogą wskazaną przez Jezusa, to co by go czekało? A ja? Mam uczyć tego, co Jezus przykazał, czyli czego? Przejrzałem Ewangelię Mateusza i zrobiłem krótki wykaz jego nauk.

OGÓLNE:

  • kazanie na górze – skarbnica przykazań Jezusa, a uczył „jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mat. 5-7);
  • poszedł na krzyż – „jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je” (16:24-25);
  • dał moc uczniom, by robili to, co On i posłał ich (cały r.10 obowiązkowo);
  • o szukaniu wielkości (także 20:26), zgorszeniach, upominaniu, przebaczaniu (r.18).

WIARA:

  • uzdrawiał wszystkie choroby i wypędzał złe duchy (mnóstwo wersetów);
  • żywo odpowiadał na wiarę (8:10, 21:31);
  • ganił małowierność uczniów (8:26, 14:31, 17:20, 21:21).

CIAŁO:

  • był w ciągłej podróży, właściwie bezdomny, gotowy na niewygody (8:20);
  • bądź gotowy, by zostawić dobytek (8:22, r.13, 19:23), nie troszcz się (16:9-10);
  • czuwajcie i módlcie się, duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe (26:41).

PRIORYTETY:

  • obchodził wszystkie miasta i wioski, nauczał w ich synagogach i zwiastował ewangelię o Królestwie (9:35);
  • jadł i pił z grzesznikami – „nie potrzebują zdrowi lekarza, ale ci, którzy się źle mają” (9:12), bądźcie jak kwas chlebowy (13:33);
  • relacje – „ktokolwiek czyni wolę Ojca mojego, ten jest moim bratem i siostrą, i matką” (12:49);
  • słuchajcie, przyjmujcie, kochajcie, wytrwajcie (przypowieść o słuchaniu-siewcy, r.13);
  • prawo Boże ważniejsze niż ludzkie (15:6, 19:8);
  • chcę sprawiedliwości, wierności oraz miłosierdzia (błagania o litość), a nie ofiary (12:7, 23:23).

Przykazania nie do uniesienia

Znów na tropie pozornych sprzeczności – one więcej wyjaśniają niż do bólu logiczne układanki. Jak to jest z tymi przykazaniami – czy są nie do uniesienia?

Jezus mówi do tłumu i uczniów o faryzeuszach:

Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. (Mat. 23:3-4, BT)

Jezus nakazuje wypełniać polecenia faryzeuszy (prawo), mimo że:

  1. ci, którzy powinni dawać przykład, sami nie dają rady, nawet „nie kiwną palcem”;
  2. wypełnianie poleceń to ciężar „wielki i nie do uniesienia”.

To trochę nie fair, nie sądzicie? No bo tak, po pierwsze okazuje się, że wszelkie nadużycia kaznodziei, księży, pastorów itp. ostatecznie nie będą żadną wymówką. Jeśli mówili prawdę, ale swoim życiem jej nie potwierdzili, to będą osądzeni za zgorszenie, a ja? Za to, czy tę prawdę przyjąłem i… zastosowałem.

Po drugie, co mnie bardziej interesuje, jak to może być, że Jezus poleca, by wypełniać polecenia, które, jak sam mówi, są nie do uniesienia? To tak, jakby sam mi wkładał na plecy niemożliwy ciężar. Jakby robił coś, za co ganił faryzeuszy. Mam tylko jeden pomysł, jak to wyjaśnić. W innym momencie Jezus mówił, żeby się „uczyć od niego, bo jest cichy i pokorny sercem, a wtedy znajdziemy ukojenie dla duszy. Bo jego jarzmo jest słodkie, a jego brzemię lekkie” (Mat. 11:29-30)

To mówił w kontekście pokuty, tj. powrotu do Ojca. A więc to samo prawo, te same polecenia i przykazania, mogą być jednocześnie ciężkie i lekkie – w zależności od tego, czy podchodzę do nich z pychą czy z pokorą. Z przekonaniem o własnej sile i zdolnościach, czy z gotowością do przyznania się do słabości i błędów.

Co mam napisane na sercu

Jakie były ostatnie słowa, które Jezus wypowiedział, chodząc w ciele po ziemi? „Do zobaczenia”? „Bawcie się dobrze”? „Rozejść się”? Wszystkie te propozycje są po części trafne. Ale co dokładnie powiedział?

To Marek i Mateusz zakończyli swoje ewangelie wzmianką o tym, że Jezus „został wzięty w górę do nieba”. Ich relacja jest dość zgodna, zatem można sądzić, że właśnie tak wyglądało rozstanie Jezusa z uczniami. No, może nie powinienem nazywać tego „rozstaniem”, bo przecież powiedział „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”. W każdym razie warto zwrócić uwagę, co powiedział Jezus tuż przed. Zwykle w takich momentach starannie dobiera się słowa i w ogóle mówi się o ważnych sprawach.

Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. (Mat. 28:19-20a, BW)

Interesują mnie tutaj dwie rzeczy: „przestrzegać” i „co wam przykazałem”. Najpierw zajmę się tym łatwiejszym: co znaczy „przestrzegać”? Jest to chyba najtrafniejsze tłumaczenie greckiego słowa „tereo”. Ale poszerzę trochę znaczenie: zachowywać, podporządkowywać się, być posłusznym, zważać na coś, skupiać uwagę, pilnować, strzec, czcić, dbać i troszczyć się o coś.

Wyobrażam sobie młodego człowieka, który stracił ukochanego ojca. Ale ten ojciec przed śmiercią napisał mu krótki liścik, w którym zawarł najważniejsze życiowe rady. I ten człowiek przez całe życie nosi ten skrawek papieru w kieszonce na piersi jak relikwię. Każdego wieczoru delikatnie rozkłada papier i czyta w samotności, w skupieniu, z nabożeństwem. Oczywiście dawno już zna tekst na pamięć. Myśli o nim, słowa tętnią w jego żyłach, nie dają mu o sobie zapomnieć, wpływają na wybory i kształtują charakter. Człowiek nie wyobraża sobie, żeby mógł kiedyś zacząć żyć inaczej.

Taki właśnie obraz pojawia się w mojej wyobraźni, gdy Jezus mówi „przestrzegać”. Brakuje jeszcze treści, to znaczy: czego należy przestrzegać?

Każdy, kto idzie za Jezusem, zgodzi się, że koniecznością i najważniejszym powołaniem jest dzielić się z innymi ludźmi tym, co dostaliśmy od Boga. A jeśli najważniejszą rzeczą, jaką dostaliśmy, są przykazania? Jezus nie mówi: „opowiadajcie ludziom, że Bóg ich kocha”. Chociaż to prawda. On mówi: „uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem”.

Ten blog właśnie tego dotyczy: przykazań Jezusa. Gdzie one są? Zapisane. Ale chciałbym na chwilę zapomnieć o tym, co można wyssać z Pisma. Chciałbym szczerze zapytać siebie: – A co właściwie Jezus mi przykazał? Co wyrył na moim sercu, czego osobiście mnie nauczył, czego ja mógłbym uczyć innych? Co jest przesłaniem mojego życia? Jakie jest to rzeczywiste i głębokie doświadczenie Boga, które mógłbym podać dalej?

Ktoś obrzydził to jedzenie

Kiedy proponują mi nieznaną potrawę, mam ochotę powiedzieć „nie”, bo pewnie niedobre. – A próbowałeś? – Zapytuje wewnętrzny głos. – To spróbuj! – Przekonuje. To samo mam dzisiaj z „żydowskimi” przykazaniami.

Chrześcijanie z dłuższym „stażem” wiary na ogół zdążyli już usłyszeć to jedno z najbardziej frapujących pytań o Boga i religię: czym się różnicie od reszty? Jako pytanie retoryczne – to boli. Bo ludzie żyjący bez Boga, zwani bezbożnikami, albo nie chcą dostrzec różnicy, albo – co gorsza – tej różnicy po prostu nie ma.

Najpewniej istnieją osoby tak twardogłowe (twardo-sercowe?), że faktycznie nie chcą widzieć różnicy. Ale prawdopodobnie jest to mniejszość. Na ogół problem leży po drugiej stronie: kościół się nie wyróżnia. Bezbożnik spotyka człowieka, który nazywa siebie „chrześcijaninem”, palcem pokazuje na Jezusa, że to jego Mistrz, a jednocześnie swoimi czynami, słowami i stanem ducha nie odstaje od przeciętnej. Jaki sens? Po spotkaniu trzeciego, dziesiątego takiego „chrześcijanina” pozostaje już tylko retoryczne pytanie i gorzka ironia. Czy to dziwne?

— Oczywiście, że NIE dziwne! – Tu podnosi głos coraz więcej uczniów Chrystusa, którzy starają się wracać do źródeł i odkrywają, jak wielka pomyślność płynie ze stosowania bożych przykazań, nie tylko tych dziesięciu znanych z lekcji religii, ale WSZYSTKICH. Jednocześnie są tak radykalni i zapamiętali w machaniu mieczem Słowa, gromieniem i napominaniem, że już nawet nie przebąkują o łasce, miłosierdziu i takich tam… Tymczasem Apostoł Piotr pisze:

bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest (BT) lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste (BW) lub: z cichością i z bojaźnią, mając sumienie dobre (BG) – I Piotra 3:15-17

Toteż i na tym blogu staram się być łagodny, zapraszać do podjęcia tych samych starań i wyzwań, co ja, a nie głosić ex cathedra, walić wersetami po głowie i pokazywać, w jakim głębokim bagnie siedzi czytelnik. Bo zawsze jest ryzyko, że siedzi w nim razem ze mną. A wczoraj stwierdziłem, że to musi być jedno z najłagodniejszych wezwań do porzucenia relatywizmu i przejęcia się bogactwem i liczbą bożych przykazań, przeczytajcie sami (to znany fragment):

Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. (II Tym. 3:16)

Przeczytałem to jako wstęp do lektury 613 przykazań żydowskich. – Sześciuset trzynastu?! Zwariowałeś? Może jeszcze dasz się obrzezać? ­– Zapyta ktoś. – Obrzezać pewnie nie, ale zostawmy emocje na boku i pomówmy o pozostałych. Może któreś mają sens. Próbowałeś? To nie mów „nie”…