Odbieram dobre wychowanie

Dziś nieźle pogrzebałem, wybebeszyłem tekst polski, angielski i hebrajski. Wszystko po to, żeby pojąć coś bardzo ważnego, przynajmniej dla mnie. Pytam: po co to wszytko, to czytanie Biblii (zgodnie z planem w lutym skończę czytać całą!). Po co się tego uczyć, interesować? Podpowiedź mam u Salomona.

W pierwszym rozdziale (w.3) jego „przypowieści / przysłów” jest napisane, że służą one temu, by:

  • odebrać, przyswoić, zdobyć

  • nauki, pouczenie, ćwiczenie, instrukcje, przestrogę, staranne wychowanie, mądrość, umiejętność

  • rozważnego, roztropnego zachowania, życia, postępowania, dyscypliny (w zakresie:)

  1. sprawiedliwości/rzetelności/uczciwości (tsedeq, צדק) – słuszności, posłuszeństwa, poszanowania prawa;

  2. prawa/prawości, cnoty, prostolinijności (mishpat, ומשפט) – wyroków, rozporządzeń;

  3. sądu/szczerości-transparentności-przejrzystości/prześwietlenia (meyshar, ומישרים) – spełniania wymagań.

I oczywiście odnosi się to wprost do tej księgi przysłów. Ja jednak uważam, że można to równie dobrze rozumieć jako wstęp, przypis do całej Biblii.

Na końcu jest obrazek tekstowy, gdzie można prześledzić, jak tłumacze się mordują z tym jednym wersetem. Tyle różnych wersji! Po przeczytaniu wszystkich nie wiedziałem już, o czym to. Dlaczego? Bo te trzy żydowskie pojęcia są zrozumiałe w pełni tylko dla… Żyda, który to wyssał z mlekiem matki i nauczył się w szkole. Tłumacz musi to trafnie przełożyć „na nasze”.

I ja też zabawiłem się w tłumacza. Być może cała zabawa polega na tym, że są to wyrazy bliskoznaczne. Trzeba więc zlepić wszystko razem jak różnobarwne kulki plasteliny, pomiętosić, pomieszać i tak połknąć.

A może dobrze jednak trochę pofilozofować? Bez przesady, ale zastanowić się chociaż, czym się różni jedno od drugiego i od trzeciego. Ja widzę to tak (trochę projektowo): mam cel (prawo), realizację (sprawiedliwość), ocenę (sąd). Co ciekawe, ta „realizacja” została wymieniona na pierwszym miejscu, jakby nie po kolei.

To mówi mi coś istotnego: dobre uczynki (sprawiedliwości), np. troska o sieroty i wdowy – nie mają być wykonywane z nieustannym oglądaniem się na wskaźniki ustalone przez szefa. Czy już osiągnąłem, co trzeba? Również daleko jeszcze do końcowego sądu – ewaluacji, oceny, podsumowań – to rzecz Boga, nie moja (choć autokorekta na każdym etapie jest cenna).

To Bóg poucza mnie, jak ten cały bałagan powinien wyglądać (prawo), a jak wygląda (sąd). On wskazuje drogi i bada serce.  Ale najpierw daje pragnienie po prostu pięknego, owocnego, dobrego życia (sprawiedliwości, świętości). Coś, co pociąga, nie straszy!

170125_przyslow1-3

Poza kolejką

Gwałtowny szturm na drzwi Lidla o 6 rano, pierwszego dnia promocji? Wzór do naśladowania! Bo tak właśnie od czasów Jezusa wygląda zbawienie. Takie ma być dzisiaj moje dobijanie się do bram nieba.

To jest kolejny odcinek z cyklu „Na tropie pozornych sprzeczności w Biblii”. Wpisuje się też w stary spór pt. „czy prawo Mojżesza wciąż obowiązuje”. Ale najciekawsze w słowach Jezusa jest, że się „każdy gwałtem wdziera do Królestwa” – co to ma znaczyć?

Prawo i Prorocy byli do Jana. Odtąd jest głoszone królestwo Boże i każdy się do niego gwałtem wdziera. I łatwiej jest niebu i ziemi przeminąć, niż przepaść jednej kresce prawa. (Łuk. 16:16-17, PUBG, zob. też Mat. 11:20)

Dwa wersety, a zamęt w głowie na dwie godziny. Najpierw przychodzi mi obraz uchodźców, którzy poza kolejką, bez spełniania jakichkolwiek formalnych wymagań, gwałcąc zasady ochrony granic, niekontrolowanym strumieniem napływają na terytorium obcego kraju.

Za sobą zostawiają ojczyznę, do której pewnie już nie wrócą. Trochę tęsknią, ale tu im będzie lepiej. Chcą zostać poddanymi króla i zasymilować się w jego państwie. Zupełnie tak, jak każdy (grzeszny) człowiek, przychodzący do Boga. Jeśli jest tu coś gwałtownego, to… pokuta i żarliwa wiara zdolna znosić przeciwności: „błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie (…) do nich należy królestwo” (Mt 5:10).

I co tych uchodźców jeszcze czeka? Muszą podporządkować się prawu. Ciekawe, że Jezus mówi o końcu prawa (Jan Chrzciciel jest cezurą) i jednocześnie o jego niezachwianej trwałości. O co chodzi?

Znów podkopuje autorytet faryzeuszy, którzy uczynili sobie z tego systemu źródło sporych dochodów. Bo to oni wpuszczali i wydalali z Królestwa. A właściwie, mówi Jezus, „sami nie weszli i innym wejść nie dali”. Ale już niedługo! Bo Król zaprowadza nowy porządek. Posyła Zbawiciela, przywraca rządy nad sercami gwałtowników, których urzekła Jego miłość.

Pożywka męskiego ego

Czym tu się chwalić? W męskim świecie wiecznego (i przez to zgubnego) współzawodnictwa nie jest to akurat problemem; podać przynajmniej 3 powody do przechwałek: 

  1. Znam się na rzeczy.
  2. Nie wymiękam.
  3. Stać mnie.

Co ciekawe, podobnie widzi to Bóg. Tylko jakby od drugiej strony…

Tak mówi Wiekuisty: Niechaj mędrzec nie chwali się swą mądrością; niechaj dzielny nie chwali się swoją dzielnością; niech bogaty nie chwali się zamożnością. (Jer. 9:22, NBG)

Ok, zaorane. Pytam więc od nowa: czym tu się chwalić? Nie dla próżności, tylko jakiegoś poczucia, że to wszystko ma sens, że jest fajnie, a na półmetku (czterdziecha) nie przydarzy mi się głęboki dół i kryzys, a na finiszu nie odechce mi się żyć.

Lecz kto się chce chwalić, tym niech się chwali, że zrozumiał i poznał Mnie, że Ja, Wiekuisty spełniam miłość, sąd i sprawiedliwość na ziemi, oraz że mi się to podoba. (23)

Chwalić się, że znam Boga, to jak rozpowiadać, że poznałem ocean. Ale dla ułatwienia podano punkty orientacyjne, nawigacyjne, nazwy atoli, zatok i basenów: miłość, sąd i sprawiedliwość.

To świetny materiał do medytacji. Pierwsza (znamienne!): miłość. Jak Bóg mi ją okazał? Sąd: jak mnie naświetlił? Jakby lampą na przesłuchaniu, jak rentgenem. Sprawiedliwość: czy wtedy zapragnąłem wrócić – znów kochać i być kochanym? Czy przeciwnie? Na co zasłużyłem?

To samo w kółko i od nowa, te trzy. Miłość, sąd i sprawiedliwość. I srebro się wytapia, oczyszcza. Po raz enty. Jest się czym chwalić! Skromnie, ale… znam Go.

Daj się uwieść

Dziś rozważam, a może lepiej powiedzieć: rozkoszuję się kolejny raz różnicą między przymierzem starym i nowym; tym, co opisane w Starym i w Nowym Testamencie.

Dlaczego? Bo czytam bezkompromisowy list do Hebrajczyków tj. Żydów – tych, którzy stali się uczniami Jezusa. Bezkompromisowy o tyle, że wycina do korzenia całą wiarę w prawo mojżeszowe – dla żydów świętość nad świętościami.

Piszę „do korzenia”, bo nie całkiem. I to jest w tym najpiękniejsze. Nie będzie miał racji ani ten, kto prawo odrzuci, ani ten, kto będzie się go trzymał. A co pisze Paweł?  

A gdy [Bóg] mówi „nowe”, uznaje pierwsze za przedawnione; a to, co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zaniku. (Hbr. 8:13, PUBG)

BLISKIE zaniku, a jednak nie zupełnie usunięte. Bo przecież chwilę wcześniej czytam pawłowy cytat z proroków:

Takie zaś jest przymierze, które zawrę z domem Izraela po tych dniach, mówi Pan: Dam moje prawa w ich umysły i wypiszę je na ich sercach. (w.10)

A więc prawo wciąż ma znaczenie. Może to jakieś inne prawo? Nie, to samo – Boże. No więc przedawnia się, czy nie? I tak, i nie. Tak, bo już nie używam prawa z kamiennego lub papierowego kodeksu, by oskarżać (siebie) za wykroczenia i składać ofiary dla usprawiedliwienia się. 

Ale używam prawa z kodeksu wypisanego w umyśle i na sercu. A jaka różnica? Kolosalna! Czym jest serce? To siedlisko uczuć. Przewrotne. Ale cenne. To mój największy skarb. A do tego umysł – logiczny, który pomaga ocenić pożądanie serca.

Jeśli więc Bóg uwiedzie mnie, posiądzie mój rozum i moje serce, to od razu zapisze je prawem, splecie prawo z tą miłością i myślami. Chodzenie Jego drogą – kochać Boga, kochać ludzi – będzie efektem permanentnej wdzięczności.

Wdzięczności większej niż pamięć Izraela o wyjściu z Egiptu, zaopatrzeniu na pustyni etc. To jest wdzięczność za krzyż Jezusa – absolutna tak, jak Jego poświęcenie. Nie dająca wyboru. Słodka. Ważna, kluczowa.

Rozkaz? Sama przyjemność

Wyobraźmy sobie rodzinę, w której dzieci z radością i podnieceniem czekają na kolejne polecenia rodziców, niczym na prezenty gwiazdkowe. Mrzonki?

Wyobraźmy sobie wojsko, w którym każdy szeregowy nie może doczekać się następnej porcji pompek lub powołania na front. Szaleństwo?

Wyobraźmy sobie państwo, gdzie urzędnicy z uśmiechem na twarzy i uczuciem ulgi witają wszystkie nowe rozporządzenia ministra. Utopia?

Wyobraźmy sobie firmę, w której pracownicy z tęsknotą wyczekują następnych maili od szefa z dopiskiem ASAP. Korpo-obłęd?

Ani podwładni, ani władcy nie są tak doskonali, żeby te wizje się urzeczywistniły. I nie będą. Ale wyobraźmy sobie jeszcze jedną rzecz, która jest możliwa: świat, w którym wszyscy ludzie z zadowoleniem zaczytują się w Słowie, rozmawiają z Bogiem i są mu posłuszni, odnajdując się w tym doskonale.

Rozkazy Wiekuistego są proste, rozweselają serce; przykazanie Boga jest jasne, oświeca oczy. (Ps 19:9, NBG)

Jakie można mieć jeszcze wątpliwości? Doskonałe rozkazy nie wymagają dyskusji, tylko ochoczego wykonawcy. Pierwszym takim, który mi przychodzi na myśl, jest przykazanie siódmego dnia (szabatu) – oddzielenia go, uświęcenia dla Boga.

Czy wypełnienie tego prawa nie jest radosne? Czasem bywa trudne, wymaga zmiany nawyków, przyznaję i wiem z autopsji, ale… jest radosne. To samo przecież z zakazem zabijania, cudzołóstwa itd. Czy muszę coś dodawać?

„Sprawiedliwie” to nie tak, jak myślisz

To niesprawiedliwe! On dostał mniejszą karę! On dostał w nagrodę tyle co ja, a ja więcej zrobiłem! On to, on tamto… Takie dziecinne teksty słyszymy od… dzieci, bo dzieci nie do końca rozumieją jeszcze zasady, jakimi się to życie rządzi.

A mam wrażenie, że nie tylko one. Że ja też i wielu ludzi czuje się czasem zagubionych w tym, jak należy oceniać, rozstrzygać, sądzić. Jak rozumieć decyzje niezrozumiałe. Wszystko dlatego, że nie można wszystkiego wyliczyć. Opisać świata zero-jedynkowo, czarno-biało. Napisać paragrafu na każdą okazję. Nie można być tylko prawym.

Trzeba też być sprawiedliwym. Uwzględniać intencje, dostrzegać skruchę, okoliczności łagodzące i zaostrzające. To czym jest sprawiedliwość? Nie wiem, jak uczą prawnicy, ale wiem, co jest napisane w Biblii:

O Twej wielkości rozpowiem, zatem będą opiewać potęgę Twoich wspaniałych czynów. Rozgłoszą pamięć Twej wielkiej dobroci, zatem będą opiewać Twoją sprawiedliwość. (Ps. 145:6-7, NBG)

Ponoć hebrajska poezja, w tym psalmy, często posługuje się powtórzeniami. To pomaga w interpretacji, bo poszerza zrozumienie jednego zdania poprzez drugie, uzupełniające. Tak jest i tutaj: Bóg jest wielki, bo jego czyny są wspaniałe. Jest dobry, bo sprawiedliwy.

Dziwne? Być może. Nie wierzysz? Sprawdź, postudiuj sam. Dla mnie tak to wygląda. I pomaga. Na przykład ostatnio zagotowało się we mnie na widok auta zaparkowanego na ścieżce rowerowej. Wziąłem telefon, cyk – fota. Ciach, adres policji, piszę: jestem oburzony…? Nie, wróć… Nie mogłem pozostawić tego bezkarnie…? Nie, tak też nie.

Czekaj, przecież ostatnio sam mogłem dostać mandat. A skończyło się na upomnieniu. I co? Byłbym teraz jak ten sługa, o którym mówił Jezus, że mu darowano dług, a on zaraz biegnie i dusi własnego dłużnika. Byłbym niesprawiedliwy. Zacząłem się wahać. Ostatecznie wysłałem skargę. Napisałem, że proszę o upomnienie dla niego. I tyle. Powinien przynajmniej poczuć się nieswojo.

Nie wiem i już nie dbam o to, jak sprawa się skończy, ale myślę na nowo o sprawiedliwości, że to nie tylko trzymanie się prawa. A jeśli nawet, to nie w tym sensie, że wyznajemy grzechy JEDNI DRUGICH. Nie, raczej JEDNI DRUGIM, jak jest napisane (Jak. 5:16). Chcesz być sprawiedliwy? Wypełniaj prawo. A prawo każe kochać.

Na deser oddaję głos Hiobowi:

uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna. (…) serce wdowy rozweselałem, przyodziewałem się w sprawiedliwość i ona mnie okrywała; moja prawość była mi jakby płaszczem i zawojem. Byłem oczyma dla ślepego i nogami dla chromego. Byłem ojcem dla biednych (…) Kruszyłem szczęki krzywdziciela i wyrywałem łup z jego zębów. (Job. 29:12-17, BW)

Było źle, ale było warto

Nie wiem jak wy, ale ja najlepiej wspominam te rzeczy, które nie były najprzyjemniejsze, za to dziś wiem o nich jedno: już ich nie ma. A ja jestem i mam się dobrze.

Dałem radę, wytrzymałem, przetrwałem, przebrnąłem, doszedłem. Było źle, trudno i nie tak, jak chciałem, zamierzałem, marzyłem, ale… Czyż teraz nie jestem silniejszy, mądrzejszy, szczęśliwszy?

Pamiętam choćby taką sytuację w górach, ukraińskich Gorganach: zaszliśmy ścieżką w ślepy zaułek; za nami zaginiony, nieoznaczony szlak. Przed nami nieprzebrane połacie kosodrzewiny i głazów.

Zdołaliśmy znaleźć awaryjne miejsce na rozbicie namiotu tuż przed zachodem słońca, podrapani do krwi, wycieńczeni, niepewni powodzenia dalszej wędrówki i… szczęśliwi.

Tam, przy ognisku, po kąpieli z małej, górskiej strużki było nam naprawdę błogo, choć tego dnia poznaliśmy swoją słabość. I również nauczyliśmy się czegoś. Dzięki temu i podobnym doświadczeniom mogę trochę rozumieć słowa psalmisty:

„Błogo mi, że byłem poniżony, bowiem nauczyłem się Twoich ustaw.” (Ps.119:71, NBG)

To było dla mnie dobre, że zostałem upokorzony, utrapiony, zmartwiony, coś mi dolegało, dopuściłeś do mojego cierpienia, moje kłopoty i troski wyszły mi na dobre, bo zmusiły mnie do nauki twoich zasad, praw; to mnie nauczyło uważać na twoje słowa. Było mi dane posiąść tę wiedzę, umiejętność.

Specjalnie parafrazuję ten werset tak obszernie, zgodnie z innymi tłumaczeniami, bo na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalny. Bądźmy szczerzy: masochistyczny. Ale jest w nim głęboki sens i prawda potwierdzona w naszych życiowych doświadczeniach. Tak, „naszych”, bo każdy takie ma.

Zrób mi serce

Dzisiaj piszę jak zwykle do siebie samego, ale też do innych osób, które gdzieś pod skórą czują, że cholernie dużo zawdzięczają Bogu. A wdzięczność jest decydująca dla wyniku na mecie życia. Dlaczego?

Jest taki moment w historii Izraela, który nazwałbym „długim pożegnaniem Mojżesza”. Mojżesz, jak wiemy, do Ziemi Obiecanej nie wszedł. Umarł na górze Nebo, z której tylko zobaczył Kanaan. Zanim 120-latek wdrapał się na szczyt, długo mówił i mówił, powtarzał ludowi prawo, dawał instrukcję i w tonie proroka przepowiedział, co się stanie, jeśli będą posłuszni, a co, jeśli nie będą. „Kładę przed wami życie i śmierć” itp. itd.

Co mnie zdumiewa, to wzmianka o wdzięcznych sercach, że Bóg im ich „nie dał”.

Ale WIEKUISTY aż po dzisiejszy dzień nie dał wam serca, by to zrozumieć; ani oczu, by widzieć; ani uszu, by słyszeć. (5 Moj. 29:3, NBG)

Nie dał zdolności zrozumienia, jak wiele łaski na nich spadło w drodze do Ziemi Obiecanej. Dlatego odwrócą się od Niego i za to spotka ich kara – te wszystkie katastrofy opisane w Ks. Powtórzonego Prawa 28 r.

No to co? To znaczy, że od Bożego „tak albo siak” zależy moje… wszystko? Życie i śmierć? Błogosławieństwo i przekleństwo? Że mogą wolna wola tutaj nie działa?

Nie. To nie tak. Bo zaraz czytam przepowiednię tego, co się stanie, gdy Izrael, utrapiony nieszczęściami, zawróci do swojego Boga.

WIEKUISTY, twój Bóg, przysposobi twe serce oraz serce twojego potomstwa, byś miłował WIEKUISTEGO, twojego Boga, całym sercem i całą twoja duszą, w celu twojego życia. (5 Moj. 30:6, NBG)

To, co prawda, znów brzmi jak uznaniowe działanie Boga, „widzimisię”. Ale kiedy to się stanie? No właśnie wtedy, kiedy…

przyjdą na ciebie wszystkie te rzeczy – błogosławieństwo i przekleństwo, które ci przedłożyłem – a weźmiesz je sobie do swego serca (…) i nawrócisz się do Wiekuistego, twojego Boga całym sercem i całą twoją duszą, posłuchasz Jego głosu we wszystkim, co ci dziś przykazuję – mówi Mojżesz (30:1-2).

Zatem z nawróceniem jest związana wielka nadzieja; nie tylko błogosławieństwa, ale też tego, że Bóg zajmie się moim sercem, że będzie wdzięczne. A ja sam ufny, pełen radości i utwierdzony na dobrej drodze.

Zagadka łaski rozwiązana!

Tyle razy poruszałem ten temat, ale… „nie przykrzy mi się pisać jedno i to samo”, by użyć słów Apostoła Pawła. Nie przykrzy mi się powracać do tematu prawa i łaski. Bo to jeden z najpiękniejszych tematów. I najprostszych.

Religia mówi: „przestrzeganie prawa doprowadzi cię do łaski”. Bóg mówi: „moja łaska doprowadzi cię do przestrzegania prawa”. A autor listu do Rzymian mówi:

…i obecnie pozostała resztka [wiernych Bogu] według wyboru łaski. A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską. (Rz. 11:5-6, BW)

Jeśli łaska ma przywodzić do dobrych uczynków, a nie odwrotnie i jeśli w ogóle zbawienie jest z łaski, to… jak tę łaskę osiągnąć? Dobre pytanie. To jest bardzo dobre pytanie! Paweł nieco to rozjaśnia w następnych zdaniach:

ty, będąc gałązką z dzikiego drzewa oliwnego, zostałeś na ich miejsce wszczepiony i stałeś się uczestnikiem korzenia i tłuszczu oliwnego (11:17) trwasz dzięki wierze; nie bądźże hardej myśli, ale się bój. (20, BG)

Trwam wszczepiony w Żydów jak dzika gałąź w szlachetne drzewo oliwne. (Czy to stąd nazwa stacji tv? Byłoby miło). Trwam dzięki wierze w Jezusa. A sam Jezus też tego uczył:

Trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. (Jan. 15:4, BW)

Bardzo ładne potwierdzenie. Bo to się musi zgadzać, jak w matematyce. Najpierw łaska wybrania, wszczepienia i trwania w Nim, czerpania soków, potem oczyszczenie przez słowo i wreszcie owoce – uczynki.

Uwierzyć i trwać – czy to wystarczy do osiągnięcia łaski? Tak. Tylko że… co to znaczy: „trwać”? Ha, to jest najpiękniejsze, bo trudne do wyrażenia. Można próbować; jakąś poezją, obrazami. Można tłumaczyć, jak dowcipy. A najlepiej… przeżyć samemu. Spróbować… trwać. Czerpać. Spotykać się z Nim. Bo bez Niego nic nie mogę uczynić.

____________________
* Dodatek: polecam moją grafikę nt. trwania w krzewie winnym: „obfituj„.

Wojna na policyjne pały

Hajże, kto brudny, tego pałą!!! Po łbie! Aj, zakotłowało się.
– Hej, przestańcie się nawzajem okładać tymi policyjnymi pałami!
Opuścili ręce. Zamarli.
– Spójrzcie na siebie. Ty. I ty, i ty. Jacy brudni jesteście.
Zaczęli siebie oglądać. Pocierać brudne łapy, szyje. I nic.
No więc znów się biją. Każdy siebie po łbie.
– Nie! Nie! Nie, siebie też nie bijcie!
Zobaczcie, wierzycie. Zobaczcie, jesteście czyści.
Po raz pierwszy pojawiły się uśmiechy. Pały poleciały… na bok.
– Nie, znów źle robicie, nie wyrzucajcie ich! Noście je.
Bo gdzie są pały, tam się pamięta o brudzie.
A gdzie wcześniej był brud, tam tym jaśniej świeci czystość.

Wszyscy jak dzieci, bawili się w tych policjantów. Taką lekcję daje im Paweł. Zaczyna od połajanki. Do szeregu zbiórka! List do Rzymian:

Jesteś bez wymówki, człowieku, kimkolwiek jesteś, który osądzasz. Bo w czym osądzasz drugiego, osądzasz samego siebie, ponieważ (…) robisz to samo. (2:1, PUBG)

No to pora spojrzeć na czubek własnego nosa. I to wcale nie jest przyjemne.

Ty więc, który uczysz drugiego, samego siebie nie uczysz? Ty, który głosisz, że nie wolno kraść, kradniesz? (2:21)

No tak, powinienem przestrzegać wszystkiego, wtedy byłbym czysty. Nie?

Z uczynków prawa nie będzie usprawiedliwione żadne ciało (…) Wszyscy bowiem zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga, a zostają usprawiedliwieni darmo, z jego łaski, przez odkupienie, które jest w Jezusie Chrystusie. (3:20,23-24)

A więc nie. Nie muszę się biczować za wszystkie moje przestępstwa.

Człowiek zostaje usprawiedliwiony przez wiarę, bez uczynków prawa. Czy więc obalamy prawo przez wiarę? Nie daj Boże! Przeciwnie, utwierdzamy prawo. (3:28,31)

Jak to, czyli jednak prawo się przydaje? Prawo, które mi nie pomaga w zbawieniu, a tylko przeszkadza? A tak, przydaje się.

Gdyż prawo sprowadza gniew, bo gdzie nie ma prawa, tam nie ma przestępstwa. (4:15)

Po cóż miałbym szukać łaski, jeśli nie czuję się winny? A jak czuć się winny, nie znając żadnych zasad? Tylu już ludzi się obraziło na upomnienia. Tylu mówiło „nie strasz piekłem”. A żaden nie pomyślał o łasce.

A prawo wkroczyło po to, aby obfitował grzech. Lecz gdzie grzech się rozmnożył, tam łaska tym bardziej obfitowała. (5:20)

Jeśli już łaska się wylała, to nie potrzeba więcej grzechu. Wystarczy pozostawać wdzięcznym. Wystarczy pamiętać prawo i pamiętać grzech, i pamiętać łaskę. I nie „gardzić bogactwem jego dobroci, cierpliwości i nieskwapliwości, i wiedzieć, że dobroć Boga prowadzi mnie do pokuty” (2:4).