Szczęście na zawołanie

– A czy masz jakieś swoje marzenia? – zapytał ktoś Wiolę – misjonarkę. Zamyśliła się i zamilkła na moment. Od przeszło godziny mówiła bez przerwy: o tym, co w ostatnim czasie robiła, czego doświadczyła, nauczyła się, cudach, które widziała i świadectwach Bożego działania, które słyszała.

– Ale co, chodzi ci o takie osobiste? No tak, może chciałabym zobaczyć Gruzję, Grenlandię, ale… właściwie najbardziej bym chciała mieć w końcu taki czas tylko na bycie z Tatą, z Bogiem. Często za tym tęsknię.

Ostatnio myślałam o tym – ciągnęła dalej – i do tego chcę was zachęcić, żeby w każdej sytuacji znajdować Boga, słuchać i cieszyć się Jego obecnością. Usłyszałam to od Niego wyraźnie, że nie ma takich okoliczności, które mogłyby nam przeszkodzić. Kiedy byłam w Sudanie, czułam, że On jest, nawet jak żołnierze… jak kule latały dookoła -wspominała Wiola z jakimś nieadekwatnym spokojem.

Myślałem o tym i o dwóch fragmentach, które moja znajoma misjonarka przywołała:

Zatem Szarak, Meszak i Abedne odpowiedzieli, mówiąc królowi: (…) Oto będzie, że Bóg, którego my chwalimy i który jest władny wyrwać nas z pieca pałającego ogniem – On nas wybawi! A jeśli nie, niech ci będzie wiadomo, o królu, że nie będziemy czcić twoich bogów, ani kłaniać się złotemu obrazowi, który wystawiłeś. (…) A trzej związani mężowie Szarak, Meszak i Abedne, wpadli w środek pieca pałającego ogniem. (Dan. 3:16-18,23, NBG)

I drugi cytat:

To wam powiedziałem, abyście mieli pokój we mnie. Na świecie będziecie mieć ucisk, ale ufajcie, ja zwyciężyłem świat (Jan 16:33, PUBG)

Jak to: zwyciężył świat, a mimo to na tym świecie będziemy mieć ucisk? To po co zwyciężył? Po co umarł i powstał z martwych? – Nie po to, żeby zmieniać trudne okoliczności. – Komentowała Wiola. – Nie po to, żebyśmy mogli uniknąć ognistego pieca. Choć to się czasem dzieje. OK. Ale krzyż był głównie po to, żebyśmy bez względu na wszystko, co się wokół dzieje złego, mogli spokojnie być przed Nim, bo… nie ma nic słodszego.

PS.

Umiłowani, nie dziwcie się temu ogniowi, który na was przychodzi, aby was doświadczyć, jakby was coś niezwykłego spotkało; (I Ptr. 4:12, PUBG)

Łaska i pokój

Czego życzę znajomym, kiedy ich spotkam? Dobrego dnia, czasem zdrowia, powodzenia, dobrej zabawy, miłego weekendu… – zależy od sytuacji. A gdyby tak… mieć jedno pozdrowienia na każdą okazję?

Każdy prawie list Pawła, prócz jednego, czyli dziesięć, a ponadto oba listy Piotra i drugi Jana zaczynają się od tego samego pozdrowienia. Szok i niedowierzanie! Można więc sądzić, że to było w czasach pierwszych chrześcijan zwrotem popularnym i nie pozbawionym treści. Przeciwnie…

Łaska i pokój! Niech będą z tobą łaska i pokój naszego Pana – Chrystusa Jezusa! Można to pozdrowienie pawłowe przebiegać wzrokiem bez grama refleksji, ale można też zapytać: dlaczego? Dlaczego zawsze tak samo? Cóż to za łaska i jaki pokój??

Gdybym ja mówił do kolegów nie: czołem! Cześć! Dzień dobry! Ale: łaska i pokój! – Czy wiedziałbym, co to znaczy? Oczywiście i kiedy o tym myślę, jestem bardzo zachęcony! Łaska – jednoznacznie kojarzy się z przebaczeniem. A poza tym z uświęceniem, czyli uzdolnieniem do spełnionego życia; wolnego od nałogów i chciwości, owocnego i obfitującego w dobre uczynki. Dzięki łasce dostaję od Ducha Świętego: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość

Pokój – to jest stan umysłu albo duszy, stan człowieka w ogóle, czyli też ciała i ducha, w którym nic mnie nie… niepokoi. Nawet, gdy trochę brakuje mi pieniędzy, nawet gdy dzieci zachorują, nawet gdy bywa ciężko, ale też, kiedy lekko na sercu, zawsze wiem, że mój Pan żyje i trzyma wszystko w swoim ręku! On przecież zwyciężył świat! I obiecał, że da mi pokój – nie tak, jak daje ten pokonany świat. Ale tak, jak to zamyślał Bóg od początku, w Edenie.

A więc kochani! Łaska i pokój! Łaska i pokój niech będą ze mną i z wami!

​Siedem rzeczy, których uczę się od dzieci

Że nie tylko dorośli uczą dzieci, ale jest też na odwrót – to jasne. Czego się można od dziecka nauczyć? O, bardzo wielu rzeczy. Wymienię tylko siedem. Ale za to jakich!

Inspiruje mnie fragment listu do Galacjan, cechy charakteru, które Apostoł Paweł nazywa „owocami Ducha” i dodaje, że jeśli one z człowieka „wyłażą”, to nie straszne mu srogie przykazania.

Kiedy o nich myślę, to wychodzi, że wszystkich można się nauczyć jako… rodzic. Nie jest to łatwe, nie jest pozbawione westchnień zwątpienia i udręki – „o losie” lub „o Boże”, ale… może to najkrótsza droga.

Miłość – kiedy śpi, patrzę w jego/jej piękne, zamknięte oczy, zapominam o wszelkich trudach i myślę, że kocham go/ją tylko dlatego, że jest.

Radość – kiedy nieszczęśliwy chciałbym się schować w skorupę, jeszcze pięć minut pospać, a jakaś mała twarz pochyla się nade mną uśmiechnięta: „pobawimy się tato?” – Tak, pobawimy.

Pokój – kiedy wracam z pracy do domu, a tu… nie ma spokoju. Kogo pocieszyć,  zabawić, wyręczyć? Proste, jasne. Druga praca? Ale jaka błogosławiona!

Cierpliwość – kiedy dziecko chce zrobić coś samodzielnie, a ja już nie mogę na to patrzeć. I mówię tylko: Dobrze, próbuj dalej, dasz radę.

Życzliwość/uprzejmość – kiedy prosi: – Jeszcze raz! Jeszcze raz! – Bolą mnie już plecy. – No dobrze, jeszcze trzy razy…

Dobroć – kiedy nie mam ochoty robić śniadania nawet sobie, ale jakoś tak jest, że zaczynam od czegoś dla tych małych.

Wiara/ufność – kiedy się troszczę, jakie będą, gdy dorosną i zauważam, że tak bardzo mnie naśladują. Jeszcze trochę ufam sobie, zasadom, a wreszcie… już tylko Bogu.

Łagodność – kiedy boi się psa, ciemności, samochodu. Odburknę: nie wygłupiaj się, śpisz przy zgaszonym, no chodź żesz! Hm. Przytulam, palę lampkę, biorę na ręce.

Powściągliwość/panowanie nad sobą – kiedy zrobi coś okropnego, głupio, nieposłusznie, skrzywdzi. Och, niech teraz pozna gniew! Stop. Nie. Patrzę w przestraszone oczy. Myślę dwa razy i… daję nauczkę.

Sukces to dom

Nie wiem, jak chcą „wszyscy”, ale ja… chcę sukcesu! Nie jest on moją obsesją, ale go pragnę. Nie zniechęca mnie nawet to, że jest ulotny. A inspiruje mnie… no właśnie, kto?

Kiedy tylko przeczytałem ten werset, zaświeciło mi się w nim jedno słowo (już wiecie, które) – tak, jak bryłka złota wyłuskana z sita:

Dlatego Wiekuisty będzie z tobą, mój synu! Odniesiesz SUKCES i zbudujesz Dom Wiekuistego, twojego Boga, jak o tobie mówił. (I Krn 22:11, NBG)

Aha! TO jest sukces! Dom mojego Boga. Coś fizycznego. A co konkretnie? Katedra? (Po niemiecku, nomen omen, der Dom). Nie, mi jako pierwsze przychodzi na myśl stworzenie tego Domu we własnym domu.

Mieć rodzinę – to moje spełnione marzenie, ale jest coś więcej. Bo jest coś dalej. Chcę przecież, żeby codzienność była niecodzienna, żeby moje „cztery ściany” były miejscem spotkania z Tatą, uwielbienia Go, dziękowania, ofiarowania Mu uwagi, zwierzania się, radości itd.

Ciekawe jest to, jak bardzo pragnął tego Dawid. Bóg zapowiedział mu, że nie on, ale jego syn zbuduje świątynię. Dawid, widocznie nie mogąc się doczekać, zebrał większość potrzebnych kosztownych materiałów i przekazał wizję swemu młodziutkiemu następcy, Salomonowi.

W historii nie brak megalomańskich projektów budowlanych. Ale świątynia Salomona do nich nie należała. Co ją wyróżniało? Co wyróżnia moje pragnienie od innych, strasznie lub wręcz chorobliwie ambitnych planów?

Pokój. Boski szalom. Jak mówił Jezus, „nie taki pokój, jak świat daje, ja wam daję”. A taki pokój był obiecany Salomonowi. Budowa świątyni nazwana „sukcesem”, była częścią tej wizji:

…za jego [Salomona] dni dam Israelowi pokój wraz z odpocznieniem. On zbuduje Dom Memu Imieniu (w. 9-10)

– Powiedział Bóg. Życzyłbym sobie podobnego błogosławieństwa, przeznaczenia, namaszczenia, sukcesu właśnie.

Błogosławieni, szukający guza

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój – to tak, ale… szukający guza? To nadinterpretacja. Może i tak, ale w praktyce czy to nie wygląda podobnie?

Konflikty dzielą się z grubsza na takie, w które jestem sam zamieszany, i takie, w których nie jestem stroną. A czasami… trudno rozeznać. Tak jak w przypadku Mojżesza, którego lud oskarżył, że jest ważniakiem, stawiającym się wyżej od reszty. Tymczasem Bóg miał swoje powody, by powierzać rolę przywódcy właśnie Mojżeszowi aż do końca jego dni.

Właściwie można więc powiedzieć, że była to sprawa między ludem, a Bogiem. A Mojżesz był bardziej przedmiotem, nie podmiotem sporu. Wygodne to i nie wygodne miejsce. Łatwo zostać posądzonym, że wtrącasz nos w nie swoje sprawy. Ale trudno tego nosa nie wtrącać, gdy się dzieje nieszczęście.

Przeto byłby ich [Bóg] wygubił, jak zamyślał, gdyby nie Mojżesz, wybraniec jego, który stanął w wyłomie przed nim, aby odwrócić gniew jego tak, aby ich nie wytracił. (Ps. 106:23, BW) Stanął pomiędzy umarłymi i żywymi, i plaga została powstrzymana. (4 Moj. 17:13)

„Stawać w wyłomie” – to dość wytarty slogan chrześcijański, który warto odświeżyć. Bo jakie są dzisiaj wyłomy? Jakie plagi? Są ludzkie grzechy i ich przykre konsekwencje, które jak pleśń zabierają życie kawałek po kawałku. Czasem ciężko jest się wtrącać, no bo nic na siłę. A z drugiej strony, jak tego nie robić??

W efekcie próba wstawiennictwa, zaprowadzania pokoju, próba powiedzenia wyraźnego „NIE” często przypomina szukanie guza. Na przykład: próby rozmowy z ludźmi, którzy nagabują do prostytuowania się. To pierwsze mi przyszło na myśl, bo właśnie wczoraj o tym czytałem. Z życia.

„To nie moja sprawa, żyją jak żyją, każdy ma prawo…” – tak można mówić i tym samym… wymawiać się. A znowu wchodzić między młot i kowadło… po co mi to? Trzeba wyczucia, mądrości, współczucia, miłości, siły i delikatności. Trzeba nie byle kogo. Jakiegoś Mojżesza. Jakiegoś współczesnego… mnie?

Dbam o siebie

Jakiś wypad do spa albo chociaż sauny. Jakieś pyszne, zdrowe jedzonko. Trochę sportu, sporo snu. No i nie zapominać o ćwiczeniach duchowych. W końcu lepiej wejść bez oka lub bez nogi do nieba, niż w komplecie – do piekła.

Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, jak dbam o siebie, pewnie niewiele potrafiłbym odpowiedzieć. A przecież od tego wiele zależy. Zatracać się w poświęceniu dla jakiejś sprawy tak, żeby nie dotrwać do końca? Bez sensu.

Zrobić coś dla Boga? Najlepiej usłużyć komuś małemu. Ot, dziecku. Albo przeciwnie; zgorszyć dziecko. I zginąć. Czy są tylko dwie możliwości? Czarne-białe? A co wobec tego zrobić z tym wersetem:

Albowiem każdy ogniem będzie osolony. (Mar. 9:49, BW)

Jest to nawiązanie do ofiar ze zwierząt, solonych dla zachowania od zepsucia.

Każdą twoją ofiarę z pokarmów posolisz; żadnej twojej ofiary z pokarmów nie pozbawisz soli przymierza Boga twego. Przy każdej ofierze swojej składać będziesz i sól. (3 Moj. 2:13, BW)

Chodziło o to, by miejsce najświętsze nie było skażone, a ofiara pozostała doskonała. A więc ochrona przed nieczystością. Ale dlaczego solenie ogniem? To kojarzy mi się z robotą złotnika, który oczyszcza z nieczystości wewnętrznych, uszlachetnia. Psalmista pisze:

Albowiem doświadczyłeś nas, Boże, Oczyściłeś nas w ogniu, jak się czyści srebro. (Ps. 66:10, BW)

Mamy ofiarę osoloną ogniem. Pozostaje jeszcze pytanie: co to za ofiara? Czy nie ja sam? Apostoł Paweł pisał przecież:

Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. (Rzym. 12:1, BW)

Składać siebie w ofierze to nic innego, jak brać swój krzyż, a więc zapierać się własnych pragnień, a pielęgnować te, które daje mi do serca Bóg. Wtedy jest duchowa służba, o której tak mówi Jezus:

Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, mnie przyjmuje; a kto mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał. (Mr 9:37, BT)

Wracając do początku, zadbam o siebie. Dam się osolić ogniem, przejdę przez próby, będę zachowywać pokój i siebie w dobrej kondycji. Żeby sam nie zwietrzeć jak sól.

Sól, to dobra rzecz, ale jeśli sól zwietrzeje, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w samych sobie i zachowujcie pokój między sobą. (Mar. 9:50, BW)

Zaskakujący koniec świata? Aha, jasne

W poprzednim wpisie było o wolności i bezpieczeństwie. O tym, że obie te wartości są dzisiaj zagrożone, ale nie dla ludzi, którzy przestrzegają bożych praw i ufają Bogu, jego łasce. Kiedy to pisałem, natknąłem się na ten znany fragment, bo on też mówi coś o bezpieczeństwie:

A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną. Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył. (1 Tes. 5:1-4, BW)

„Pokój i bezpieczeństwo” – to dobre rzeczy. Nikt nie mówi, że nie. Tylko brzmią one trochę strasznie w ustach ludzi, którzy chcieliby „pokój i bezpieczeństwo” zaprowadzić na przykład przy pomocy policji. Im bardziej to się ziszcza, tym straszniej się robi, jak w dobrym filmie o zombie. Dzień Pański położy temu kres, przyjdzie zagłada. A dla wiernych Jezusowi – wybawienie. CNN będzie zaskoczone, jak zresztą wszyscy. Z wyjątkiem tych, o których pisze apostoł Paweł: bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył.

Nie w ciemności, czyli w świetle, czyli wszczepieni w Jezusa jak winorośl w krzew. Ich „dzień Pański” nie zaskoczy. Dlaczego? Może będą mieli swoich wróżbitów, proroków? Nie. Tajemne księgi? Nie. A może zaufają kalendarzowi Majów? Także nie. A może będą każdego ranka wyglądać przez okno i mówić sobie „to dziś!” Nie, nie, to też nie.

No więc dlaczego? Wszystkim innym opadną szczęki ze zdziwienia, trwogi i niedowierzania, a im nie? Powód jest prosty i już to napisałem: dlatego, że nie są w ciemności. Co to znaczy? Człowiek, który nie żałuje żadnego dnia, zawsze przebacza i zawsze prosi o wybaczenie, śpi snem sprawiedliwego etc. – taki człowiek nie będzie zaskoczony dniem prześladowania bądź śmierci.

– E, tam! – Ktoś powie. – Nikt nie powinien być zaskoczony dniem śmierci, bo nikt nie jest nieśmiertelny. Trzeba się jakoś nastawić na to, że pomrzemy. Shit happens i tyle. – To prawda. Ale jest też napisane, że „dzień Pański zaskoczy jak złodziej”. Zaskakujące będzie nie tylko to, że przyjdzie, ale też to, że zabierze coś cennego.

Albo i nie zabierze, pod warunkiem, że nie jestem w ciemności. Pod warunkiem, że mój skarb to Jezus. Takiego skarbu żaden złodziej nie zdoła odebrać.