Myśli na wodzy

Pewien człowiek słuchał kazania pt. „pilnuj swoich myśli”. – Ale jak? – Burzył się po cichu. – Przecież myśli sobie płyną! Jak ja mogę je kontrolować?

Jest takie powiedzonko: no pain, no gain. Po polsku, wersja łagodniejsza: bez pracy nie ma kołaczy. A jeśli wysilam się do bólu i dostaję coś, co mi nie wystarcza, nie zaspokaja? To dopiero nieszczęście. Ale Jezus miał odpowiedź i na to.

Odpowiedź na poczucie wypalenia, braku efektów, owoców, głodu sukcesu. Ta odpowiedź padła w przypowieści o siewcy, inaczej o słuchaniu Słowa.

Jako ludzie od wielu lat chodzący do kościoła możemy już czuć ten „wyższy level”; ja już usłyszałem, czytałem i rozważałem Słowo, nie zapominam, więcej! nie zgorszyłem się, trwam! Ha, ha! Ale!

…troska tego życia, oszustwo bogactwa i pożądliwość innych rzeczy, wchodząc, duszą słowo i człowiek staje się bezowocny. (Mar 4:19, NBG)

Zapala mi się czerwona lampka: kiedy staję się bezowocny? Kiedy jedne myśli są wypierane przez inne myśli, czyli zamiast słuchać, rozmawiać z Bogiem i o tym rozmyślać, moją głowę zajmuje:

  • skąd ja wezmę kasę na zimowe opony? (troski tego życia);
  • jak będę zarabiał więcej, będzie mi się lepiej żyło (oszustwo bogactwa);
  • czy nie byłoby super zmienić samochód już w tym roku? (pożądliwość innych rzeczy).

To proste rzeczy, niewinne. I tylko tyle? Wystarczy. Zarośnie pole chwastem. Nie będzie kołaczy, żadnej frajdy, no gain.

Kiedyś przyjdzie dzień lenistwa

Kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę musiał więcej pracować. Tak, może przyjdzie. Tylko będę patrzył czy nie gnije. Nie, wszystko dobrze się kręci. Wszystko leży, gdzie ma leżeć. Będę tu siedział i będzie mi dobrze. Nie, nie będzie!

Jeszcze tej samej nocy, po tym szczęśliwym dniu, na który tak długo czekałem, jeszcze tej nocy zażądają mojej duszy – odpłynie, pozostawi to ciało leżące wygodnie, zrelaksowane, ustawione do końca życia. Tak, ale czyjego? Zgromadziłem, ale proszę, co się okazuje, zgromadziłem wcale nie dla siebie. Kto inny będzie używał; jadł w mojej miseczce, siedział na moim krzesełku, spał w moim łóżeczku. Kto? Kto to ten inny? A czy to istotne? Nie ja.

A jednak długo pożyję. Będzie to przynajmniej kilkanaście wygodnych lat – równie bezowocnych, co ten wieczór – mój pierwszy wieczór w poczuciu, że już nic nie muszę, tylko… może jakąś większą stodołę, żeby pomieścić. Tak, trochę więcej niż potrzebuję  – znacznie więcej. Ale to nie grzech: mieć.

Czy jak mi się dziś sufit zwali na głowę, to od razu jestem większym grzesznikiem niż ci, którzy przespali noc spokojnie? Gdzie tam! Tacy sami jak i ja – żadni z nas pokutnicy. Tak samo jesteśmy siebie warci – jak jabłonki, które nie chcą dawać jabłek. Taka tylko różnica, że mnie sadownik ścina jutro, a ich jeszcze obłoży gnojem, poczeka, może nawóz co da, może puszczą. Ale gdzie tam. Zetnie je za rok. O tej samej porze. Już zanotował w kalendarzu.

A może jednak co wypuścimy – zawiązki owoców. Może nawet co dojrzalsze… Tak, tak zwana miłość do bliźniego. To dopiero owoc – to skarb! Bo przecież chciałoby się inwestować tak, żeby było pewnie – bez ryzyka i z wielkim zyskiem. Bez trosk i zmartwień. W biznesie to się nie da. Ilu to ludzi robiło firmy i nie umiało się wycofać w porę. Te firmy były jak dzieci.

A propos dzieci, w rodzinie też nie bardzo… Wycofać się? Opuścić dzieci i ich matkę? Nie płacić alimentów? Skrajna głupota, frajerstwo, porażka, draństwo. A nawet gdyby nie było to głupie, to przecież zbyt wiele serca włożyłem, żeby się teraz odwrócić. Żeby kiedykolwiek… Nawet, jeśli mnie kiedyś rozczaruje bycie mężem, bycie tatą. To przecież nie aż tak, żeby odlecieć. Nie? Bracia, wspierajcie!

Ale inwestycja w niebie – to nie rozczaruje. Jest pewne. Tam, kiedyś będę mógł spędzić wieczność w odpoczynku. Przy swoim skarbie, który nie niszczeje, nie stopnieje, nikt go nie ukradnie.

Na podstawie Ewangelii Łukasza 12-13.

Jak drzewo figowe, jak brama

Źle się dzieje. Ale dzieje się też dobrze. Jeśli na czymś można oprzeć nadzieję, to właśnie na tym, co dobre wokół, na powrocie Króla, mimo innych złości, okrucieństwa, zimnicy serc.

Słowa Jezusa z Ewangelii Marka 24 to zapowiedź czasów ostatecznych, czyli co się stanie, zanim przyjdzie koniec epoki, zanim On powróci „jak błyskawica, z wielką mocą i chwałą”. Jezus powiedział to zresztą na wyraźną prośbę uczniów. Polecam ten rozdział wszystkim „ciekawskim”.

Są wojny i wieści wojenne, wrogość narodów, głód, zaraza, trzęsienia ziemi, prześladowania, nienawiść i zabijanie sprawiedliwych, fałszywi prorocy i mesjasze, uchodźcy, pochwycenia do nieba.

A od figowego drzewa – mówi w końcu Jezus – uczcie się podobieństwa: gdy gałąź jego już mięknie i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi. (Mat. 24:32-33, BW)

Rzeczywiście figowiec – roślina o wyjątkowo twardym drewnie – mięknie, kiedy po zimie w jego gałęziach zaczynają krążyć mleczne, kauczukowe soki. Wypuszcza liście, rozpoczynając kolejny cykl wegetacji, którego kulminacją są znane nam, pyszne owoce.

Nadejście lata jest metaforą Królestwa Bożego, a zima symbolizuje nieszczęścia u kresu czasów. Ta sama przepowiednia Jezusa jest opisana przez Łukasza w rozdziale 21 jego ewangelii i tam, w kontekście figowca, czytam:

A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha (wyprostujcie się) i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. (Łuk. 21:28, BT)

To jest właśnie to: jak soki wzbierają w gałęziach, by te, sprężyste, podniosły się do góry, tak ja nabieram ducha, prostuję się, podnoszę głowę. Mimo wszelkich okropieństw, o których słyszę od znajomych, w telewizji, internecie – dalekich i bliskich. Mimo wiosennych przymrozków („ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu” – Mat. 24:12).

Żeby jeszcze wzmocnić ten obraz, zacytuję przypadający mi na dziś w planie Psalm 24:

Podnieście, bramy, wierzchy wasze, I podnieście się, bramy prastare, Aby wszedł Król chwały!

Znów mowa jest o podnoszeniu, otwieraniu. Bramy są w miastach, a czym są miasta? To my! My, święci, jesteśmy światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mat. 5:14). My się otwieramy. Puszczają hamulce, puszczamy soki. Nie raz, ale codziennie. Kiedy wjeżdża zwycięski Król, można – ha! trzeba otwierać. Nie bronić się już przed zimą, przed najeźdźcą. Mięknąć, prostować szyję, cieszyć się latem i słodkimi figami.

Obfituj! W jakim sensie?

To, czego nauczał Jezus i w ogóle Bóg przez swoje Słowo, można ująć w różnej formie. Zwykle kojarzy się z dwiema kamiennymi tablicami. A ja mam dla was infografikę – we współpracy z reflectionofglory.wordpress.com!

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ W PEŁNYM ROZMIARZE:

Obfituj
Obfituj – Jan. 15:1-16

Opracowanie graficzne to dzieło Zosi Wyczółkowskiej, która jest jedną z autorek wyjątkowego bloga pt.
Reflection of Glory Design - blogMożna tam zobaczyć wiele pięknych pomysłów, projektów, rękodzieł (do kupienia!), ogółem dużo dobrej inspiracji, dlatego polecam i promuję z przyjemnością, nie tylko z wdzięcznością za pomoc przy tym wpisie. Autorki same opisują swoją pracę tak oto:

Połączyła nas pasja, potrzeba tworzenia, odkryłyśmy wiele wspólnych zainteresowań. Zajmujemy się projektowaniem, głównie wnętrz ale nie tylko. Projektowanie to szeroki termin, dlatego nie chcemy ograniczać się tylko do wnętrz. Blog jest początkiem naszej wspólnej drogi. Zamieszczamy tam inspiracje, informacje o ciekawych projektantach i projektach, trochę własnej twórczości. Już niedługo relacja z naszej pierwszej realizacji.

Skazany na sukces

A ja nie chcę być bogaty, a w ogóle po co mi to wszystko? Nie muszę mieć dzieci. Ja chcę sobie inaczej ułożyć życie. Dlaczego mnie oceniacie na podstawie tego, co mam? Walcie się!

Tak, tak, to moje myśli! A nie wyglądają na moje, co? Też tak uważam, dlatego sam się ze sobą sprzeczam. A może trochę sprzeczam się z Ojcem? W każdym razie tak to brzmi:
– Wiesz, rodzina – piękna rzecz, ale wymaga zajmowania się pierdołami, czyli pieniędzmi.
– Ja się pierdołami zajmować nie będę!
– No to nie…
– No to nie!
– Ale wiesz, zajrzyj do Księgi Rodzaju, rozdział 1, wiersz 28:

I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną! (BW)

To jest przykazanie! „Bądź śmiałkiem, dokonaj, napełnij, pomnóż, rozmnóż, zawładnij, zdobądź, osiągnij, doskocz, zgromadź, rozdaj, rozwiń!…” I nie ma, że mi się nie chce, że ja sobie powolutku doczekam śmierci i zacznę czekać już dziś, mając dwadzieścia parę lat, bo mam w nosie wszystko, cokolwiek mogę zdobyć na tej ziemi, bo to jest zła materia, be, nic nie warte. Nie. Wprawdzie Jezus poucza mnie, żebym gromadził sobie skarby w niebie (Mat. 6:20), ale jak mam to robić? Na przykład rozdawać ubogim. Co? To, co przedtem zgromadziłem. A gdzie zgromadziłem? Na ziemi, nie w niebie. A gromadziłem, wiedząc, że wszystko to i tak należy do Boga.

Mam w głowie negatywny przykład: Onan nie chciał być posłuszny temu „rozradzajcie cię!” I został pionierem stosunku przerywanego. Marnie skończył (1 Moj. 38:9-10). Wniosek: mam się rozradzać. Ale ja się czuję tym przykazaniem atakowany. Czuję się jak pro-choice obrzucane błotem przez pro-life w debacie nad dopuszczalnością aborcji. A to nie o to chodzi. Bóg mi nie powie: zrobiłeś aborcję! Pogardziłeś płodzeniem syna, nie mówiąc o sadzeniu drzewa i budowaniu domu. Jesteś nikim! Coś jest z tobą nie tak! Nie znam cię, odejdź!

Bóg powie raczej: nie zmarnuj swojego życia. Jesteś silny i piękny. Napełniaj ziemię i zawładnij nią! Ja ci każę to robić, bo do tego jesteś stworzony, mój synu.

Owocny czas – cz. 3

W części pierwszej pisałem o tym, jak się rodzi pragnienie owocowania i jaki błąd łatwo popełnić na samym wstępie. Jeśli motywacja jest dobra (radość) i osadzona w wolności (postawa syna), pojawia się pytanie: jak? W części drugiej dałem na to kilka nowotestamentowych wskazówek.

A teraz, w części trzeciej, muszę uzupełnić wiedzę. Tak się składa, że wszystko, co jest powiedziane w Nowym Testamencie o owocowaniu, a o czym jeszcze nie wspomniałem, zamyka się w jednym fragmencie:

Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców.
Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień (por. Mat. 3:10, Łuk. 3:9). Tak więc po owocach poznacie ich.
Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.
Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.
A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki. (Mat. 7:16-28, BW)

Po pierwsze, mowa o dobrych i złych drzewach służy nie tylko refleksji nad kondycją mojego serca. Sączy się z niego nienawiść, zazdrość, gniew, a może miłość, pokój, łagodność? Ta mowa pomaga zobaczyć, że od mojego owocu zależy mój brand, że się tak wyrażę, moja marka. Co myśli człowiek, słysząc „Jan Ziółkowski”? Czy przypomni sobie dobry owoc?

Po drugie, warto bym pamiętał o tym ogniu. Nie tylko zły owoc, ale i zupełna bezowocność zasługują na potępienie. Wyjaśnia to Jezus w następnych wersach. Te słowa są ostre aż do kości. Można się przestraszyć. Prawdopodobnie dlatego tyle razy „przeskakiwałem” ten fragment. A niepotrzebnie. Pytam: jak uniknąć tych strasznych słów „Nigdy was nie znałem”? Przecież ludzie, którzy to słyszą, deklarowali służbę. Jak więc służyć, żeby na pewno nie zostać odrzuconym? Jest kilka odpowiedzi.

  • Nie tylko słuchać lub mówić, ale wypełniać, robić (Rz. 2, 13, Jak. 1, 22-25). Co z tego, że powiem „tak”, jeśli potem robię „nie”? Lepiej jak powiem „nie”, a później jednak będę posłuszny (Mat. 21, 29).
  • Słyszeć płacz skrzywdzonych i odpowiadać na niego, mieć miłość (I Kor 13, 1-2), nakarmić, napoić, ugościć, ubrać, odwiedzić „tych najmniejszych braci” jak samego Jezusa (Mat. 25, 31-46).
  • Jeśli robić coś w bożym imieniu, to tylko przez powołanie. Pytam: czy On mnie posłał, polecił mi to, mówił do mnie? Jeśli nie, to mogę sobie darować „piękne” uczynki (Jer. 14,14; 27,15). Mówić zgodnie ze Słowem i w Duchu Świętym.
  • Iść wąską drogą (Łuk. 13, 25-27), tzn. polegać na Bogu, nie na sobie, powierzać mu wszystko (Mat. 19,24 + kontekst), trwać w wierze i znosić uciski (Dz. 14, 22).

Ogromnym tematem w tle jest łaska vs. uczynki. Czy Chrystus odrzuci mnie, jeśli tych punktów nie wypełnię? Obiecuję, że i tym się zajmę (ale w innym wpisie, na razie tylko odsyłam do wspaniałego fragmentu: List do Filipian 3, 7-16).

Po trzecie, wracając do mojego cytatu, owoce-uczynki nie tylko są moim „znakiem firmowym” i nie tylko decydują o ocenie, jaką dostanę na sądzie ostatecznym. Są też dla mnie praktycznym fundamentem. Bo jeśli tylko mówię i mówię, w co wierzę, to w kryzysie nie dam rady. Ale jeśli robię dobre rzeczy, zgodnie z bożym planem, to żaden kryzys wiary nie zburzy mojego życia. Będę twardy jak skała i czuły jednocześnie.

Owocny czas – cz. 2

Wiadomo już, że pożytek jest tylko z ludzi wolnych. Tylko ktoś wolny może bywać dobry dla innych. Ponieważ ludzie posłuszni z przymusu albo w ogóle goniący tylko za pożądaniem, dbają głównie o siebie samych.

Ale nie łatwo utrzymać tę wolność i w niej owocować. W tej części napiszę o kilku zasadach, które mogą w tym pomóc.

1. Owocuje ten, kto słucha, co mówi Bóg. Przypowieść o czterech glebach (Mat. 13:3-23) opowiada o sposobie słuchania. Trzeba zrozumieć Słowo i nie dać go sobie zabrać. Trzeba też być wytrwałym i nie zniechęcać się, gdy przyjdzie próba. Trzeba w końcu być wiernym i nie rezygnować ze Słowa dla złudnego bogactwa. To wszystko są cechy dobrego słuchania, dobrej gleby.

Jeszcze inne padły na dobrą ziemię i wydały owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. (Mat. 13:8, BW)

Z tego cytatu już mam ciekawostkę: gdy porówna się to, co wyszło z dwóch ziaren, owoc nie musi być równy. I to jest dobre. Dlatego nie powinienem oceniać siebie ani innych ludzi, porównując się z nimi. Nie muszę nikogo gonić, ani nie muszę osiadać na laurach.

2. Owocuje ten, kto się nawróci, upamięta, zmieni w pokucie. Wydawajcie więc owoc godny upamiętania – mówi Jan Chrzciciel (Mat. 3:8, BW). Warunek absolutnie wstępny, to usłyszeć Słowo. A ono wzywa do upamiętania, bez którego pozostanę niewolnikiem. Koniec niewolnictwa to także właściwy czas na założenie „dobrego sejfu”, zadbanie by to, co płynie z serca, było dobre.

Zasadźcie drzewo dobre, to i owoc będzie dobry, albo zasadźcie drzewo złe, to i owoc będzie zły: albowiem z owocu poznaje się drzewo. Plemiona żmijowe! Jakże możecie mówić dobrze, będąc złymi? Albowiem z obfitości serca mówią usta. Dobry człowiek wydobywa z dobrego skarbca dobre rzeczy, a zły człowiek wydobywa ze złego skarbca złe rzeczy. (Mat. 12:33-35, BW)

3. Owocuje ten, kto obumrze. A co to znaczy? Najlepiej, jeśli na to pytanie odpowie miłość. Jak to jest, robić coś z miłości? Ja już trochę o tym wiem. Może niewiele, ale wiem, że wtedy zapominam o sobie. Jest mi wszystko jedno, czy coś będę z tego miał. Mogę usunąć się zupełnie w cień, rozpłynąć, schować, byle tylko dać coś cennego. Jezus mówi:

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje. (Jan. 12:24, BW).

To „ziarenko” przypomina mi też sól. Jezus przyrównuje do niej swoich uczniów (Mat. 5:13), a przecież sól, jeśli już przyprawi i zabezpieczy przed zepsuciem, to znaczy, że się rozpuściła. Nie ma jej, jest tylko efekt. To właśnie znaczy obumrzeć dla owocu. „Ziarenko” przypomina mi też o ukrzyżowaniu własnego ciała, czyli utemperowaniu egoizmu, zepchnięciu na drugi plan pragnienia zwykłej przyjemności.

4. Owocuje ten, kto jest w jedności z Chrystusem.
Trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. (Jan. 15:4-5, BW)

Ostatecznie wszystkie zasady zdadzą się psu na budę, jeśli zapomnę o żywej osobie, o Jezusie. Jak to jest, że mogę być w jedności z Nim? On sam to wyjaśnia:

Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki, Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was. Jeszcze tylko krótki czas i świat mnie oglądać nie będzie; lecz wy oglądać mnie będziecie, bo Ja żyję i wy żyć będziecie. Owego dnia poznacie, że jestem w Ojcu moim i wy we mnie, a Ja w was. (Jan. 14:16-20, BW)

Nic ponad te cztery punkty nie znalazłem, jeśli chodzi o sposoby na dobry owoc. Słuchanie Słowa, pokuta i dbałość o serce, obumieranie i w końcu najważniejsze: jedność z Jezusem, z Duchem Świętym.

Na koniec ważny wniosek: będzie część trzecia. O tym, co jest konsekwencją dobrego albo złego owocowania.

Owocny czas – cz. 1

Przyznam, że spóźniam się z poniedziałkowym wpisem. Bynajmniej nie z braku pomysłów. Chciałem napisać o dobrym owocu. Można zapytać: jak owocnie spędzać czas? Znalazłem na to ciekawą odpowiedź w wielu wypowiedziach Jezusa, ale napiszę o tym dopiero w części drugiej. Dlaczego? Ponieważ istnieje bardziej fundamentalne pytanie: po co w ogóle owocnie spędzać czas? Czemu chcę robić dobre rzeczy?

W modlitwie Bóg mi pokazał, że jeśli mam być dobry, a więc również poświęcać się, służyć, to… dla siebie! Mam stracić swoje życie, by je zyskać (Mat. 10:39, 16:25, Łuk. 17:33, Jan. 12:25).

Jest na świecie wielu ludzi, którzy nie chcą stracić swojego życia, bo podoba im się grzech. Tak naprawdę są jego niewolnikami.

Są jednak ludzie, którzy nie są niewolnikami, ale się nimi czują. Nie wyzbyli się starej mentalności, mimo że się nawrócili i zostali synami bożymi. Oni także nie chcą utracić swojego życia, ponieważ wszystko robią z poczucia obowiązku, chcą być „w porządku”, chcą się chlubić swoimi uczynkami. Oni są najgorsi, są obłudni, o nich Bóg mówi, że są letni i „wypluje” ich (Obj. 3:15-17, BW). Ich odpowiednikiem jest syn niemarnotrawny z przypowieści Jezusa (Łuk. 15).

Natomiast Bóg chce, żebym czuł się jak Jego syn, skoro jestem Jego synem. Wówczas mogę Mu służyć z poczuciem, że wszystko, co robię dla Niego i dla ludzi w Jego imieniu, służy przede wszystkim mi. Tak właśnie jest, paradoksalnie! Powinienem być jak syn marnotrawny, który nagrzeszył, ale w jednej, najważniejszej rzeczy był lepszy od swojego (niemarnotrawnego) brata: zawsze czuł się wolny. Był wolny, gdy odchodził od ojca z połową majątku, był wolny, gdy rozpuszczał te pieniądze i upadał na dno, był wolny, gdy powracał do domu. Zawsze był wolny. Czy to nie wspaniałe?

Dla mnie jest już za późno na to, by robić dobre rzeczy dla zachowania czystego konta. Już zdążyłem solidnie zawinić i nawet zostało mi przebaczone. Co miało się zepsuć, to zepsułem, a co miało się naprawić, to Bóg naprawił. Jeśli więc myślę o owocnym życiu, to muszę wystrzegać się mentalności niewolnika, bo już nim nie jestem. Proszę wybaczyć, że fragment Słowa zostawiłem na koniec:

Gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili. A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze! Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga.
(Gal. 4:4-7, BW)