Szalony, szczery, szczęśliwy

Zastanawialiście się kiedyś, czytając Psalmy, dlaczego ich autor przeżywał tak skrajne emocje? Ja wielokrotnie. Zdawało mi się, jakby Dawid cierpiał na jakąś dysfunkcję psychiczną typu borderline albo coś podobnego.

Przesadzam? Być może, ale poczytajcie razem ze mną Psalm 22.

Jest powtarzający się lęk przed odrzuceniem? Jest:

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił…? Czemuś tak daleki od wybawienia mego, od słów krzyku mojego? (Ps. 22:2, BW)

A chwiejne wyobrażenie na własny temat? Proszę bardzo:

Ale ja jestem robakiem, nie człowiekiem, hańbą ludzi i wzgardą pospólstwa. (Ps. 22:7, BW)

Od ciebie pochodzi moja pieśń pochwalna w wielkim zgromadzeniu. Śluby moje spełnię wobec tych, którzy się ciebie boją. (Ps. 22:26, BW)

Dojmujące poczucie pustki, że „moje życie zmierza donikąd”? Obecne!

Rozlałem się jak woda i rozłączyły się wszystkie kości moje. Serce moje stało się jak wosk, roztopiło się we wnętrzu moim. Siła moja wyschła jak skorupa, a język mój przylgnął do podniebienia mego i położyłeś mnie w prochu śmierci. (Ps. 22:15-16, BW)

A jednak Dawid jest nazwany człowiekiem według bożego serca. Może więc warto zadać sobie kilka pytań co do niego? Np. co sprawiało, że tak często wahał się od beznadziei i niewiary w przyszłość, do zupełnej euforii, radości, nadziei oraz pewności siebie, przekonania o rychłym zwycięstwie? Czy mam go naśladować w tych wahaniach? Tak? No to co, bierzemy życiorys i kopiujemy! Nie, to bez sensu. Każdy przecież ma przed sobą tyle prób i przeszkód, ile może znieść, ile Bóg do niego dopuści. Jak sztucznie wyglądałoby szukanie guza na siłę, żeby tylko poczuć to, co Dawid, złapać porządnego doła, odbić się od dna i najlepiej napisać o tym jakiś wiersz, psalm!

Zrozumiałem, że do Boga należy przychodzić z każdą rzeczą, nawet błahą, która powoduje radość lub zwątpienie. Oczywiście wydaje się to niepotrzebne w czasach komfortu i ogólnego dobrostanu, ale właśnie zauważyłem, że przy ignorancji wobec Boga, bardzo szybko rosną moje wymagania wobec siebie samego. A, co za tym idzie, rośnie również niezadowolenie z samego siebie, zła samoocena… Jak to zmienić?

Jestem pewien, że Bóg chce, bym był doskonały i cieszył się tym: że podejmuję dobre decyzje, że mam czas na to, na co trzeba, że jestem dobry dla innych ludzi, zaspokajam ich potrzeby itd. Zupełnie jak Job (por. Job. 29). Ale to się nie stanie, dopóki będę własnymi siłami wiązał koniec z końcem, beznamiętnie, bez ideałów, bez bólu i bez radości.

Autor: jpz2

Powiązane posty: