Szaleństwo bez piątej klepki

Główny bohater filmu „Król życia” Edward zmienia swoje nudne, udręczone jałową odpowiedzialnością życie dopiero gdy… uderza samochodem w drzewo, rozwalając sobie głowę. Żona pyta: dlaczego nie wcześniej?

Otóż ten wypadek mógł skończyć się dużo gorzej. A skutek był taki, że Edward wyzbył się wszystkich niemal zahamowań, które powstrzymywały go przed zrobieniem „czegoś głupiego”. Od chwili powrotu do przytomności zaczął robić mnóstwo „głupich rzeczy”. A co dokładnie – to trzeba zobaczyć, bo Więckiewicz w tej roli jest uroczy. Dość powiedzieć, że żona była od tej pory może trochę poddenerwowana stanem finansów, ale za to… na nowo uwiedziona przez swojego męża.

Urocza musiała być również Rachab – prostytutka. I to nie dlatego, że powierzchownie była powabna, piękna, no taka, że można oszaleć na punkcie kobity. Można. Ale mam na myśli tę scenę, kiedy ukrywa dwóch izraelskich zwiadowców i proponuje im umowę:

Wiem, że Pan dał wam tę ziemię, gdyż padł na nas strach przed wami i wszyscy mieszkańcy tej ziemi drżą przed wami. (…) zwątpiło serce nasze i wszystkim zbrakło wobec was odwagi, gdyż Pan, Bóg wasz, jest Bogiem w górze na niebie i w dole na ziemi. Więc przysięgnijcie mi teraz na Pana, że, jak ja okazałam wam łaskę, tak wy również okażecie łaskę domowi mojego ojca, i dajcie mi porękę, że pozostawicie przy życiu mojego ojca i moją matkę, i moich braci, i moje siostry, i wszystkich ich bliskich i ocalicie nas od śmierci. (Joz. 2:9-13, BW)

Wyobrażam sobie, ile to wymagało od niej odwagi. Paradoksalnie tak, odwagi, bo ktoś mógłby przecież powiedzieć, że zrobiła to ze strachu. Nie, musiała być odważna. Narażała zarówno siebie, jak i całą rodzinę, gdyby rzecz się wydała. Ryzykowała, że zwiadowcy nie dotrzymają obietnicy. W ogóle to, co zrobiła, było szalone. Wyobrażam sobie, że nie miała czasu na zastanowienie, a jednak pytała siebie w duchu przynajmniej dwa razy, czy dobrze robi?

Do czego zmierzam? Do tego, że ta umowa uratowała jej życie. Co więcej, sprawiła, że stała się, wraz z rodziną, de facto częścią ludu Izraela. Co za awans! Co za godność! Z dna do świętości! To jest to, co przytrafiło się mi i każdemu, kto uwierzył w Jezusa. Ale to nowe życie nie polega na jednorazowym akcie wyboru, jak to zrobiła Rachab. To, co różni nudną religijną egzystencję od pełnego pasji życia wiary to… właśnie ten brak zahamowań przed zrobieniem znów i znów czegoś szalonego, choć… w gruncie rzeczy logicznego i dobrego.

Co wybieram? Powolne i bezbarwne życie polegające na robieniu rzeczy, jak należy? A może szybkie „bez trzymanki”, które łamie ludzkie reguły, by pozostać poddanym bożej woli?

Autor: jpz2

Powiązane posty: