Szach-mat

U. się awanturuje.
— Tato, idź! – Rozkazuje. A. nieraz powtarza, że tak nie powinna mówić do mamy czy taty. Ja nie zaprzeczam, zgadzam się, jednak… lubię się podroczyć.
— No, Ula, ale przed chwilą chciałaś, żeby to raczej mama poszła. – No i przypomniała sobie:
— Mamo, idź!
— A ty byś chciała, żeby mama nie przytulała Fila, tylko ciebie, tak?
— Nie! Yyy… Taak.
— No to może mama nie musi wcale wychodzić.
— Nie! Idź z tego łóżka, mamo.
— Ula, a czyje to jest łóżko? – Nie daję za wygraną.
— To mamy łóżko.
— Zatem dlaczego mama miałaby cię posłuchać? Może tu siedzieć…
— Nie, tato, nie. Ty idź… – Wszystko to U. mówi na wysokich tonach desperacji. A mi przychodzi do głowy coś bardzo przebiegłego:
— Ty po prostu będziesz mówić „nie” na wszystko, co ja powiem? – Uśmiecham się jako król logiki.
— Nie… Nie tato, ty nic nie mów. – Zrozumiała sztuczkę i się ratuje. Ale wieczorem podobna sytuacja:
— Ja nie chcę pryskać do wanny. – Rozpacza.
— Ok, nie musisz, ale spryskiwaczem nie możesz pryskać na podłogę.
— To prawda, Ula, na podłogę nie wolno. – Potwierdza A., która tę zasadę ustanowiła. Chciałbym pozwolić U. pryskać na podłogę kafelkową, tylko nie na panele. Ale już nie będę jej mieszać w głowie. Co mama mówi, święte jest.
— Tato, idź, idź z mojego pokoju! – Niegrzecznie krzyczy. Ale myślę: „no, ciekawe, co to będzie”.
— Dobra, Ula, wyjdę. – Przechodzę przez próg. – I co teraz?
— Idź do sypialni!
— No jestem w sypialni. I co teraz? – U. jeszcze mnie widzi, więc mówi:
— Idź dalej. – Schowałem się i teraz U. już tylko mnie słyszy:
— I co teraz?
— Mamo, idź! – A mama na to:
— Ulciu, ale jeśli my pójdziemy, to nadal nie będzie wolno pryskać na podłogę. — Teraz to już naprawdę szach—mat. Jakże byłoby „prosto”, gdyby tak można było powiedzieć na przykład do szefa: „szefie, idź!” I robić, co się chce.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: