Syn bierze wszystko

Przerwałem pracę i spojrzałem przez okno. Ulica w słońcu, na drzewach śpiewają ptaki. Naszło mnie pytanie: czy zawsze już Bóg będzie mi błogosławił? Jak bardzo? Dlaczego?

W jednym ze swoich wierszy napisałem, że chciwość Boga oznaczałaby koniec bytu. To prawda. Nasz Stwórca był, jest i zawsze będzie dawcą. Na tym m.in. polega jego boskość i potęga. To proste. A jednak ja jako jednostka mam wątpliwości i pytam Pana Boga:

– Tato, dałeś mi dobrą rodzinę, żonę, dziecko, przyjaciół, kościół, wiedzę, umiejętności, talenty, mądrość, pracę, pieniądze, dom, samochód, rzeczy, rzeczy. A ponadto dałeś mi coś, co przewyższa to wszystko: swoją bezinteresowną, bezgraniczną i nieustającą miłość. Na nic nie zasłużyłem. Dlaczego? Dlaczego tak bardzo mi błogosławisz? Czy to będzie trwać zawsze? Ale gdyby nawet mój materialny dobrobyt miał kiedyś się skończyć, gdybym miał śmiertelnie zachorować, gdybym miał stracić tych, których najbardziej kocham, gdyby ktoś mnie lżył i ranił z Twojego powodu, ja i tak zawsze będę cię kochał i uwielbiał. Mam nadzieję. Wiesz o tym, więc dlaczego mi błogosławisz?

– Bo jesteś moim synem.

– Czyli to prawda? Czy to jest prawdziwy powód i nie ma innego? Mógłbyś odpowiedzieć inaczej, np. „błogosławię cię, bo chcę, żebyś był wdzięczny” albo „chcę, żebyś był szczęśliwy” albo „chcę, żebyś miał coś z życia”. To chyba nie są złe powody. Ale Ty nie, Ty mówisz „bo jesteś synem”. To znaczy, że jestem dziedzicem, że mogę mieć wszystko! Czy to nie za dużo jak na jednego mnie? Czy potrafię to zrozumieć, porzucając chęć jakiegokolwiek odwdzięczenia się? Ty jednak czegoś ode mnie oczekujesz, prawda? Nie służebnej odpłaty za Twoją dobroć, ale… no właśnie, czego?

Tutaj zamiast głosu Ducha Świętego wybrzmiewają we mnie słowa z Biblii: I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi! (1 Moj. 1:28, BW).

W obliczu śmierci widać dopiero, co jest istotne. Nie to, ile posiadam. I w niewielkim stopniu to, jak zużyłem czas i błogosławieństwo, by „rozmnażać się i napełniać”. Ale głównie to, czy jestem synem.

Autor: jpz2

Powiązane posty: