Świętowanie, rozgłaszanie

Po wielu próbach udało mi się przekonać U., że nie muszę już jej trzymać. Zabawne, jak często obracała się do tyłu, żeby zerknąć, czy na pewno trzymam kij. No i pytała: trzymasz? Trzymasz? A teraz, trzymasz? No więc chwytałem wtedy ten kij (żeby nie oszukiwać) i mówiłem: pewnie, że trzymam, ale… ty już nie potrzebujesz trzymania.
– Tata, a wiesz co?
– No…
– Ja już się nauczyłam jeździć na tym rowerze z pedałami.
– Tak? Już się nie boisz jechać sama?
– Nie, nie boję się.
– No to fantastycznie! Wiesz, ja już od dawna [to jest od dwóch tygodni – w pełni zgadza się z dziecięcym pojmowaniem czasu] starałem się ciebie przekonać. No ale cieszę się, że teraz już sama to wiesz. Że umiesz.
– No umiem.
– Jest czwarty czerwca 2019 roku. – Spojrzałem na zegarek dla upewnienia. – Ula nauczyła się jeździć na rowerze. – Powiedziałem uroczystym tonem.
– Taak! – Potwierdza z dumą czterolatka.
– A tato, kupisz mi taki licznik na rower?
– Taki co liczy czas i prędkość, i kilometry drogi?
– Tak.
– No, jak będziesz przejeżdżać wycieczki po czterdzieści kilometrów, to ci kupię.
– Ja już umiem! – Rozochociła się.
– No, jeszcze nie. Na razie mamy około czterech. Jeszcze dziesięć razy tyle. – Jedziemy dalej. Od parku przy Bażantarni do stacji Ursynów.
– A wiesz, co zrobimy? – Zaczyna U. po namyśle.
– No, co?
– Takie ogłoszenie…
– Takie jak wtedy, gdy zginęła Filowi piłka?
– No. I narysujemy tam rower, a na nim ludzika, czyli mnie i napiszemy: Ula nauczyła się jeździć na rowerze. I powiesimy na klatce. – Postanowione. – Tato?
– Tak?
– Powiesisz na klatce, na drzwiach od domu?
– No, może na tablicy ogłoszeń.
– Tablicy? Gdzie?
– Zobaczysz… – Zresztą to nieważne, myślę sobie. Bawi mnie i… podoba mi się taki rodzaj dumy, świętowania czegoś ważnego i przy tym zwykłego. Bardzo, bardzo dobre, godne naśladowania…

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: