Święto Zmarłych – lekcja Dawida

Publikuję trzy wpisy tygodniowo, ale nie zawsze są to poniedziałek, środa i piątek. W tym przypadku może i dobrze, bo dziś jest 1 listopada, Święto Wszystkich Świętych, a jutro 2 listopada, Zaduszki. Chrześcijanie tacy, jak ja, kręcą nosem i wytykają wady tych dni. Pierwsze jest ku czci świętych, męczenników, a przecież czcimy tylko Boga w trójcy. W drugim mamy modlić się za-dusze zmarłych, a przecież czyśćca nie ma, no a poza tym święto jest jawnie post-pogańskie!

Ja sobie gwiżdżę na te, skądinąd słuszne, zastrzeżenia i zwykle w te dni chodzę na cmentarze. Bo po prostu lubię spacerować po cmentarzach. Poza tym taka przechadzka skłania mnie do tego, żebym myślał o bliskich albo sławnych zmarłych pod kątem ich zalet i osiągnięć, które sięgają poza grób i warto je naśladować.

Nagrywałem w Radio Chrześcijanin Jagodę Markiewicz, autorkę audycji Akademia Pięknego Życia. Przygotowała jeden odcinek „okolicznościowy”, na temat Święta Zmarłych (taką nazwę zawdzięczamy kierownictwu PRL). Przyznała, że lampki, kwiaty, nastrój tych dni przypomina jej o tym, że życie jest darem. Po pierwsze, nie wiem, kiedy umrę, więc liczy się każdy dzień. Po drugie, moi bliscy, nawet dzieci, nie są moją własnością. Należą do Boga.

Mógłbym pójść tym tropem, napisać tu o Izaaku, którego Abraham prawie złożył w ofierze Bogu (1 Moj. 22:1-18). Albo napisałbym o żydowskiej tradycji płacenia w świątyni okupu za pierworodnego. Zrobili to np. Józef i Maria z małym Jezusem (Łuk. 2:22-39). Ale napiszę o czymś innym. Wrzucę swojego czytelnika in medias res, w środek rzeczy:

Wtedy Dawid podniósł się z ziemi, umył się, namaścił, zmienił swoje szaty i poszedł do świątyni Pana, aby mu oddać pokłon. Potem powrócił do swojego domu, poprosił o posiłek, a gdy mu go podano, spożył go. (2 Sam. 12:20, BW)

Tak zareagował król Dawid na wiadomość o tym, że jego dziecko zmarło. Pomyślał może „trzeba żyć dalej” i zrobił dokładnie to, co należało zrobić. Potem jeszcze… ale zacznę od początku historii.

Była wiosna, czas wojaczki. Król Dawid został jednak w pałacu, wyręczał go generał Joab. A Dawid wylegiwał się całymi dniami. Pewnego wieczoru z nudów wyszedł sobie na balkon. Gdzieś w innym budynku zobaczył nagą, kąpiącą się kobietę. Była śliczna. Coś w nim drgnęło, zaraz też dowiedział się, kim ona jest, sprowadził do siebie… do łóżka. Pech chciał (?), że Batszeba właśnie była płodna i zaszła w ciążę. Poinformowała o tym Dawida, który sprowadził męża kobiety, Uriasza. Wprost powiedział mu: idź się umyć. W podtekście: zajmij się swoją żoną (wyjdzie na to, że dziecko jest męża). Ale Uriasz, dzielny wojak (znów pech!) ani myślał o seksie, skoro tam, skąd wrócił, jego towarzysze broni nadal przelewali krew. Był uparty jak osioł. Dawid polecił więc, żeby wypchnąć go do pierwszego szeregu i żeby „niechcący” zginął. Udało się! Ale nie wiedzieć skąd (co za pech!) prorok Natan znał historię i w imieniu Boga wypomniał Dawidowi jego podłość. Dawid pokutował, Bóg mu wybaczył, ale… pewna rzecz była już postanowiona. Syn Dawida i Batszeby miał umrzeć. I tak się stało, umarł tydzień po porodzie. Przedtem Dawid pościł, przeleżał wiele dni na podłodze, błagał Boga, ogólnie był w strasznym stanie. Do tego stopnia, że jego słudzy bali się powiedzieć mu o śmierci dziecka, żeby nie zrobił sobie nic złego. Ale Dawid sam się zorientował, słysząc ich szepty. I co?

Wtedy rzekli do niego jego słudzy:
– Co ma znaczyć to, co uczyniłeś? Dopóki dziecię żyło, pościłeś i płakałeś, a gdy dziecię zmarło, podniosłeś się i spożyłeś posiłek? – A on odpowiedział:
– Dopóki dziecię żyło, pościłem i płakałem, gdyż myślałem sobie: Kto wie? Może Pan zlituje się nade mną i dziecię będzie żyło? Teraz zaś, gdy zmarło, po cóż mam pościć? Czy mogę je jeszcze przywrócić życiu? To ja pójdę za nim, a nie ono powróci do mnie.
Następnie Dawid pocieszał Batszebę, swoją żonę, przybył do niej i obcował z nią. Potem ona urodziła syna, któremu nadał imię Salomon. A Pan go miłował. (2 Sam. 12:21-24, BW)

Odświeżył się, wystroił, oddał cześć Bogu, najadł się, pocieszył swoją żonę Batszebę i, że się tak wyrażę, pocieszył tak dokładnie, że urodził się z tego pocieszania następca tronu. A potem (nareszcie!) wyruszył na wojnę. Trochę późno, bo było już „posprzątane” przez Joaba, ale lepiej późno niż wcale (2 Sam. 12:26-31).

Ja i moi bliscy, nasze ciała – też będą kiedyś leżeć na cmentarzu. Czy to powód do smutku? Wierzę, że nie, po prostu wierzę w Boga, w Jezusa. Póki przychodzi mi oglądać śmierć bliskich, mogę błagać Boga o zmianę, pościć, nawet rozpaczać. Ale jeśli już ktoś umarł, to mogę tylko robić swoje, kochać, walczyć… Może Dawid był smutny po śmierci dziecka, tego nie wiem. Ważne jest jednak to, co zrobił.

Swoją drogą, ciekawe, czy chodził na cmentarz…

Autor: jpz2

Powiązane posty: