Sukces to dom

Nie wiem, jak chcą „wszyscy”, ale ja… chcę sukcesu! Nie jest on moją obsesją, ale go pragnę. Nie zniechęca mnie nawet to, że jest ulotny. A inspiruje mnie… no właśnie, kto?

Kiedy tylko przeczytałem ten werset, zaświeciło mi się w nim jedno słowo (już wiecie, które) – tak, jak bryłka złota wyłuskana z sita:

Dlatego Wiekuisty będzie z tobą, mój synu! Odniesiesz SUKCES i zbudujesz Dom Wiekuistego, twojego Boga, jak o tobie mówił. (I Krn 22:11, NBG)

Aha! TO jest sukces! Dom mojego Boga. Coś fizycznego. A co konkretnie? Katedra? (Po niemiecku, nomen omen, der Dom). Nie, mi jako pierwsze przychodzi na myśl stworzenie tego Domu we własnym domu.

Mieć rodzinę – to moje spełnione marzenie, ale jest coś więcej. Bo jest coś dalej. Chcę przecież, żeby codzienność była niecodzienna, żeby moje „cztery ściany” były miejscem spotkania z Tatą, uwielbienia Go, dziękowania, ofiarowania Mu uwagi, zwierzania się, radości itd.

Ciekawe jest to, jak bardzo pragnął tego Dawid. Bóg zapowiedział mu, że nie on, ale jego syn zbuduje świątynię. Dawid, widocznie nie mogąc się doczekać, zebrał większość potrzebnych kosztownych materiałów i przekazał wizję swemu młodziutkiemu następcy, Salomonowi.

W historii nie brak megalomańskich projektów budowlanych. Ale świątynia Salomona do nich nie należała. Co ją wyróżniało? Co wyróżnia moje pragnienie od innych, strasznie lub wręcz chorobliwie ambitnych planów?

Pokój. Boski szalom. Jak mówił Jezus, „nie taki pokój, jak świat daje, ja wam daję”. A taki pokój był obiecany Salomonowi. Budowa świątyni nazwana „sukcesem”, była częścią tej wizji:

…za jego [Salomona] dni dam Israelowi pokój wraz z odpocznieniem. On zbuduje Dom Memu Imieniu (w. 9-10)

– Powiedział Bóg. Życzyłbym sobie podobnego błogosławieństwa, przeznaczenia, namaszczenia, sukcesu właśnie.

Autor: jpz2

Powiązane posty: