Sprawiedliwość

— Zobacz, tutaj możesz… – Pokazuję Fi. miejsce gdzie puzzel będzie pasował.
— Nie, ale tato…
— Tylko na chwilkę… – Podszczypuję puzzel, który trzyma w ręce. Zaraz jednak daję za wygraną. – No dobra, już ci nie zabieram, tylko popatrz. – I palcem pokazuję, gdzie będzie jego miejsce.
— Tato, ale nie możesz. Ja teraz muszę cię trafić.
— Nic z tego. – Droczę się, no bo przecież nie zmuszałem do niczego i nic nie zepsułem. Jedynym „grzechem” moim było pokazanie palcem. Równie dobrze mógł to wziąć za dobrą monetę. Albo zignorować. A tymczasem zasłaniam się kocem. Fi. śmieje się:
— Zaraz cię dorwę.
— Nie dorwiesz mnie. He, he, he, he! – Śmieję się jak bandyta Pif-paf z „Bolka i Lolka”.
— Tato, musisz się odkryć i ja wtedy cię potnę. – Dobywa piankowego miecza.
— Ale ja nie zasłużyłem!
— Zasłużyłeś na karę!
— Za co?
— Bo nie robiłeś tak, jak ja chciałem.
— Czyli jak?
— Tato, nie ukrywaj się! – Próbuje zedrzeć ze mnie koc.
— A, uciekam! – Biegnę do łazienki, myk, drzwi na zamek.
— Ta–tooo! Otwieraj! – Już zdenerwowany Fi.
— Ani myślę. Ty wtedy mnie uderzysz mieczem.
— Tak.
— Ale ja nic złego…
— Tato, no! – Krzyczy. Otwieram drzwi. Bronię się. Fi. przystawia do mnie krzesło, bo musi wykonać trzy cięcia: przez nogi, przez brzuch i przez głowę. Po drugim cięciu jednak odsuwam się i już głowy nie dosięga, musi zejść z krzesła i zaczynać od początku. Coraz bardziej zły, bo „należyta” kara mnie nie spotkała.
— Filu, ale nie można bić taty. – Próbuje An., która nagle weszła i chce uspokoić. Argument z innej bajki. Nie trafia.
— Musisz się dać pociąć! – Znów mnie atakuje.
— Ale jesteś niesprawiedliwy. Ja nie byłem złośliwy, a ty jesteś.
— Byłeś!
— Ach tak? Kiedy?
— No…
— No, właśnie, nie wiesz.
W końcu, gdy już się zmęczył tą rozpaczliwą złością, wziąłem na ręce Fi., pocieszyłem, przytuliłem. I nastała sprawiedliwość.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: