Spirala

– Ulciu, trzeba ci zmienić pieluchę i umyć przy okazji. – Zapowiada A.
– Nie chcę zmieniać pieluchy.
– Ale córuniu, śmierdzisz siuśkami.
– Mamo, nie żartuj tak.
Inna sytuacja:
– Tato, ja na koniku, a ty na ptaszku! – Rozporządza U. – Patataj!
– Dobra! – Zgadzam się. – Ulciu, teraz jestem przed tobą! – Krzyczę, sadowiąc się na kurczaku przymocowanym do sprężyny. Ruszam, to znaczy kiwam się. Kurczak zwrócony jest w tę samą stronę, co konik, ale rzeczywiście, parę metrów dalej, przed U. – I nigdy mnie nie dogonisz! – Dodaję głośno, z większą jeszcze dozą absurdu.
– Ha, tato! – Odkrzykuje mi U. zza pleców. – Zaraz się przekonamy, że to tylko żarty! Ha, mamo! Tata tylko tak żartował!

Tylko tak żartowałem. Powinność i wyobrażenie mieszają się przedziwnie z tym, co jest; świat realny – ze światem domysłów, domniemywań i zasad. To tak, jak dziś, gdy jechałem na miasto, załatwić służbowo pewną sprawę. A oczy moje samorzutnie zwracały uwagę na ładniejsze dziewczyny. Kontrolując się bądź co bądź, jednak odczuwałem ogromną łapczywość swojego postrzegania tego piękna. Nieopanowanie – na czym to polega? Zacząłem się zastanawiać, jak jestem zrobiony w środku – w duszy i zmysłach: stworzony do zachwycania i wychwalania – te dwa instynkty potęgują się i wzajemnie napędzają. Folgować im, by niosły dokąd chcą? To szaleństwo. Tak, wyobrażam sobie siebie jak w klatce – bardzo sugestywne odczucie. I co by było dalej? Gdybym tak pozwalał sobie pożądać coraz silniej; pomieszanie coraz to większej przyjemności z poczuciem, że coraz mniej to kontroluję. I coraz dalsze widzę granice przyzwoitości.

Albo folgować inaczej – tylko tam, gdzie ster ustawię? Tak postanawiam, więc uwielbiam w myślach Boga, potem już myśli są na ustach. Idąc ulicą, śpiewam. Wtedy już rozumiem całą różnicę: uwielbiać Stwórcę, czy stworzenie? Oto wybór, nic więcej. Że są zboczeńcy, chciwcy i inni – zapomnij. Są tylko tacy, którzy czczą bożki. Obiekty pożądania – nie tylko, biorąc przedmiotowo, ładne kobiety – ale wszystko, co można mieć i przyciąga wzrok – to tylko stworzenie. Spirala pożądania tych rzeczy zawsze będzie absurdalna – jak ten konik, który kołysze się, próbując dogonić ptaszka – oba przytwierdzone na sprężynie do podłoża; rozchwiane, rozkołysane w sposób szalony. Niech mi ktoś wtedy powie, że śmierdzę. – „Nie żartuj tak”. – Tyle odpowiem. Za to uwielbienie Stwórcy – wynosi całą psyche w spiralę zupełnie zdrową i fantastyczną, którą tylko liznąć i… nie chce się kończyć.

Autor: jpz2

Powiązane posty: