Sorki

Drugi stycznia – dziwny dzień, pracujący-niepracujący. Mam czas, żeby obskoczyć dzieci. Po dziewiątej wracam z przedszkola, buty zdejmuję, kurtkę… Czuję już unoszący się wszędzie zapach kawy. Oho, a więc A. znalazła lub próbowała znaleźć sobie jakąś jamę (albo gałąź, jak jaguar ze zdobyczą), w każdym razie samotnię, żeby tę kawę pochłonąć spokojnie, najlepiej z książką. Zaglądam do sypialni i, oczywiście, A. siedzi w łóżku, czyta, kawę popija. Lecz, primo, nie sama, secundo, nie swoją książkę czyta, tylko „kurczaki luzaki” – dla U. Skończyła. Ja kładę się obok.
– To może tata ci teraz poczyta? – A. zwraca się do U., a tak naprawdę do mnie.
– Tato, poczytasz mi „Kurczaki i bazyliszek”? Tak ładnie proooszę.
– Noo… Mógłbym… – Przyznaję z wahaniem. – Ale wczoraj wieczorem wam to czytałem, może teraz coś innego? – Proponuję, żeby zaproponowała coś. U. zaczyna się więc przewalać po mamie.
– Ula, ale ja bym chciała wypić spokojnie kawę.
– Nie. – Ucina dyskusję U. – Sorki.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: